Ekwador. Indianie i targ w Saquisili.



Nie płynęłam canoe przez rzeki pełne piranii i  nie przedzierałam się przez amazońską dżunglę, a jednak zobaczyłam Indian, ciężko pracujących i serdecznych Keczua. Pojechaliśmy w Andy  najdłuższą autostradą świata,  zaczyna się na Alasce  i ciągnie się aż do Ziemi Ognistej na południu Argentyny. Nasza podróż z Quito  trwała dwie godziny.


                                   PANAMERICANA

W linii prostej jej długość wynosi około 25750 km, ale w rzeczywistości, razem z licznymi odnogami łączącymi wszystkie kraje jest znacznie potężniejsza.

 Na granicy Panamy i Kolumbii urywa się na bagnach Darien. Tam mieszkają plemiona Embera i grasują kartele narkotykowe.


                                                          Na stokach gór są pola uprawne.

                                         

                              INDIANIE KECZUA

Kiedy Pizarro i hiszpańscy zdobywcy przybyli w XVI wieku, Indianie uciekali do dżungli, aby uniknąć niewoli. Niestety wielu z nich zostało schwytanych lub zabitych przez Europejczyków.
 
Dzisiaj Keczua to jedna z największych grup rdzennej ludności na świecie, jest ich 12 milionów. Są pracowici i silni, żyją długim, zdrowym życiem. Kochają muzykę  i ceremonie kościelne, które często mieszają się ze starożytnymi rytuałami. Popularnym zwyczajem jest ustawianie ołtarzy z kwiatami wzdłuż szosy.

                               SAQUISILI. 

To miasteczko położone ok. 2.5 godziny jazdy od stolicy. 
Tradycyjna religia  jest połączeniem wierzeń katolickich i inkaskich. 
 
Maryja jest utożsamiana z Pachamamą, kobiecym bóstwem Ziemi.
 

    Obrazek malowany przez miejscowego artystę, przedstawia Pachamamę. Matkę Ziemię.

                                                                         
Gdzie można spotkać Indian,  żeby wyglądali najbardziej malowniczo? Ruszamy na lokalny targ, który odbywa się co czwartek.  Zjeżdżają się tu z wioseczek i handlują na kilku rynkach: zwierzętami, warzywami, tekstyliami.

                        
  W pewnym oddaleniu znajdowała się sekcja krawiecka, przed każdym stała kolejka. Nie było łatwo robić zdjęcia, nie każdy się zgadzał, a robione ukradkiem i pospiesznie nie były ostre.


 Z tego gąszczu rozpoznaję tylko fioletowy amarantus, jedno z najstarszych zbóż świata, uprawiany co najmniej od 5 tys. lat. Bezglutenowe bogactwo witamin i minerałów.


W Andach uprawiana jest  quinoa- komosę ryżową, zboże Inków. Zawiera dużo białka i może zastąpić ziemniaki i ryż. Wiele odmian kukurydzy.  Grilowana, gotowana, nadziewana, smakuje wybornie.


W 1572 roku Hiszpanie zabronili Inkom noszenia  tunik i sukienek. To wtedy powstała andyjska moda, która dotrwała do dzisiaj. Kobiety noszą spódnice i bluzki z kolorowymi chustami, a mężczyźni koszule i poncza.


                   Dzieci wtulone w mamę muszą czuć się bezpiecznie. To dziecko je lody.


             Przypomniała mi się prekolumbijska figurka z muzeum w Quito. 

               
                                        Nie tylko niemowlęta nosi się na plecach.


                                               Degustacja jakichś słodyczy.


Kapelusze chronią od zimna i od słońca, które na tych wysokościach pali skórę.


Te dobre oczy i ujmujący uśmiech są skierowane na mnie. Zapytana na migi, czy możemy zrobić zdjęcie, kiwnęła przyzwalająco głową. Nie wołała o dolara, uśmiechała się nieśmiało i pięknie. Dlatego bardzo chciałam ją upamiętnić.


Było wszystko, kupiłam u tej pani niezwykle aromatyczny czosnek.

                        
      Można kupić wyłuskany czosnek, pachnie intensywnie, z przyjemnością go używam.


Nieśmiała dziewczyna po lewej, zgodziła się na zdjęcie, ktoś z boku krzyknął- dolara,  miała wypisane zawstydzenie na twarzy.  W końcu całkiem zadowolona wyciągnęła rękę.


Często motyw z kapeluszami i warkoczami jest utrwalony na obrazkach i uważam, że jest w tym coś niesamowicie uroczego. To jedna z poduszek przywiezionych z Ekwadoru.


Tu skończyły się dobre maniery ( nasze) i trzaskaliśmy na dwa aparaty, przecież już tu nie wrócimy, a kolorowy świat tak bardzo urzekał.


                                                                  Sekcja restauracyjna.


                          Zachęcano nas, ale za bardzo byłam podekscytowana, żeby jeść.


    Na patelni widać kukurydziane placki. Popularnym daniem są placuszki ziemniaczane z serem,

                 

                                                    Świńskie łby, to częsty widok.

                               

                                         AYAHUASCA-  jak wpaść w trans. 

 Pomimo zakazów, szamańskie tradycje wciąż kwitną. Z wiarygodnego źródła dowiedzieliśmy się, ( za późno) że sesje z szamanem są dostępne wszędzie, nie tylko w dżungli amazońskiej.

 Istnieje nawet turystyka zorientowana na ten magiczny obrządek.
                                                             
 Nazwa Ayahuasca   w tłumaczeniu z języka keczua oznacza "Winorośl duszy" . Jest to święta krzewinka używana przez tysiące lat przez rdzenne plemiona Amazonki dla dobrych energii, duchowego oczyszczenia i uzdrowienia. 

Ayahuasca  przygotowywana przez szamanów, jest brunatnym, gorzkawym płynem. Jej celem była komunikacja z siłami nadprzyrodzonymi i duchami.

Wywołuje efekty psychotropowe po 20 minutach. Najwcześniejsze działanie, to rozchodzące się ciepło, fizyczny relaks, spokój fizyczny. Nie traci się świadomości. Łagodne oderwanie od ciała,  otoczenia, wizje podobne do snu, dźwięki, to wszystko podobno leczy depresję i przywraca stabilność.

Mogą wystąpić wymioty, co ma być oznaką oczyszczania się.  Ceremoniał poprzedza dwutygodniowe odstawienie mięsa, i alkoholu.
Niektórzy mówią, że doznali objawienia po co istnieją i wglądu we własne wnętrze. Otrzymały wskazówki jak być lepszym człowiekiem.
                                       

                         OWOCE JAKIE JEDLIŚMY.

Jak Ekwador, to muszą być banany i platany- banany warzywne, które się je grilowane, gotowane lub smażone. Innym towarem eksportowym są krewetki i kwiaty.


 Babaco.

Rośnie na drzewie  z gatunku melonowcowatych. W przekroju ma kształt gwiazdy pięcioramiennej i nie ma pestek. Roślina rośnie w Andach.  Pyszny sok, ani słodki, ani kwaśny, idealny.


Pitaya.

  Inaczej-  smoczy owoc. Pochodzi z Ameryki Środkowej i jest owocem kaktusa. Często spotykany w pięknym bordowym kolorze. Smaczny i słodki.



Granadilla.

Męczennica języczkowata, niezwykle smaczna, rosnąca głównie w Andach, jest kuzynką kwaśniejszej marakui.


 Lulo.

 Ma owoce  podobne do pomidorów koktajlowych. Jest bogata w witaminy A, B1, B2, B3, C, a także w wapń, żelazo. Przeznaczona na sok, dżemy.


 Guanabana,  Soursop, albo  Flaszowiec. 

Drzewo dorasta do 10 m wysokości. Kwitnie przez cały rok, a jadalne owoce dojrzewają w każdym miesiącu. Bardzo smaczny. Mylił mi się z czerymoją, która jest zdecydowanie słodsza i ma mniej pestek.

                                              
Tomate de arbol , pomidor drzewny.

Najlepszy w sokach, kwaskowaty.



 Taxo 
Rośnie pomiędzy 1800 a 3500 metrów n.p.m. Na północy Ameryki Południowej jada się go od czasów prekolumbijskich. Kwaskowaty i  smaczny.


   Czerymoja

Mark Twain spróbował na Hawajach i okrzyknął najlepszym owocem świata.
Smakuje jak najlepsze lody waniliowo-brzoskwiniowo-gruszkowe. Silnie uzależnia.


                Pomarańczowa papaja, ociekająca słodkim sokiem i rozcięta czerymoja po prawej.


     Achotillo- rambutan. 

Czerwony, kolczasty smakuje jak liczi. Duża czerwona guawa.  Czerwona skórka bananów, to odmiana o kremowej barwie i intensywnym smaku, bardzo smaczna.  

W Ekwadorze dostaje się jakiś drobny dodatek za zakupy, nazywa się japa, nam wrzucono truskawki.


Tradycyjna przekąska z gotowanej kukurydzy i prażonej. Ziarna są duże, te gotowane smakują trochę jak ziemniaki. 


                                            W daniu głównym kukurydza i platany.


                                   Pieczony boczek, to tradycyjne, ekwadorskie danie.


Kilka ciekawie spędzonych godzin, w których mogłam skonfrontować mgliste pojęcie o kolorowych ludziach noszących filcowe kapelusze i uprawiających modne ostatnio zboża.
Byłam zachwycona, Indianie,  jak wszyscy Ekwadorczycy, są bardzo mili i przyjaźni.
Wróciliśmy do naszej bazy wypadowej w Latacunga, miasteczka zasługującego na osobny temat.
Dziękuję za wspólne podróżowane, czekam na każdy ślad i do następnej przygody!

30 komentarzy:

  1. Moje odwieczne marzenie, wizyta na takim targu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamiast na towary, patrzy się na ludzi:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Granadilla, uwielbiam ten owoc. :) W ogóle to spróbowałabym wielu z tych owoców. :) Bardzo podoba mi się to zdjęcie z Panią, którą tak chciałaś uwiecznić. Przesympatyczna, dobra twarz. ;) Super post, pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za każdym razem jak na nią patrzę, jakoś ciepło się robi, prawda? Moje ulubione, to czerymoja i granadilla, były tak tanie, że nacieszyłam się nimi na zapas. Tam się pije zmiksowane owoce, np. pomidor drzewny jest zbyt kwaśny. Ja też Cię pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. Make aramantusowa znam, jest dostepna u nas w kazdym wiekszym sklepie spozywczym, podobnie jak quinoa, ktora tez bardzo lubie chyba najbardziej z wszelkich ryzowatych i kaszowatych:))
    Podobnie niektore z owocow mozna kupic w kilku miejscach Nowego Yorku, a nawet na farmers market bo mieszkancy Ameryki Poludniowej zyja wsrod nas i hoduja te rosliny i owoce, ktore sa czesto podstawa ich wyzywienia. Czerymoje i rambutany mozna kupic na targu, ktory mam w okolicy w kazda niedziele.
    Oj poszalalabym w tej kuchni:))) bardzo lubie takie lokalne jedzenie gotowane przez zwyklych ludzi. To jest doswiadczenie cenniejsze od najdrozszych restauracji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też można kupić większość owoców, poza tymi typowo andyjskimi. Czerymoja, dragon fruit, nawet sapote, jakieś 10 dolarów za funta. Ale one nigdy nie osiągną tego stopnia idealnej, smakowitej dojrzałości. Za to mamy sezon na brzoskwinie, są wspaniałe, w końcu mieszkam w piczowym stanie:) No właśnie przez zwykłych ludzi gotowane było bardzo smaczne, kukurydza też jest fantastyczna. W restauracji, w której zapłaciliśmy najwięcej, nic nam nie smakowało. Lepiej, żeby gotowali po swojemu niż pod turystów. Moja kuchnia się przeobraża od dawna, inspiruję się bardzo tym, co mi smakowało.

      Usuń
  5. Nie miałam pojęcia o istnieniu takich owoców! Opisy brzmią bardzo smakowicie ;) dziękuję za kolejny, bardzo interesujący wpis i porcję zdjęć ludzi z tak odległego ode mnie miejsca. Szczególnie wzruszające było spojrzenie tej starszej, skromnej pani <3 pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobra wróżka, szkoda tylko, że zdjęcie nie za ostre, takie warunki były. Jest w niej tyle dobroci, że chyba wszyscy to zauważają. Pozdrawiam cię:)

      Usuń
  6. Mnie też urzekło zdjęcie tej Pani! (trzymającej yyy cienkiego pora?)Wydaje się taka poczciwa, do rany przyłóż.
    Poncho to byłaby dla mnie obowiązkowa pamiątka, pomykałabym w nim wszędzie. Mega mi się to podoba :)
    Uwielbiam takie targowiska, kiedy nie potrafię zidentyfikować połowy towarów - najlepsze niespodzianki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba wielki szczypior, cebula jakaś, widać, że jest bardzo ważny dla wszystkich. siedzą i przebierają. Miałam dwa poncha, lżejsze jak sweterek i z alpaki, bajecznie kolorowe. Bardzo praktyczne, bo przeciez rano i wieczorem temperatury są bliskie zera ( lipiec, prawie równik).
      co ciekawe, cena tego pieknego, kolorowego to 20 dolarow.

      Usuń
  7. Ależ mi ślinka na te wszystkie owoce poleciała! O połowie nie miałam pojęcia, a myślałam, że jestem zorientowana w temacie żywności egzotycznej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jednak dobrze, że je zamieściłam, zastanawiałam się trochę:)

      Usuń
  8. Fantastyczna przygoda! Podróż autostradą Panamericana to jeden z naszych planów na przyszłość, zaraz po przejechaniu drogi 66 w stanach :)
    www.naszeszlaki.pl pozdrawiają !!! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach, brzmi wspaniale, ciekawa jestem odkąd dokąd. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo smakowity, soczysty i wielobarwny post! Taki bliski tamtejszego prawdziwego życia. Nie pocztówkowy, ale dotykajacy codzienności, jej smaków, kolorów, zapachów, wzruszeń. Piękni ludzie, inny świat. Żyją tam sobie normalnie, jak gdyby nigdy nic. Tak jak my, a jednocześnie jakże inaczej.Setki zdjec, zapatrzeń, refleksji. Fascynacje, oczarowania, zadziwienia. Podróznicy i tubylcy. Zetknięcia dwóch rzeczywistosci, tak różnych od siebie. Zostawiają w duszy wyrazisty ślad. To jak wizyta na innej planecie. Pewnie dla Ekwadorczyków nasz świat byłby niezwykły i dziwny.
    Niektórych z tych owoców próbowałam w Au, ale nie pamiętałam ich nazw.Pyszne na świeżo i pewnie wspaniałe w przetworach.Oj, objadłabym sie tymi cudami i legła potem szczęsliwa gdzieś na hamaku...
    A póki co tonę we własnych owocach i przetworach. Końca tej powodzi nie widać i na odpoczynek czy inne zajecia wciąz mało czasu!:-)
    Pozdrawiam Cię Eulampio gorąco i dziekuję za cudny post!:-))*

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję Ci Olu za piękny komentarz. Chciałabym pokazać Ci resztę, czyli wszystkie piękne parki w centrum miasteczek, z przepięknymi krzewami i kwiatami. Wszyscy chętnie tam wypoczywają na ławeczkach. Wszędzie jest bardzo schludnie, a sposoby w jakie ci ludzie próbują zarabać budzą szacunek. Każdy coś targa, pcha z czymś wózek, czyści buty chociaż jak nie może czegoś wytwarzać. Jednocześnie dzwigajać dziecko na plecach, najwyrazniej wszyscy zabierają maluchy do pracy.
    Duże miasta mają nowoczesne dzielnice, niczym się nie różniące od naszych, a mnogości restauracyjek moglibyśmy im pozazdrościć.
    Ach te owoce zasługiwały na umieszczenie, bo są takie dobre ( i tanie), w marketach duzo droższe. Piłabym codziennie sok z babaco, coś niesamowitego, smak skomponowany tak, że już niczego nie trzeba dodawać.
    Wypatruję nowego odcinka, a Ty biedna jeszcze tkwisz w przetworach. Ach, gdyby tak miec owoce przez cały rok i zamiast otwierać słoiczek, zrywać sobie po prostu na soczek z drzewa. Mam nadzieję, że niedługo skończysz i wrócisz na łono blogujących:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przypomnialo mi sie jeszcze odnosnie szamanow. Mam trzy osoby zajmujace sie sztuka szamanska w najblizszej okolicy. Jedna z nich Luz mieszka przy tej samej ulicy co ja tylko next block, moja kolezanka korzystala z jej uslug jak byla chora na raka.
    Luz jest Indianka, jej babcia i mama obie byly szamankami wiec ona przejela tradycje.
    Pamietam tez, ze kilka lat temu ogladalam film w tv na temat roznych metod leczenia i tam wlasnie byl przypadek 12 letniej dziewczynki, ktora byla w komie po wypadku i rodzice zasugerwali lekarzom, ze chca przyprowadzic do niej szamanke. Nie pamietam szczegolow ale wiem, ze po kilku wizytach szamanki dziewczynka sie obudzila i pamietala niektore szczegoly seansu z szamanka.
    A tu prosze link do artykulu w kalifornijskim szpitalu szaman leczy razem z lekarzami:

    https://www.mnn.com/health/fitness-well-being/blogs/california-hospital-hmong-shaman-traditional-doctors-together-heal-patients

    Moim zdaniem kazda metoda jest dobra jesli dziala wiec dlaczego nie szamani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam, to dotyczy społeczności wietnamskiej. Uważam, że to bardzo dobrze, że umożliwiają chorym leczenie tradycyjne, wiadomo, że psychika odgrywa bardzo dużą rolę. Jeszcze szkolą tych ludzi, żeby zapoznali się ze współczesna medycyną i razem działają.

      Mnie zaintrygowały przeżycia duchowe ludzi biorących udział w andyjskich obrzędach. W silę tamtejszych roślin chyba każdy wierzy, ciekawie byłoby zobaczyć jakie objawienia na nas spłyną. Może nie jest niebezpieczne dla zdrowi pod okiem szamana zrobić taka sesję.
      Relacje są niesamowite, mówią, że to najsilniejsze doznanie w życiu, które wszystko przewartościowało. Zerka się do własnej duszy. Herbatka działa na szyszynkę i działa tak samo jak sny, tyle, że mocniej i na jawie. A może nie ma w tym żadnej magii, tylko narkotyczne złudzenia. Acha, sesje są dostepne w Polsce, ok. 800 zł. Jak mi się uda kiedyś, to spróbuję i wszystko opiszę, a nawet nagram:)Tu jest tak bardziej naukowo przedstawione, wklejam.

      ""Ayahuasca to południowoamerykańska herbata zawierająca silną psychodeliczną substancję chemiczną N, N-dimetylotryptaminę (DMT), która jest ludzkim neuroprzekaźnikiem. Winorośl ayahuasca (Banisteriopsis caapi) łączy się z liśćmi z krzewu Psychotria viridis (lub innych roślin zawierających DMT) w celu wytworzenia herbaty. Ayahuasca to nazwa nadana winorośli banisteriopsis caapi, a także herbata o nieprzyjemnym smaku.
      Słowo "ayahuasca" oznacza "winorośli śmierci" lub "winorośli dusz". Ta mocna herbata wywołuje intensywne halucynacje i introspekcję. Całe doświadczenie ayahuasca trwa około 8 godzin, a najsilniejsze efekty trwają 1-3 godziny. Wymioty i czasami biegunka, którą tubylcy nazywają "la purga" (purge), są uważane za część doświadczenia. Ten proces oczyszczania jest korzystny z medycznego punktu widzenia, ponieważ oczyszcza organizm z robaków i innych pasożytów."

      Usuń
    2. Wiesz ja tak na szybko wrzucilam w google i wyskoczyl mi akurat ten artykul. A teraz znalazlam cala liste szamanow w poszczegolnych stanach US wiec zjawisko jest bardziej powszechne niz by sie wydawalo.
      https://www.shamanlinks.net/Shaman_Links.htm
      czy oni wspolpracuja z normalnymi lekarzami to juz nie wiem.
      Wiem natomiast, ze moja kolezanka Olympia byla leczona normalnie w szpitalu ale miedzy pobytami w szpitalu korzystala z seansow Luz.

      Usuń
    3. Podoba mi się to, dziękuję za linka.
      International School of Shamanism - Atlanta, GA
      Popatrz, jeszcze mogę zawód zdobyć dzięki Tobie:)
      W Atlancie sporo ich jest, celtycki, leczniczy, zaraz sobie poczytam. "If the path you've been walking on no longer serves you, then come with me".

      Usuń
  13. Jak apetycznie i lokalnie. To nie katalogowe zdjęcia malowniczych lokalsów, tylko prawdziwe i czuć klimat. A owoce wyglądają tak apetycznie, że zjadłabym wszystkie (choć część pewnie niesmaczna :D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O klimat bardzo się starałam, dlatego tyle zdjęć:) Te mniej smaczne, kwaśne są rewelacyjne w sokach i wszędzie je podają.

      Usuń
  14. Nie moj klimat na zwiedzanie :/ ale i tak zazdroszcze podrozy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli chodzi o tamtejszą modę, to raczej nie dla nas:) Ale przecież im egzotyczniej tym fajniej.

      Usuń
  15. Boje się wycieczek zagranicznych. Jakoś nigdy nie czułam się pewnie. Jednak zazdroszczę takich wyjazdów. Super wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta, ja też pewnie bym się bała sama jechać. Może kiedyś wybierzesz się z fajnym biurem podróży i nie będziesz musiała się o nic martwić. Dziękuję, masz śliczną córeczke.

      Usuń
  16. Taką Czerymoje chętnie bym zjadła z opisu smak wydaje się podobny do azjatyckiego mangostanu. Masz bardzo przyjemny dla oka szablon, wzięłaś go z bloggera czy to twoje dzieło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zajrzyj na https://www.karografia.pl/p/darmowe-szablony-na-bloggera.html Mój nazywa się Charlotte. Czytam o wulkanach, jakoś mnie fascynują, muszę się pochwalić, że już 3 widziałam, a na dwa prawie weszłam. Czerymoja brzmi jak deser, to coś więcej niz owoc. W Indiach smakowała tak samo.

      Usuń
  17. bardzo ciekawy post, opatrzony cudownymi zdjęciami,
    Owoce z targu bardzo ciekawe

    OdpowiedzUsuń

Wyjątkowe miejsca

Copyright © 2016 PAKUJ WALIZKI , Blogger