Ekwador i Aleja Wulkanów. Wyższe niż Everest


Andy w Ekwadorze są podzielone na dwa równoległe łańcuchy, w każdym z nich znajduje się  kilka wulkanów powyżej 5000 metrów wysokości.
 Najwyższym punktem w kraju jest Chimborazo (6268 m). 

Licząc od środka Ziemi, Chimborazo jest wyższy od Mount Everestu o 2 tysiące metrów! 
My zobaczyliśmy 3 wulkany, na mapie poniżej są zaznaczone czarnymi kwadracikami. Prawda, że Aleja Wulkanów wygląda nieprawdopodobnie?


Cotopaxi - 5 897 metrów n.p.m.

Jak się spotyka w Ekwadorze Polaków, to od razu podróżników i blogerów!

 Kinga i Marek są od wielu miesięcy przemierzają świat, a potem opisują na swoim blogu : www.podrozofilia.pl.  Opis ich  wspinaczki na Cotopaxi czyta się jak dreszczowiec. My doszliśmy tylko do lodowca, na tej wysokości jest bardzo ciężko oddychać i się poruszać. W dodatku wiatr zatyka i człowiek rzęzi jak stary grat. Ale oni poszli na szczyt, i to w nocy!
 Polecam ich  relację z tego wyczynu.

   Cotopaxi jest stratowulkanem, ma stożek zbudowany ze skał piroklastycznych czyli wydostających się z wnętrza wulkanu. Magma zastyga bardzo szybko, dlatego po wybuchach powstaje góra z licznymi warstwami (strata). Stąd wywodzi się nazwa tego typu wulkanów.

   W rankingu najwyższych, aktywnych  wulkanów na świecie,  zajmuje 26 miejsce.  Drażni się z nami i na chwilę odsłania szczyt pokryty wiecznym śniegiem.


Jest czynny od ponad 4 tysięcy lat. Od roku 1738 wybuchał 50 razy. Był uśpiony  od 1942 roku,  ale  w 2015 roku doszło do dwóch erupcji, pył dotarł do przedmieść Quito, oddalonego o 60 km.


    Startujemy z wysokości 4800 metrów, do schroniska jeszcze półtora kilometra. Przypominam, że Rysy mają "zaledwie"2503 m n.p.m.

 Gdyby to były Himalaje a nie okolice równika, nie mielibyśmy szans. Aklimatyzacja musiałaby potrwać długo, my prawie z marszu, po kilku zaledwie dniach w Quito ( 2850 m. n.p.m.) Miałam na sobie 4 warstwy i dwa kaptury. Bluza z alpaki była nieoceniona.


Poruszaliśmy się bardzo wolno i z wielkim trudem. Trudno mi teraz w to uwierzyć, ale rozrzedzone powietrze plus wiatr dramatycznie utrudniały maszerowanie.

                             
                              Jest bardzo pięknie, a kolor nieba taki intensywny.

                             

W schronisku wbijamy sobie pieczątki do paszportu i pijemy herbatkę z koki, nasz przewodnik mówi, że mam ją wyłowić i żuć. Ma zapobiec przykrym objawom choroby wysokościowej.


                                       Próbujemy podejść do lodowca.




W 1972 roku polscy i czechosłowaccy alpiniści zeszli po raz pierwszy na dno krateru, około 350 m poniżej szczytu.


             
Do lodowca wciąż niewyobrażalnie daleko, każdy krok jak kilometr, ale czy ja śniegu w życiu nie widziałam i nie dotykałam? Postanowiliśmy zacząć świętować od razu.



Zdjęcie zrobione z lotniska w Quito,  jeszcze nas pożegnał, odsłaniając oświetlony szczyt. Odległość wynosi 60 kilometrów.

                                           

                                               Pujili

Rynek w Pujili ( Puchili) odbywa się w każdą niedzielę. Ludzie z okolicznych wiosek i miasteczek gromadzą się, żeby zarobić na życie. Różnorodność ogromna, nie rozpoznawałam wszystkich  ziaren i zbóż. Wiele kobiet nosiło dzieci w chustach na plecach, kiedy maluchy zgłodnieją są karmione piersią bez ukrywania się. To dwie godziny drogi od Quito, dlatego  nie ma turystów, jest pięknie.

 Dona Finita podaje kurze łapki z grilla.


Miasteczko jest tak urokliwe, a targ wyjątkowy, że chciałam pokazać jak najwięcej. Zapraszam na animację z naszych zdjęć.


Niewiarygodne wąwozy mijamy po drodze, piękne skutki uboczne erupcji wulkanicznych.

                                               Wulkan Quilotoa 

Po serii  potężnych wybuchów,  w 1280 roku doszło do największego i to była jedna z największych erupcji na świecie w ciągu 1 000 lat. 
Powstała kaldera, czyli wielkie zagłębienie w szczytowej części wulkanu, inaczej mówiąc- dziura po zapadnięciu stożka. 


W ten sposób na wysokości czterech tysięcy metrów powstało unikalne jezioro. Jego głębokość to 250 metrów! Średnica wynosi 3 kilometry. 


                            Do lustra wody od obrzeży wulkanu jest 400 metrów.


Można po zejściu na dół popływać kajakiem. 


Obawiam się, że nawet najlepszy aparat nie odda potęgi i piękna tego miejsca. Z każdym lśnieniem słońca woda zmienia barwy, wieje silny wiatr i mimo pogodnego dnia, natura przypomina na jakiej wysokości się znajdujemy. Po wschodniej stronie jeziora są bulgoczące gorące źródła i czuć zapach siarki.
                     
                            Krater mierzy piętnaście kilometrów wokół obręczy. Bardzo wielu ludzi wjeżdża na konikach z dołu za 10 dolarów. Okrutne to, jest bardzo ciężko wdrapywać się bez człowieka na plecach.

             
Mam słabość do alpak i uwielbiam ciepłe wdzianka z ich wełny.


Jadąc widzimy świnki , musimy się zatrzymać na zdjęcie. Uprzedzam pytania, nie,  nie jadam stworzonek do tulenia.  Porcja z ziemniakami i sałatą kosztuje 15 dolarów.

                        

                               Wulkan Chimborazo (6 310 m.)

 To najwyższy aktywny wulkan Ekwadoru i najwyższy w północnej andyjskiej strefie wulkanicznej. Masywny, pokryty lodem stratowulkan leży na południowo-zachodnim krańcu głównego ekwadorskiego łuku wulkanicznego, tzw. "Avenida de los Volcanes" 

Chimborazo wybuchł co najmniej 7 razy w ciągu ostatnich 10 000 lat. Erupcje te wywołały  fale sięgające do 3800 m wysokości.

Średnia przerwa między pojedynczymi erupcjami wynosi około 1000 lat, a ostatnia erupcja nastąpiła około 1400 lat temu.
                                                 
Mieliśmy szczęście, że przyszła i pozowała zupełnie jak na zdjęciach z folderów turystycznych.
Vicuna, to wielbłądowaty krewniak lamy. Żyją w Andach do wysokości 4 800 m. Zęby rosną im całe życie, dlatego mogą gryźć twarde rośliny.


Dzięki pomocy Peru ( mają ją w herbie) odbudowano stado  vicunii w Ekwadorze, obecnie liczy 350 tysięcy.

Vicunie były cenione od czasów Inków, za wyjątkową wełnę. Jest bardzo kosztowna, bo można ja pozyskiwać tylko co 3 lata, w dodatku od dziko żyjących zwierząt. Jest bardzo miękka i ciepła.
Żeby zapobiec kłusownictwu łapie się co rok osobniki z futrem dłuższym niż 2.5 cm. i ścina je. widzieliśmy w oddali wielkie stada. Żyją w grupie po kilkanaście z jednym samcem.


Chmury spektakularnie otulają szczyt.


Podjeżdżamy jeepem do wysokości 4800 metrów n.p,m.


Według indiańskich legend, Chimborazo rywalizował z wulkanem Cotopaxi o miłość do wulkanu Tungurahua. Chimborazo wygrał , a owocem tej miłości jest wulkan Pichincha, z widokiem na Quito.

           
                  Bajeczny, księżycowy wulkaniczny krajobraz.





Ta lecznicza, kaktusowata roślinka, jest niezwykle wszechstronna. 




Na wysokości 5 tys. metrów znajduje się schronisko, stamtąd wyrusza się na szczyt.  Nasz przewodnik zdobył Chimborazo dwa razy i zajęło mu to 8 godzin, schodzenie trwa połowę krócej. Przewodniki podają, że wejście zajmuje 10 godzin.


Zaintrygowały mnie tabliczki, okazało się, że upamiętniają ludzi, którzy nie wrócili z wulkanu.


               
Wyższy od Mount Everestu o dwa kilometry, jeżeli zmierzy się od środka Ziemi, a nie od poziomu morza. 
Tereny położone na równiku są najdalej położone od środka Ziemi, odległości ta się zmniejsza na biegunach, które są spłaszczone przez ruch obrotowy Ziemi.




Nie przeżyłam nigdy niczego podobnego, czułam się bardzo szczęśliwa patrząc na potęgę przyrody o jakiej nie miałam pojęcia. Ludzie żyjący tak samo od setek lat, uprawiający ziemię na stokach gór budzili ciekawość i szacunek. Kupiłam  pęczki niezwykle aromatycznego czosnku, doprawiam dania i czuję, że są wyjątkowe. Posadzę w moim ogrodzie i zobaczę co z tego wyniknie. 
To była niezwykła podróż i cieszę się, że mogłam pokazać te cuda. 

36 komentarzy:

  1. Przepiekne!!!!
    Bardzo Ci dziekuje za to podrozowanie dzieki Tobie, bo niestety do wielu miejsc gdzie Ty jezdzisz ja juz nie moge. Na tych wysokosciach po moim przeszczepie umarlabym w ciagu 10 minut, wiec tym bardziej doceniam to co pokazujesz i opisujesz.
    W polnocnej Californii odwiedzilam Lassen Volcanic National Park, krajobraz podobny ale to taka miniaturowa namiastka tego co Ty pokazalas.
    Przyznam, ze ja bym jednak te swinke zjadla, pewnie do spolki ze Wspanialym... OK zaczne od poczatku, namowilabym Wspanialego, ze zjemy razem, a potem bym po prostu sprobowala i zostawila jemu:))
    Tak po prostu z czystej ciekawosci.
    Z takiej wlasnie ciekawosci jadlam burgery z kangura i teraz przynajmniej wiem jak smakuja:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach i zapomnialo mi sie, zrodla siarkowe strasznie smierdza.... dla mnie to jest nie do wytrzymania. A takowe tez sa w polnocnej Califronii, nawet woda z kranu na polnocy smierdzi siarka. Kuzynka mojego meza tam mieszka, zeby mylam w wodzie butelkowej, ale niestety prysznic musialam brac w tej smierdzacej;)) na szczescie tylko trzy razy, bo pozostale dni mojego dwutygodniowego tam pobytu nocowalysmy w hotelach.

      Usuń
    2. Z ciekawości poczytałam o Lassen Volcanic National Park, a potem porównałam odległości, niemal tyle samo z Atlanty co do Ekwadoru! Bardzo malowniczo tam, może się uda kiedyś. Parki Narodowe w USA są przepiękne. Ja mam wyobraźnię kulinarną, jak ktoś mówi, że lepsze od kurczaka, to wierzę:) Mało jedliśmy mięsa, czasami wystarczyły owoce w ogromnych ilościach. 5 sztuk za dolara najbardziej egzotycznych, dojrzałych przysmaków to też doświadczenie. Sporo z nich jest dostępnych u nas, np. czerwone banany, ale za czerymoje to trzeba płacić sporo i nigdy nie są naprawdę dojrzałe. Mięso z kangura mogę kupić u nas i pdobno jest mało kaloryczne i smaczne, no ale przeżyję bez tej wiedzy. To ja Ci dziękuję za odwiedzanie i kopnięcie na zachętę, żeby pisać.

      Usuń
    3. Siarki nie czułam, bo nie zeszłam na sam dół i nosa nie przykładałam, ale miałam nieprzyjemność powąchać siarki ( nie pamiętam gdzie) i to wstrętne doświadczenie tylko zapamiętałam. Niewesoło mają tam.

      Usuń
  2. Podziwiam ludzi, którzy decydują się na tak odległe i często niebezpieczne podróże. To wymaga wielkiej odwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko, ja mieszkam w USA, do Ekwadoru miałam tylko 4.5 godziny lotu. Nie jestem jakoś specjalnie odważna, a na wulkany pojechałam z przewodnikiem. Dzięki za odwiedziny:)

      Usuń
  3. Eulampio, jestem zachwycona tymi widokami! Nie dziwię się, że i Ty byłam pod ich wrażeniem i nadal jesteś. To chyba jedno z piękniejszych miejsc na ziemi. Ogromne przestrzenie, puste, ale pełne barw, melanżowo przenikajacych sie i zachęcajacych do zobaczenia z bliska ziemi i roślin takie majacych kolory. Imponujące jest to, że wspieliście sie tak wysoko w tym rozrzedzonym powietrzu. Brawo! Poczytałam trochę u Waszych młodych znajomych ich relacje ze wspinaczki i też jestem pod wrażeniem. A to Twoje zdjęcie z alpakami - cudne! Nie dzwię się, że wybralaś je do zilustrowania swego profilu z boku bloga. Śliczne to ponczo, w które jestes ubrana.
    A to jezioro w niecce wulkanicznej - zachwyt! Jego kolor podobny do Morskiego Oka, tylko otoczenie zupełnie inne.Kolejny cud zapadajacy w pamieć.
    Życie na tylu wulkanach...Niesamowite. Czy można zapomnieć o poczuciu nieustajacego zagrozenia? A moze do wszystkiego można sie przywyczaić? Pewnie tak. Człwiek to taka elastyczna istota, która w każdych warunkach potrafi sie ukokosić, poczuć u siebie.
    No i fajny targ w tym miasteczku daleko od turystów - kolorowy, jakby zatrzymany w czasie.
    Piękny, tak inny od naszej codzienności świat.Ekwador nieporównywalny do niczego innego.Wspaniale, że mogłaś tam byc, dotknąc stopami tej niesamowitej ziemi, poczuc jej przestrzeń, smak, zapach i na własne oczy zobaczyć kolory!:-))
    P.S.
    U nas wróciła od wczoraj piekna pogoda, wiec od razu pochłonęła nas robota w ogrodzie!
    Uściski serdeczne Ci zasyłam i podziekowania za przepiękną relacje z podrózy! Teraz i ja będę miała te widoki pod oczami. Teraz Ekwador i we mnie zasiał ziarno tęsknego zachwytu!:-)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, mam w zanadrzu jeszcze jeden niesamowity market, dwa miasteczka i Quito. W stolicy widok z 3 kościołów i Teleferico- widok z 4 tys. metrow na Quito. A do tego te kolonialne uliczki niezapomniane. Sąsiad Peru bardzo się różni, jest naturalniej i prawie bez turystów. Rzeczywiście księżycowy krajobraz jest bardzo piękny, a to niebo, co za kolory ma niezwykłe. Wbrew pozorom wulkany są dość łatwo dostępne, jak chce się tylko podziwiać, na 4800 m się wjeżdża, a widoki nie z tej ziemi. Dziękuję Ci za zyczliwy komentarz, bardzo dla mnie ważny. To przyjemność dzielić się z Tobą wrażeniami. Cieszę się, że masz w końcu piekna pogodę. U mnie burze i tropik, kolibry i hibiscusy, lubię to.

      Usuń
    2. Co dzień tu wracam, bo wprost nie mogę sie napatrzeć na te cudne widoki!:-)))
      P.S.
      U mnie upał coraz większy, gryzace muchy przystąpiły do zmasowanego ataku!Ale nic to, nie damy się krwiopijcom!
      Uściski serdeczne śle Ci na początek nowego tygodnia!:-))

      Usuń
    3. A ja mam mrówki fire ant. Pół biedy jak siedzą w mrowisku, mogę ominąć, ale lubią grządki, kwiatki i bardzo boleśnie gryzą, (przypomina to poparzenie pokrzywą). Mam niepokojące odruchy przez to, podskakuję, jak mnie trawa połaskocze. Wszyscy wydają majątek na tepienie tego świństwa, a one się na nowo organizują. Na początku puchłam, teraz zahartowana tylko się drapię.
      Cieszę się, że podobają Ci się nasze zdjęcia, wkrótce przygotuję coś nowego. Wspaniałego tygodnia zyczę Olu, pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. Wyobraziłam sobie te Twoje niepokojące odruchy - taki taniec św. Wita pośród grządek!:-)) Wiem, wiem, to nieśmieszne bo bolesne, ale czasem tylko śmiechem mozna przełamać lęk, ból i bezradnośc.Moje ogrodowe bzykadła strasznie szalały przed deszczem. Po deszczu zniknęły a pojawia sie pewnie jutro, bo upały maja narastać.Mam klęskę urodzaju jabłek. Jabłka w wielu konfiguracjach. Nawet cydr dzisiaj zrobiliśmy z męzem...Entliczek-pentliczek czerwony stoliczek...
      Życzliwe myśli zasyłam oraz życzenia by Twoje wściekle ogniste mrówki poszły sobie do sąsiada albo gdzie chcą, byle dalej od Ciebie!:-))

      Usuń
    5. Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek,
      A na tym stoliczku pleciony koszyczek,

      W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek,
      A na tym robaczku zielony kubraczek.

      Powiada robaczek: "I dziadek, i babka,
      I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka,

      A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!
      Mam chęć na befsztyczek!" I poszedł do miasta.

      Szedł tydzień, a jednak nie zmienił zamiaru,
      Gdy znalazł się w mieście, poleciał do baru.

      Są w barach - wiadomo - zwyczaje utarte:
      Podchodzi doń kelner, podaje mu kartę,

      A w karcie - okropność! - przyznacie to sami:
      Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami,

      Duszone są jabłka, pieczone są jabłka
      I z jabłek szarlotka, i komput [placek], i babka!

      No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek?
      Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek.


      Skopiowałam, ale prawie cały pamiętam:) Ja mieszkam w brzoskwiniowym stanie, mamy tanie wielkie, soczyste brzoskwinie, ale i tak zazdroszczę jabłek! Są takie wszechstronne.


      Usuń
    6. To jeden z moich ulubionych wierszyków Brzechwy!:-)
      Brzoskwiń mam tylko dwie sztuki - wisza sobie te dwa owocki na młodej brzoskwince i powolutku rosną!:-)
      Za to jabłka mnie wykończą w tym roku! Dłonie mam zbrązowiałe i pocięte od ich wielogodzinnej obróbki.A W nocy lało i mocno wiało i właśnie zobaczyłam, że znowu na trawniku leży mnóstwo jabłek. Kiedys kozy pomagały mi dzielnie uporać sie z nadmiarem, dzisiaj pewnie duża częśc z tych owoców sie zmarnuje, niestety...A juz za chwilę będzie to samo z czarnym bzem, śliwkami a potem gruszkami. Niesamowity rok, po prostu!

      Usuń
    7. Olu, może masz w okolicy jakąś tłocznię owoców? Chciałabym mieć tyle jabłek:) U nas jesienią pojawią się z sadów na północy stanu, tu jest za ciepło. Jednoczesnie za zimno na papaje i awokado, to niesprawiedliwe! Ciesz się z urodzaju, nie ma nic piękniejszego niż zapach pieczonych jabłek:)

      Usuń
    8. Nie mam tłoczni w okolicy. Mam za to swoją elektryczną wyciskarke do soków. A więc wyciskamy ile sie da, z czego sie da póki wyciskarka nie padnie!:-)

      Usuń
    9. Oby nie padła! Przypomina mi się tyle przysmaków z jabłkami, chyba żaden owoc nie jest aż tak uniwersalny. Jestem pewna, że się nie znudzą Olu:)

      Usuń
  4. Zazdroszczę podróży. Moje muszą jeszcze chwile poczekać. Ekwador - chyba nigdy sama bym na to nie wpadła aby tami pojechać, a po przeczytaniu tego wpisu sądzę że warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, oprócz wulkanów w Ekwadorze są cudne miasteczka, plaże, dżungla i Galapagos, wszytsko w kraju o połowę mniejszym niż Polska. Oczywiście, że warto.

      Usuń
  5. Wyprawa kajakiem po wodach wulkanu, to coś zdecydowanie dla mnie. :) Rzadko trafiam na wpisy o Ekwadorze, jak dużo jeszcze o tym kraju nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Spotykaliśmy przeważnie Amerykanów i Niemców, nie jest to zbyt popularna destynacja. Ekwador kojarzy się z wyspami Galapagos a Quito z krótkim przystankiem na przesiadkę. Ja marzę, żeby tam wrócić jeszcze, dżungla czeka i jeszcze więcej cudownych miasteczek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak przeczytałem i obejrzałem zdjęcia, aż chce się ruszyć tam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zdziwię się jak to zrobisz, właśnie czytam Twój blog:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co za niesamowite miejsca!!!
    Wcześniej w ogóle o tym nie słyszałam!
    Aż żal, że to tak daleko. Chciałabym kiedyś się również tam wybrać, może się uda.
    No dobra, na Chimborazo raczej nie dałabym rady się wdrapać przy obecnej żałosnej kondycji. Ale jest po co nad nią pracować! ;-)
    Magiczne zdjęcia, piękne chwile. Dzięki za to, że mogłam tak miło spędzić czas podczas lektury notki!
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też nie! Popatrzeć wystarczy, widać je przez wiele kilomertów. Dziękuję za miłe słowa i cieszę się, że Ci się podobało.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wpis robi wrażenie, tyle miejsc i informacji. Też bym chciała zobaczyć jakiś wulkan

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój pierwszy widziałam na Martynice, coraz bardziej mnie fascynują.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepiękne zdjęcia. Ja na razie z bliska, nocą zwiedzałam wyłącznie Stromboli na przepięknych Wyspach Liparyjskich. Ekwador z tymi niezliczonymi wulkanami wygląda zachwycająco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. W wulkanach jest coś uzależnającego, sa tajemnicze i nieobliczalne. Przeważnie mają mroczne historie zapierające dech.

      Usuń
  14. Co za niesamowite miejsce! Jest bardzo wysoko na liście moich marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekwador to jedno wielkie pozytywne zaskoczenie, lubię wszystko, naturę, miasta i ludzi:)

      Usuń
  15. Wow, niesamowita wyprawa. Warto żyć dla takich chwil. Wpis i zdjęcia świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci. Oj warto, trzyma długo.

      Usuń
  16. Każdy inny, ale wszystkie widoki po prostu przepiękne. Mam wrażenie, że to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to samo mówię za każdym razem jak się zapowietrzę widząc jakieś cuda, a potem okazuje się, że cuda się nie kończą na szczęście. Bardzo dobrze się czułam w Ekwadorze, odpowiada mi wszytsko, nawet choroba wysokościowa nie dokuczała. Pozdrawiam cię i dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  17. Jestem pod wrażeniem! Jak Wy to robicie , że zawsze trafiacie w tak wyjątkowe miejsca??? Wulkanów "zazdraszczam" �� uwielbiam te klimaty, gdybym się urodziła jeszcze raz zostałabym wulkanologiem he he. Świetna relacja i fantastyczne zdjęcia. PS widzę zmiany (graficzne) na blogu. Wszystko wygląda ślicznie! ������

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beata, Ekwador zawsze mnie pociągał, a kiedy pisząc o świnkach w Peru odkryłam, że w Quito jest "Ostatnia Wieczerza" ze świnkami, zaczęło sie czytanie i wyszukiwanie informacji o tym kraju. Chciałabym wrócić, bo ledwo liznęliśmy, chciałoby się na Galapagos i do dżunglii. Wulkany porażają, Quito otaczają dookoła. Zabieram się za wybieranie zdjęć. Dziękuję ci za dobre słowo o grafice, wiem, że szaleję, szukam pomysłów i czasami sama nie wiem co zastanę rano:)

      Usuń

Wyjątkowe miejsca

Copyright © 2016 PAKUJ WALIZKI , Blogger