Ekwador. Nad dachami Quito.



Duże metropolie męczą,  ale nie Quito,  miasto  wtulone w stok wulkanu na wysokości 2800 metrów. Można wspiąć się  na większość kościołów, żeby zobaczyć bezkres, a dla niezapomnianych wzruszeń wjechać kolejką na wulkan Pichincha (4100m). Widok na Andy przyćmił wszystko co do tej pory było na szczycie zachwytów.

Muzea posiadają skarby nieznanych kultur prekolumbijskich, a po ulicach chodzą Cholas i mężczyźni z warkoczami do pasa. Zaczynałam się uśmiechać rano, a poczucie niewiarygodnej przygody się natężało. Brzmi  zachęcająco? Czego nie potrafię opisać, wynagrodzą zdjęcia.  
                                                          
                                                      PLAZA DE LA INDEPENDENCIA   

                                                       
Quito zostało podbite przez Inków pod koniec 1400 roku i stało się bardzo ważnym ośrodkiem. Niestety nie ma żadnych inkaskich pozostałości.  Sami zrównali wszystko z ziemia, kiedy zbliżali się hiszpańscy konkwistadorzy.
Obecne miasto zostało założone  przez Hiszpanów na inkaskich ruinach w 1534 roku. Posiada jedno z najbogatszych i najlepiej zachowanych historycznych centrów hiszpańskiej Ameryki. Zostało wpisane na listę UNESCO w 1978 r.  jednocześnie z Krakowem!

Budowa katedry w Quito, z dachu której pokazuję Plac Niepodległości, rozpoczęła się w latach 1562-1567. Kolejna "Ostatnia Wieczerza" ze świnką morską jest przykładem indiańskich wpływów na sztukę sakralną.



Tego dnia odbywała się pokojowa demonstracja przed Pałacem Prezydenckim. Przygotowano transparenty, skandowano hasła, a z daleka czuwała policja. Do nas podeszło dwóch miłych panów pytając, czy czujemy się bezpieczni i czy potrzebujemy pomocy. Ekwadorskim zwyczajem wierzyli, że zrozumiemy każde słowo wypowiedziane po hiszpańsku. A potem poprosili o wspólne zdjęcie. 

          
 Wiedzieliście, że kapelusze panamskie robi się w Ekwadorze?  

                                       
                                                            PALACIO DE GOBIERNO. 
Jedną z  atrakcji historycznego centrum Quito jest Pałac Rządowy, rezydencja i oficjalne miejsce pracy Prezydenta Republiki Ekwadoru. Lenina. 
Lenin Moreno jest prezydentem Ekwadoru, imię dostał na cześć Władimira Iljicza.

    
 Zawsze coś się ciekawego dzieje w tym miejscu. Koncert grupy religijnej, albo występy młodych Indian. Co wieczór słyszałam głośny śpiew, okazało się, że starsza pani puszcza nagranie przez śmieszną tubę. Zawsze stoi w tym samym miejscu, ale koncertujących na żywo również nie brakuje.


Każdy próbuje handlować do późna, nawet jak na placu robi się pusto. Pod filarami siedzą czyściciele butów.

              
                                                          Często widziałam  taki smakołyk.


 Oficjalnym językiem Ekwadoru jest hiszpański, ale język  Inków - Quichua nadal jest używany przez Indian. Rdzenni mieszkańcy ubierają się tradycyjnie, można odgadnąć po stroju z jakiego regionu pochodzą. Elegancki mężczyzna w Quito nosi białe spodnie i ciemnoniebieskie ponczo a do tego długi warkocz - shimba. Byłam zafascynowana lśniącymi, grubymi warkoczami mężczyzn, ale mimo starań udało mi się zdobić zdjęcie tylko jednemu, przeciętnemu.  Tradycja warkoczy pochodzi z czasów Inków, nie muszą go obcinać nawet jak idą do wojska.

                              Dziewczyna z owocami, jeden pakuneczek kosztuje dolara.


Kobiety często  noszą rozpuszczone włosy.  Na południu kraju czeszą jeden warkocz.

    Przez tłum barwnych handlarzy i muzyków zbliżamy się do kolejnego wyjątkowego miejsca.


                                            IGLESIA DE LA COMPANIA DE JESUS.    
               
 To najpiękniejszy i najbardziej znany ze wszystkich kościołów w Quito, barok po południowoamerykańsku. Budowa trwała 160 lat. Fasada jest pełna szczegółów,  a w środku kapie złotem. Ustawiono specjalne ruchome lustro, żeby docenić detale w zakamarkach i na sklepieniu. 


                     Fotografowanie jest zabronione, ale zawsze można okazać skruchę potem.

            
Nie bardzo dowierzam informacjom o tonach złota włożonych w zdobienia, ale jest bardzo interesująco. Dla mnie prawdziwa przygoda zaczęła się, gdy weszliśmy na dach.

                           
Wciskamy się przez wąskie okno na balustradę pod sufitem kościoła. Przewodnik pozwala zrobić zdjęcie aniołów trzymających koronę.

                          
                                 Po lewej stronie widoczna jest Basilica del Voto Nacional.

                                                          
                                                               EL PANECILLO      

To wzgórze jest widoczne z każdej części miasta. Na wysokości około 3 016 metrów znajduje się pomnik Matki Boskie, La Virgen de Quito (45 m. wysokości). Posiada skrzydła anioła i jest wykonany z siedmiu tysięcy kawałków aluminium. 
 Mieszkańcy nieśmiało porównują ja do figury Chrystusa z Rio de Janeiro.

W czasach gdy czczono słońce, znajdowała się tam słynna świątynia Słońca Templo Del Sol, zdobiona złotem i srebrem.

                                                      

                                                      IGLESIA DE SAN FRANCISCO

Kościół San Francisco, to pierwszy i najważniejszy kościół w Quito. Budowę zaczęto w 1536 roku, nad pałacem Huayny Capac,  który był przedostatnim monarchą Inków. 



Wnętrze jest bardzo ciekawe.  


Bardzo lubię muzykę Ekwadoru, przypomina mi peruwiańską. Towarzyszyła nam cały czas.

                             
Strome ulice na tej wysokości nie są straszne, za dolara lub dwa można wszędzie dojechać taksówką. Walutą jest dolar amerykański. W porze lunchu (almuerzo) otwierają się jadłodajnie gdzie za 3 dolary można zjeść posiłek z dwóch dań ze świeżo wyciśniętym sokiem.  Można zjeść jeszcze tańszy posiłek od gospodyń czekających z parującymi garnkami w zaułkach.

                 
             NATIONAL MUSEUM QUITOMUSEO CASA DEL ALABADO

To dwa niezwykłe miejsca, w których dowiedziałam się o ciekawych ludach i ich sztuce. Było ich tak wiele, można godzinami wędrować z zachwytem. 

 Kultura Bahia (500 p.n.e-500 n.e.) zostawiła bogatą spuściznę w postaci złotych i glinianych figurek.

Kultury Tumaco-La Tolita rozwijały się wokół obecnej granicy Ekwadoru i Kolumbii w tej samej erze, co cywilizacje Grecji i Rzymu.

Artefakty to złota biżuteria, piękne maski i figurki, które odzwierciedlają codzienne życie i obrzędy szamańskie.




 
Drugą ikoną Quito, widoczną z każdego punktu jest Basilica del Voto Nacional.   Będziemy tam za chwilę.  Po lewej stronie widać wulkan pokryty lodowcem, a jesteśmy niemal na równiku.


Yaku, Water Park and Museum, to edukacyjny ośrodek dla dzieci, wzbudziliśmy zainteresowanie szkolnej wycieczki. Jednak widoki stąd były warte wyprawy.

                                                     
                                                         BASILICA DEL VOTO NATIONAL

  Istnieje legenda,  że po zakończeniu budowy bazyliki  świat dobiegnie końca, może dlatego jest wciąż niedokończona i to nie ma znaczenia. 


Maszerowałam nad stropem kościoła po kładce z desek, ale od tego co mnie czekało, zakręciło mi się w głowie. To mnie właśnie urzekło w Quito, że wszystkie tajemne zakamarki były dostępne. W jednym z kościołów szliśmy wąskim średniowiecznym  tunelem- śrubą, poprzetykanym poprzecznymi belkami. Napad klaustrofobii murowany, ale jakie to niezwykłe przeżycie! Nie patrzeć w górę, nie patrzeć w dół, da się!


Na zewnątrz kościoła są gargulce inspirowane zwierzętami Ekwadoru:  iguany, żółwie lądowe i pancerniki.


                                                                                   TELEFERICO.

Wjeżdżamy kolejką gondolową na szczyt wulkanu Pichincha,  na wysokości 4100 metrów.  W pogodny dzień można stąd zobaczyć 6 wulkanów.  




                 
                                                    
                                                                    CALLE LA RONDA     

                              Urocza, klimatyczna uliczka. Niekończące się inspiracje dla fotografa.
              

                        
  Chocolate con Quesco, gorąca czekolada w którą należy włożyć kawałki sera o konsystencji mozzarelli. To prawdziwa, ekwadorska, głęboka czekolada. Mocna i idealna. Na koniec wybieramy lekko roztopione i pachnące czekoladą kawałki sera.


Przy zakupie owoców wyciągałam kartkę prosząc o zapisanie nazwy. O nich będzie więcej, kiedy napiszę o barwnym indiańskim targu. Za pięć sztuk płaciło się dolara i były tak smaczne i dojrzałe, że już nie mieliśmy ochoty na kolację.

Ekwador był cudowną niespodzianką, niezwykle mili, uczynni ludzie, spektakularne widoki, czystość, estetyka. Quito to moje drugie ukochane latynoskie miasto obok Cuzco w Peru. Każda pora dnia przynosiła coś nowego. Poranny chłód w lipcu na równiku był ciekawostką, miało się energię na długie spacery i nowe emocje. Tyle jeszcze zostało do zobaczenia, ale to nic, będzie o czym marzyc.
Dziękuję za towarzyszenie we wspomnieniach, jeżeli spodobało Wam się Quito proszę o zostawienie śladu.



30 komentarzy:

  1. Cudnie! Co za widoki i mnogość atrakcji. W takim mieście chcialabym się i ja znaleźć. :) Tak daleko od domu jeszcze nie bylam, ale sądzę że kiedyś wreszcie przyjdzie sposobność na dłuższą i dalszą podróż. Tamte rejony to dla mnie niesamowicie pociągająca egzotyka, a dzięki Tobie coraz bardziej marze by je zobaczyć :) z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy..pozdrawiam i ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Beatko za ciepłe słowa. Dla nas to tylko 4.5 godziny lotu, dlatego korzystamy z możliwości zobaczenia niesamowitych miejsc. Świetnie się tam czuję, uwielbiam ich język i otwartość. Marzenia o dalszym penetrowaniu Ameryki Południowej będziemy spełniać już w styczniu. Pozdrawiam i również wysyłam uściski:))

      Usuń
  2. ja zawsze zachwycajaca relacja ,dziekuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i cieszę się, że zaglądasz:)

      Usuń
  3. Wlasnie kilka dni temu ogladalam program o Ekwadorze i myslalam o Tobie, ze wlasnie tam bylas, widzialas to na zywo. Szkoda, ze jak wszedzie kroporacje chca zniszczyc naturalne piekno tego kraju. Ludnosc zamieszkujaca amazonska jungle wyglada na bardzo szczesliwa i sa dumni z tego, ze moga korzystac z piekna natury. Ciekawe jak dlugo im sie uda, organizuja protesty ale czy to cos da? Obawiam sie, ze rzad da sie przekupic:((

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie jest nowa sprawa, bogactwo naturalne emoże stać się przekleństwem.

    "W 1964 roku w Ekwadorze potezny amerykanski koncern Texaco rozpoczal odwierty na terenie dziewiczej dzungli amazonskiej w poszukiwaniu ropy naftowej. W przedziale czasu od 1964 roku do 1992 roku wydobyto tam ok. 4 miliardów litrów ropy naftowej.Amerykanie zaczeli masowy wyrab lasu deszczowego, wybudowali kilometrowe ropociagi, platformy wiertnicze i zaczeli wydobywac rope.Texaco zdecydowalo sie na stary, niepraktykowany juz w innych krajach sposób wydobycia czarnego zlota. Byl on tanszy , szybszy, nie musieli martwic sie o koszty ani o miejsce utylizacji odpadów wtórnych. Do amazonskich rzek Texaco wlalo ponad 70 miliardów litrów toksycznej wody!"

    "Koncern Petroecuador znalazl nowe zródlo pod ziemiami parku narodowego Yasuni. Obliczono, ze jest tam okolo biliona barylek ropy, co stanowi okolo 20% wszystkich zasobów panstwa. Dylemat polega na tym, ze aby dostac sie do zlóz, trzeba byloby znacznie ingerowac w jeden z najdzikszych i najgestszych lasów tropikalnych na ziemi. Jest to miejsce zamieszkale przez Tagaeri i Taromenane, dzikie plemiona od wieków odseparowane od cywilizacji. Lasy sa równiez siedliskiem gatunków roslin i zwierzat, które nie wystepuja nigdzie indziej"

    zródło: Damian Birnbach "Wydobycie ropy w Ekwadorze"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ze sprawa nie jest nowa, ale ciagle trwaja przepychanki.

      Usuń
    2. Tera obiecują nieinwazyjne metody wydobywania, nieszkodliwe, ale to przecież niemożliwe. Niszczenie dżungli amazońskiej wpływa negatywnie na cały świat. To dobrez, że wciąż sa o tym programy, ludzie musza wiedzieć i protestować.

      Usuń
  5. Taki piękny, niezwykły, niesamowicie egzotyczny kraj. Unikalny pod każdym względem. A jak czytam powyżej o tym ,co wyprawiaja tam amerykańskie koncerny to włos mi sie jeży na głowie. Mamona ponad wszystko! To jest tragedia. Tyle wspaniałych miejsc na świecie zniszczonych tylko po to by ktos mógł sobie napchać kabzę!
    Cudna muzyka. Przeczytałam kilkukrotnie Twój tekst i obejrzałam zdjęcia za każdym razem słuchajac tego zamieszczonego przez Ciebie kawałka muzycznego i znowu czułam sie jakbym tam była.
    Ależ włosy wspaniałe mają tamtejsi mieszkańcy. I te warkocze u męzczyzn - boskie! A owoce, że choc mam tu ogrom swoich, to i tak ślinka mi ciecze na myśl o ekwadorskich pysznosciach.
    Oszałamiajace widoki ponad dachami miasta. I te rozciagajace się z kolejki górskiej. ogrom, bezkres, wzruszenie. Świat widziany z góry bez ludzi, bo ludzie są za mali by było ich widać. Mam tez nadzieję, że za mali są by zniszczyć ten swiat...
    Dziękuje za kolejna, przepiekną wycieczke!:-))
    Dobrego dnia życze Ci Eulampio i wracam do mojej owocowej mamnufaktury!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje Olenko, ktos sobie chce nabic kabze, a kto mu w tym pomaga?
      My wszyscy, bo chcemy miec rowniez wiecej chocby tylko po to zeby pokazac sasiadowi.
      Gdyby nie bylo na te rope popytu to byloby zupelnie inaczej, ale to my konsumenci podkrecamy popyt.
      Ja nie rozumiem po kiego licha ludzie kupuja samochody wielkosci mikrobusow? ale taka tendencja jest. Mnie wystarczy mala Toyota, ale inni podobni nam potrzebuja miec dwa samochody i to obydwa duze, a to zre rope.
      Czlowiek kupi wszystko tylko dlatego, ze chce mi moze, nikt nie zastanawia sie nad tym czy musi. I jest to tendencja na calym swiecie.
      Czytam polskie blogi i wiem, ze nikt nie korzysta z komunikacji miejskiej bo to "niewygodne" przeciez po to maja samochody.
      My tez mamy samochod, ale do Central Parku mimo wszystko jade metrem, do pracy zawsze dojezdzalismy metrem. Moj maz jezdzil 90 km w jedna strone przez 10 lat tez srodkami lokomocji a nie samochodem. I zyjemy, no ale jak sie ma i chce pokazac to sie wlasnie napedza te zbrodnicze koncerny. Gdyby kazdy chociaz troche o tym pomyslal, zrezygnowal chociaz z 20% tej niepotrzebnej wygody to te kabzy nie napychalyby sie tak jak teraz.
      Ale myslenie boli...

      Usuń
    2. Prawda Olu? Do tego nie przejmują się środkami bezpieczeństwa i pozwalają na wspinanie się po oryginalnych punktach widokowych jakim sa wieże kościołów. Widoki są takie, że od rana czułam ekscytację na myśl o wyprawie. Mieszkaliśmy w historycznej kamienicy, zbudowanej wokoł patio na środku. Właściciele, to przemiła rodzina, duzo mozna się było od nich dowiedzieć. Śniadanie podawał Mario z długim, pieknym warkoczem. Dlatego serce boli jak się czyta o niszczącej polityce tego raju. W Ekwadorze komunikacja działa świetnie, autobusy do innych miast ( Aleja Wulkanów) kursują co poł godziny, za 4 godziny jazdy- 5 dolarów. Taksówki tez sa bardzo tanie. Na pewno jest duzo biedy, ale poznany Ekwadorczyk , ktory świetnie mówił po polsku mówił, że głodu nie ma. Bylam zdumiona przedsiębiorczością, kobiety wystawiają maleńkie kuchenki z wielkimi garami i już działa bar. Mam zamiar pokazać to w następnych postach. Dziękuję ci Olu za dobre słowo, bardzo się cieszę, że podobało Ci się Quito, ja przepadłam. Te uśmiechy zyczliwych ludzi, bezcenne. Sukcesów w manufakturze! Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    3. Dzień dobry Star:) W naszym stanie są tak wielkie przestrzenie, że każdy obok pary nóg ma samochód, to tak jakby je zamienić na kółka. Komunikacja istnieje tylko bliżej Atlanty. Jednak tu się dba o ekologię, jest wiele lasów i nikt nie wycina drzew jak to się robi na osiedlach w Polsce, pieknie to wyglada, jakby się mieszkało w parkach. To chyba się jakoś rónoważy, ale ...co z tego, że wszyscy mamy świadomość, segregujemy śmieci, uzywamy odpowiedniego paliwa itp, jak inne kraje bezmyslnie niszczą nasza planetę. Indie- zanieczyszczenie powietrza tak wielkie, że od razu zachorowałam. Tony śmieci, na polach w krajach bliskiego wschodu widziałamą wbite w glebę torebki foliowe tak gęsto, że wyglądały jak niebiesko-czarna trawa. To jest dopiero koszmar, przy którym mikrobusy dla podbicia ego to mały grzech. To indyjskie piekło przeraża, niewyobrażalny obraz katastroficzny, a podobno chińskie jest jeszcze gorsze, jeszcze większe stężenie zanieczyszczeń w tej fabryce świata. Gdy się o tym mysli, to prawdziwa groza ogarnia, co się z nami stanie?

      Usuń
    4. Eulampio, Ameryka jest przeogromnym krajem i oczywiscie, ze z wyjatkiem duzych miast gdzie istnieje komunikacja miejska to ludzie musza miec samochody, a nawet jak malzonkowie pracuja w roznych rejonach to juz jest potrzeba dwoch samochodow, jak do tego 18+ letni dzieciak dojezdza do szkoly to juz mamy trzeci samochod.
      Ja o tym wiem, zyje tu tak dlugo, ze wiem i rozumiem.
      Ale jak patrze na dzielnice, w ktorej my mieszkamy to mnie szlag trafia, male samochody to zaledwie 20% tego co stoi i jezdzi po okolicy. Jak zaparkuja takie dwa, trzy SUV przy rogu ulicy to nawet wyjechac nie mozesz bo nic nie widzisz za tych kolubryn:))) No chyba, ze kupie sobie pietrowy autobus z kierownica na pietrze:))))
      Serio, ze tez jeszcze nikt na to nie wpadl;) moze nie powinnam podpowiadac.
      Znam tu ludzi, ktorzy do sklepu dwie ulice dalej tez jada samochodem, po... marchewke i dwa pomidory:)))
      Gdyby mieli dluzsze drogi dojazdowe to pewnie jezdziliby tez po poczte do skrzynki, ktora jest tuz pod domem.
      Tak, bardzo duzo sie robi w kwestii segregacji smieci i co raz wiecej ludzi przychodzi do sklepu z wlasnymi torbami z materialu, zeby zminimalizowac zuzycie tych plastikowych. Ktos juz wymyslil i produkuje buty dla biegajacych z wlokna uzyskanego z plastikowych butelek, to wszystko jest super, ale jeszcze ciagle malo.
      Indie?
      Kochana ja 10 lat temu jezdzilam po Polsce pociagami i strach patrzec ile smieci lacznie ze starymi lodowkami, pralkami lezalo na poboczach lasow tuz przy torach kolejowych. Nie wiem jak jest teraz, bo to jednak 10 lat ale wtedy myslalam, ze sie spale ze wstydu przed wlasnym mezem.
      Chiny z tego co ostatnio wyczytalam wyprzedzily Ameryke w ekologicznej energii, wiec owszem jest zle i Chinczycy ciagle chodza w maskach, ale idzie ku lepszemu i to duzymi krokami. A czytalas o smogu w Krakowie?
      Krakow to ledwie widac, bo nie dosc, ze zanieczyszczony przez okoliczne korporacje i Nowa Hute to jeszcze ma tak niefortunne polozenie, ze ten smog wisi czasem tygodniami.
      Serce boli jak sie na to patrzy.

      Wyjezdzam jutro na kilka dni do Toronto, ale juz czekam na te notke o owocach i jedzeniu:***

      Usuń
    5. A ja czekam na wrażenia z Toronto i Twoją notkę:) Miłego wypoczynku.

      Usuń
    6. W Toronto juz bylam kilka razy, ale w tym upale (u nich niewiele chlodniej) to ja sie nie pisze na miasto:) Mnie juz chyba miasta nie rajcuja, w koncu mieszkam w NYC. bedziemy u naszych przyjaciol wiec bedzie to raczej wizyta towarzyska i na luzie.

      Usuń
    7. U mnie na blogu jest wyszukiwarka na samym dole po prawej, jak wpiszesz tam "Toronto" i klikniesz w "search" to pokaza Ci sie wszystkie posty z Toronto, jest ich chyba dwa albo trzy. Nie mam czasu teraz, bo musze jeszcze pare rzeczy przygotowac i isc spac bo jutro o 5-tej wyjazd.

      Usuń
  6. Co za przepiękne miejsce. Słyszałam o tym mieście bardzo różne opinie, ale po zdjęciach widzę, że bym się zakochała w nim bez pamięci. Ten klimat robi na mnie ogromne wrażenie. Kiedyś i tam dotrę. Jestem pewna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tez słyszałam różne rzeczy, nawet czytałam "za co nienawidzę Quito", to jakieś nieporozumienie. Jest pieknie, bardzo widowiskowo i jest masa rzeczy do zobaczenia, ledwo liznęłam. Życzę Ci, żebyś dotarła:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie spodziewałam się takiej piękne architektury. Widoki z punktów widokowych naprawdę zachwycają, a już ta huśtawka z niesamowitym widokiem - po prostu niebo! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Musze dodać, że na wulkanie, gdzie jest huśtawka, jest szlak i widoki jak w Tatrach. Miasto jest jak cacko:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniałe miejsce! Od razu na myśl przychodzi mi twórczość Marquez'a choć to nie dokładnie to samo. Ale klimat jest fascynujący, taki trochę duszny, ale nie przytłaczający.

    OdpowiedzUsuń
  11. Marquez przychodził mi na myśl w Convento San Diego ( post o Jezusie i śwince morskije). Nie przytłacza, plac jest duzo wiekszy, niz to się wydaje na zdjęciach. Widzialam kilka miasteczek i przepadłam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przepiękne miejsce, które warto zobaczyć. Uwielbiam takoe klimaty,cudowna architektura i zapierające dech w piersiach widoki. Te uliczne zapachy i zachody słońca nad miastem. Mam nadzieję, że niedługo tam dotrę, realizując mój szalony plan odwiedzenia dwóch Ameryk i Karaibów. Pierwszy etap za mną, od paru miesięcy zwiedzam powoli Karaiby.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niezwykła przygoda, rozumiem doskonale miłośc do Karaibów. Byłam w marcu na czterech wyspach i mam nadzieję, że nidługo zobaczę Kubę. Teraz ogladam programy o Karaibach i Ameryce Południowej i tęsknię do tego niezwykłego świata. Niektórzy kochają Azję a ja wolę kolonialne miasta, piękne parki w centrum miasta i całą ta atmosferę latynoską. Obserwuję Twój blog od dawna, zycze powodzenia we wszystkich zamierzeniach:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pięknie tam... Jak nic musimy się wybrać. Wyjątkowo szczegółowy post, świetnie zaopatrzony w zdjęcia...

    OdpowiedzUsuń
  15. I od razu przychodzi mi na mysl piosenka : "ekwador" ;) ciekawie to wyglada :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Aż poszukałam na youtube, nie skojarzyłam wczesniej, może dlatego, że ciągle słucham muzyki andyjskiej:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpowiedzi
    1. To prawda, chyba mi Ekwador przyćmił Peru. Jest mniej zatłoczony i rozreklamowany. Fajnie tak odkrywać dla siebie niezwykłe rzeczy:)

      Usuń

Wyjątkowe miejsca

Copyright © 2016 PAKUJ WALIZKI , Blogger