Ekwador. O tym jak Jezus z uczniami świnki morskie spożywał.


 Gdzie jest świnka, gdzie el cuy? zapytał Krzyś zakonnika. W jego głosie było tak wielkie rozczarowanie, że młody chłopak się roześmiał i szybko pocieszył: jest, jest, na innym obrazie.


Każdy przyzna, że można się było zdenerwować, prawda? Pusty stół, zamalowali, czy jak? 
Kiedy znalazłam informację, że w Quito znajduje się "Ostatnia wieczerza" ze świnką w menu,  nie musiałam dłużej namawiać Krzysia na Ekwador.

                                  MUSEO DEL PADRE ALMEIDA.

Zakon franciszkański z XVI wieku, bardzo dobrze zachowany. Był pierwszym zgromadzeniem w Ekwadorze i drugim w Ameryce Łacińskiej. 


Zaczęło się zwyczajnie,  kupiliśmy bilety u bardzo poważnej pani z największym pękiem kluczy, jaki widziałam. Atmosfera zauroczyła nas od razu, obcy, melodyjny język w tych wnętrzach doprawiał smaku. Nie sądziłam, że dama zechce nas oprowadzić, nie miałam pojęcia jakie cuda skrywa klasztor. Musiała sobie zdawać sprawę, że  potrafię tylko się przywitać, powiedzieć, że bueno i bonita, oraz podziękować po hiszpańsku. Zasób słów Krzysia jest duży, ale się pogubił słuchając o średniowiecznej sztuce. Pani nie zamierzała przejmować się naszym niedouczeniem, omówiła sumiennie ważne eksponaty i użyła każdego kluczyka z pęku, który widać na filmie. Pomieszczeń było bez liku a wszędzie setki malowideł i rzeźb.

 Było warto, klasztor jest pełen skarbów, a jego klimat i legendy przypomniały mi "Imię róży" Umberto Eco. Byłam zafascynowana, czego nie dorozumiałam, to sobie potem przeczytałam. Zaczynamy:


                                                    Szczątki braciszków.


Wczesny katolicyzm wyrażano mocno, trzeba było wstrząsnąć nowo nawracanym narodem. Aż się wzdrygałam na widok postaci obryzganych szczodrze krwią, z niewysłowionym cierpieniem na twarzach.

                           
                 Podobnie dramatycznie jest również w innych kościołach.


A oto rozpustny Padre Almeida na obrazie poniżej.
Wymykał się z klasztoru i wiódł rozpustne, hulaszcze, nocne życie. Przez zamknięte wrota nikt nie mógł wyjść, więc  używał krzyża jako drabiny, żeby dostać się do okna. Aż pewnego dnia Jezus przemówił- Jak długo jeszcze?
Bezczelny braciszek odparł-  aż wrócę.

Pijany, wpadł na widmowy kondukt pogrzebowy, a w trumnie zobaczył samego siebie. Od tej pory zmienił się radykalnie i stał wzorem dla innych.


Jedna z cel.


 "Ostatnia wieczerza" Miquel de Santiago.

 Artysta był porywczy i fanatycznie oddany pracy. Kiedyś poprosił żonę o czuwanie nad najnowszym malowidłem, niestety świnia ( zwierzę, nie żona) uwalała płótno. Przerażona kobieta poprosiła najlepszego ucznia męża o pomoc. Na nic te zabiegi, Miquel od razu zauważył inną rękę, wściekły obciął żonie ucho.

Druga legenda opowiada o tym, że tak obsesyjnie pracował nad realizmem postaci Jezusa na krzyżu, że przebił włócznią modela. Nareszcie widział autentyczne męki i odpowiedni wyraz cierpienia na twarzy, malował w zapamiętaniu nie patrząc, że człowiek umiera. 
Właśnie z tego powodu schronił się w klasztorze ze strachu przed karą.  

                                    Namalował wyjątkowy obraz. 


Cuy- świnka morska i humita-  prekolumbijskie danie ze świeżo zmielonej kukurydzy, przypraw i cebuli na stole. 

Tego dnia jedliśmy taki chlebek na śniadanie,  przygotowany przez naszą  gospodynię w rodzinnym hoteliku. Ciasto zawija się  w liść kukurydzy i gotuje. 


Namalował to, co uważają od czasów prekolumbijskich za najlepsze. Proszę, oto przysmak, 15 dolarów za sztukę. 


A potem otworzyły się drzwi do najcenniejszego dzieła. Obraz namalował niderlandzki malarz Hieronim Bosch (1450-1516). Przedstawia przejście do innego świata.


HIERONIM BOSCH  "PASO DE LA VIDA A LA ETERNIDAD"


Przez piekarnię. 


Dziedzińce.


Strychy.


Madame hyc i ...wskoczyła na dach, a my za nią gęsiego po rynnie.


Zaparło dech, widok był fantastyczny.


Pani widziała nasze rozdziawione twarze i lekko się uśmiechała, wiedziała, że tak będzie. Znają język, czy nie, nie zostaną obojętni.




Z jednej strony przylega niezwykły cmentarz, piękny jak park, z niezwykłymi roślinami.



To nie jest jedyny raz, kiedy oglądaliśmy  Quito z dachu. Za każdym razem zachwyt nad niezwykłym kolorem nieba, kopułami kościołów, otaczającymi górami wywoływał usmiech. To bardzo piękne miasto, z cudowną kolonialną starówką, przemiłymi ludźmi i mam zamiar własnie tak je pokazać. Na początek postanowiłam zaprezentować słynne malowidło, które nas zaintrygowało i zachęciło do zobaczenia Ekwadoru. Jest jeszcze jedna "Ostatnia wieczerza" w katedrze, namalowana na ścianie. Od tej pory widzieliśmy stolicę z coraz wyższych budowli i wzniesień i ciągle mam te widoki przed oczami. Uwielbiam Ekwador!

14 komentarzy:

  1. Jeśli w tym klasztorze jest atmosfera jak w "Imieniu Róży" i ja byłabym zachywcona oraz przejęta mogąc byc w tak niezwykłym miejscu, dotykać murów, czuc zapach starości i tajemnicy unoszacy sie tam zapewne nieustannie.Rzeźby, malowidła pełne cierpienia i grozy, pani opowiadajaca o tym (po hiszpńsku?) i Wy, tylko Wy obcujący z tym przepojonym okrutnymi wizjami pieknem, z tym religijnym oddaniem (bo rozumiem, że innych turystów wtedy tam poza Wami nie było?).
    No i muszę zapytać, bo mnie ciekawość zje - czyście próbowali tych pieczonych świnek morskich? Ja bym chyba spróbowała, mimo, że lubię te stworzonka i parę ich w życiu miałam. Spróbowałabym żeby wiedzieć, czym też zachwycaja sie Ekwadorczycy, co jest na tyle dla nich ważne, że aż znalazło sie na obrazie!
    Narobiłaś smaka na ciąg dalszy Waszej wyprawy. Pewnie siedzisz teraz w fotografiach, wiadomościach z netu i we wspomnieniach tworzac kolejną niteczkę opowieści. Ciekawa jestem, co to będzie!:-)
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie z nadal dezczowej krainy (od ponad tygodnia leje i leje!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Imię róży" powstało min. w XI-wiecznym klasztorze Eberbach, ale skojarzenie nasuwało się w reflektarzu, licznych kaplicach i przede wszystkim w wielkiej kuchni. Taka sama jak w filmie, gdzie Adso przezył swoja miłosna przygodę. Na zdjęciu jest piec do chleba, ale na środku mieściły się kotły i kamienne zlewy. Ten klasztor jest zaledwie z XVI wieku, ale tak, byliśmy sami z ta panią. W każdym pomieszczeniu było coś szczególnego i powoli ogarnęła nasatmosfera niezwykłości. Byłam kiedyś w starym, opuszczonym klasztorze na południu Niemiec, ale tam nie było życia już.
      Nie próbowałam świnek ani w Ekwadorze, ani w Peru. Nie mogłabym. Ale kiedy zapytałam czy smakuje podobnie do kurczaka, usłyszałam- dużo lepiej. Do świnki z grilla podają ziemniaki i sałatę. to bardzo drogi posiłek, za 3 dolary można dostać lunch z dwóch dań ze świeżym sokiem. A za dolara 5 przepysznych, dużych owoców, zerknij na fb, zamieściłam zdjęcia. Naprawdę wolałam roślinki, były słodkie jak nigdzie wcześniej. Tak , zdjęć jest tyle, że lepiej pisać krótkie posty zamiast pakować w jeden długi i cos ominąć. Quito mnie zachwyciło. U mnie tropikalny klimat, parno i wilgotno, w końcu ogrzewam się po zimnym równiku. Pozdrawiam gorąco Olu.

      Usuń
    2. Och, jakbym miaaą do wyboru owoce i świnkę, to też bym pewnie wolała owoce - szczególnie, że tańsze i pewnie takie, jakich u siebie nie masz albo są tam drogie (Na fb nie zerknę, bo nie mam!:-))
      To chyba lepiej, że postanowiłas pisać nieco krótsze posty. Czytelnikom też chyba łatwiej skupić sie na krótszych formach.Ale i te długie lubię, wiec jak znowu poniesie Cię wena, to dawaj!:-))
      Na równiku było zimno? Aż dziw! U mnie tak jak u Ciebie - też parno i wilgotno.
      Uściski serdeczne Ci ślę, Eulampio!:-))

      Usuń
    3. Olu, kliknij w moj fb, po prawej stronie u góry, albo nad zdjęciem. Ale nic to, jeszcze zamieszczę i tu. To, że na równiku zimno to naprawdę wielkie zaskoczenie, prawda? Rano i wieczorem blisko zera, w dzien trzeba się szybko rozbierac, to z powodu wysokości. Czasami krotkich się nie da, bo materialu duzo. Mam szczęście mając taką kochaną czytelniczkę jak Ty:)

      Usuń
  2. Niesamowite miejsca i jeszcze piękniejsze widoki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widoki dopiero zamieszczę, Quito ma tyle punktów widokowych, że nawet wizyta w kościołach kończyła się na dachu. Miasto jest bardzo piękne.

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia oddające w dość dobrym stopniu atmosferę wycieczki. Chciałabym się kiedyś wybrać w takie miejsce.
    Rany, Miquel de Santiago był pokręconym, porywczym artystą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że wszyscy artyści byli pokręceni na punkcie realizmu, jest inaczej niż w widzianych w zyciu kościołach. Ekwadorczycy są bardzo sumienni, jest czysto, porządnie. Dlatego ta pani wykonala swoja pracę nie patrząc czy ktoś z nas rozumie, ale było super.

      Usuń
  4. Bardzo to wszystko interesujace i ciekawe, piekny widok z dachu. Ale przyznam, ze mnie bardziej neca cuda natury niz historyczno-religijne budowe typu zamki i koscioly.
    Co nie przeszkadzalo mi przeczytac cala notke z zainteresowaniem i podziwem dla tego co przedstawilas na zdjeciach:***

    OdpowiedzUsuń
  5. Będą cuda i to jakie, wulkany mogą być? Przez 3 czy cztery dni od rana do wieczora biegaliśmy po Quito, grzech nie pokazać jak tam jest inaczej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak i jeszcze raz TAK:)) o takie cuda prosze:))
      Zebysmy sie rozumialy ja doceniam rowniez te notki historyczno-religijne, bo sama nie musialam chodzic po tych dziedzincach, palacach i kosciolach, wiec chetnie czytam i podziwiam to co Ty nam pokazujesz.
      Ale jak sama gdzies jade to szkoda mi czasu na muzea czy koscioly, wole do lasu:)))
      Zdziczalam w tym ogromnym miescie? albo moze wlasnie mieszkanie tutaj powoduje, ze tesknie za cudami przyrody i juz mam wstret do kamienia nawet w njapiekniejszych budowlach:)))

      Usuń
    2. A ja odwrotnie, tęsknię za miastami, a jak już kolonialne i barwne, to prawie płaczę ze szczęścia. W Georgii natury i spokoju mam pod dostatkiem. Miasteczka niewielkie, kilka ulic na krzyż, życie się toczy w centrach handlowych, a to nic ciekawego. Jak byłam w zeszłym roku w UK 5 tyg. to czułam się jak ze smyczy spuszczona. Teraz wszystko jasne:) Naturę ekwadorską uwieczniałam, każdy kwiatek, egzotyczny krzaczek, owoc. Wulkany są mocne, dzikie siostry lam pozowaly na wielkich przestrzeniach. Moim asem w rękawie są targi z kolorowymi Indiankami. Ach, żebym po takich zapowiedziach stanęła na wysokości zadania , to będzie wyzwanie.

      Usuń
  6. Moim marzeniem jest taka wyprawa. Może kiedyś sie uda. Zdjęcia zapierają dech w piersiach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję serdecznie, bardziej spektakularne widoki z Quito czekaja na swoja kolej. Pewnie, że kiedys się uda, życzę Ci tego.

    OdpowiedzUsuń

Wyjątkowe miejsca

Copyright © 2016 PAKUJ WALIZKI , Blogger