Merida, Uxmal i Izamal na Jukatanie.

 Ciepły, gwarny wieczór. Smakowite zapachy w powietrzu i gitara przygrywająca biesiadnikom. Otwarte galerie z rękodziełem i sklepiki z kolorową ceramiką i ostrymi sosami. Ludzie spacerujący środkiem ulicy w kierunku oświetlonego parku. 


Był luty, przylecieliśmy tu przygnębieni szarością naszego krajobrazu i jeszcze chorzy. Magia zadziałała, włożyłam letnią sukienkę, wyszłam w ciepłą noc i w jednej chwili poczułam się zdrowa i pełna energii. Zaordynowałabym każdemu taka kurację. 

W każdy poniedziałek jest Vaqueria,  pokaz tańców folklorystycznych, wywodzący się z epoki kolonialnej. 

Raz w  roku właściciele hacjendy, organizowali zabawę na zakończenie ciężkiej pracy, jaką było podkuwanie bydła. Impreza trwała trzy dni i noce. 

 Ludzie to uwielbiają, wszystkie miejsca siedzące i stojące były zajęte. Radosne pląsy w rytm muzyki na żywo. Niektóre harce wymagały dużej zręczności, bo tańczyć z zastawiona tacą na głowie nie jest łatwo. Jest tu cała historia w pigułce, każdy taniec cos symbolizuje.



Kolejnego dnia publiczna zabawa. Ludzie bez względu na wiek, gabaryty, sprawność fizyczną, wychodzili i poruszali się z gracją. Aż  ciężko uwierzyć w taki styl życia, oni po prostu kochają muzykę i wyrażają to spontanicznym tańcem.

W niedziele odbywa się targ rękodzieła, a tańce przeniosą się w inne miejsce. Codziennie wieczorem miasto łapie oddech po skwarnym dniu i nawet dzieci biegają do późna. W weekend nie ma co marzyć o śnie przed  2:00 w nocy.


                                Wokół ratusza i parku toczy się nocne życie miasta.


                                               
 Katedra San Ildefonso, to najstarszy kościół w Ameryce Łacińskiej, ukończony pod koniec XVI wieku.  Zbudowany na fundamentach świątyń Majów.


       Pałac Rządowy.

Powstał w 1892 roku. Na ścianach namalowano dwadzieścia siedem murali, przedstawiających krwawe i brutalną historię Jukatanu, wyraz okrucieństwa zdobywców.

Wychylają się bliźniacze wieże katedry.



                                       Korpulentne  damas i caballeros w jukatańskich strojach.


 Merida, to największe miasto Półwyspu Jukatan.  60% mieszkańców to Majowie, reszta
 to potomkowie Hiszpanów, Francuzów i Brytyjczyków.

Miasto zostało założone przez Francisco de Montejo  w 1542 r. na zgliszczach starożytnego miasta Majów o nazwie T'ho.  Gruzy zostały zarekwirowane przez Hiszpanów pod fundamenty  katolickich kościołów i kolonialnych  rezydencji.

Casa de Montejo, w dawnym domu hiszpańskich konkwistadorów mieści się bank.

                   
Z przejażdżek po mieście i licznych restauracji korzystają tubylcy, chociaż turystów też jest sporo.


          Wieczorem całe rodziny będą biesiadować przy złączonych stołach, oczywiście przy muzyce                                                              na żywo.


Fajita, kurczak marynowany w soku z cytryny z czosnkiem i chili, podany na specjalnej patelni, jeszcze skwierczący.  Zawijamy w gorące tortille, albo i nie. Do tego guacamole, pasta z awokado.


                                  W  restauracji panie wypiekają na bieżąco, świeże tortille.


     Kościołów jest bez liku, ale  wiedząc jak zachęcano do nowej wiary i na jakich gruzach powstały, nie miałam ochoty na ich zwiedzanie. Zmyślni Majowie, których używano jako siły roboczej,  potrafili wpleść swoje symbole i nadać indiańskie rysy amorkom.



             Pięknie oświetlone w nocy, a  niecodzienne rośliny kusza, żeby je uwiecznić mimo wszystko.


Uxmal

Uxmal, to kolejne stanowisko archeologiczne na Jukatanie. Jego nazwa oznacza- trzykrotnie zbudowany.

Kompleks powstał w latach 475  - 525 . Jedno z największych majańskich miast, do 1100 roku, mieszkało tu ok. 20 tys. osób . zostało opuszczone przez mieszkańców prawdopodobnie z powodu suszy. Aż do podboju hiszpańskiego stało opuszczone. Ruiny zajmują 60 hektarów! 

  To Hiszpanie nadali  budynkom obecnie istniejące nazwy, które nie mają nic wspólnego z ich prawdziwymi funkcjami.

Najstarsi Majowie opowiadają sobie legendę o starej, mądrej kobiecie, która miała wielką moc. Bardzo pragnęła mieć dziecko, zwróciła się o pomoc do boga Chic Chan.  
Ten podarował jej żółwie jajo, z którego parę miesięcy później wykluł się się  zielony krasnal z rudymi włosami.
Kiedy zrobił instrument z dużej tykwy i zagrał, słychać go było w całym królestwie. Wtedy ludzie przypomnieli sobie proroctwo, że tak zabrzmi nadejście nowego króla.
Panujący władca bardzo się zaniepokoił i rzucił kilka wyzwań krasnoludowi, żeby go szybko wyeliminować. Jednym z nich było zbudowanie piramidy w jedną noc. I tak powstała wielka piramida, nazywana Piramidą Maga lub Krasnala.

Piramida Maga

Początek jej budowy przypada na VI wiek. Piramida maga ma 38 m wysokości i została zbudowana na eliptycznej podstawie. Powstała kolejnych nałożonych na siebie warstwach. Wciąż można dostrzec części wszystkich poprzednich świątyń .


                          Jest bardzo dobrze zachowana i po prostu piękna. Nie można na nią wchodzić.


Wielka Piramida.


Można się na nią wspinać, widoki są spektakularne.

.
                                                                 Pałac Gubernatora

Pałac Gubernatora jest jedną z najdłuższych budowli prekolumbijskich i zawiera 103 kamienne maski boga deszczu Chac. Jest uważany za jeden z najlepszych przykładów architektury Puuc. Powstał około 987 roku.



                                                            Dom Żółwi,
Znajduje się obok Pałacu Gubernatora i na tej samej podwyższonej platformie. Nazwa pochodzi od żółwi wyrzeźbionych  wokół  gzymsu. Uważano, że żółwie także modliły się do Chaca o deszcz.


        Architekturę Puuc jest łatwo rozpoznać. Niższe sekcje budynków są proste,  zbudowane z małych łuków lub przejść. Górne sekcje są bardzo zdobione, rzeźbione.

Konstrukcja Puuc to cięte kamienie,  osadzone w betonowym rdzeniu.Ta zaawansowana metoda budowy tworzyła mocniejsze pomieszczenia na co dowodem jest doskonała kondycja  tysiącletnich budynków w Uxmal.





                                         

                                                                          
                                                            Amigo.


                                                    Boisko do gry w pelotę. Reguły gry opisywałam tu



   Poza strefą archeologiczną stoi uroczy hotel.  Jest otoczony chatami  z dachem krytym  liśćmi palmowymi, w cieniu których można zjeść coś pysznego. Cisza, zakłócana tylko świergotem ptaków. Brak hałaśliwego tłumu turystów i kramów z pamiątkami, sprawia, że to miejsce w dżungli jest tajemnicze i  niezapomniane.



                                                                                   Izamal


Ostatnim miejsce odwiedzonym w okolicy Meridy, było Izamal- rosa z nieba, w tłumaczeniu języka Majów.  Całe miasto jest pomalowane na żółto. Malowano je tak, dla upamiętnienia czasów, kiedy panował tu kult słońca, a potem z okazji przyjazdu papieża Jana Pawła II.

Miasto trzech kultur - starożytnej kultury Majów,  epoki kolonialnej i  czasów współczesnych. 

Najważniejszą budowlą jest klasztor franciszkanów- Convento de San Antonio Padua
 zbudowany nad jedną z piramid Majów. 
 Szczególnie czczona jest figurka Matki Bożej z Izamal, która jest patronką stanu Jukatan.

Założycielem klasztoru i przeorem został  Diego de Landa w 1553 roku. Jego zadaniem było szerzenie wiary katolickiej na nowo odkrytych ziemiach. 


Kiedy w pieczarach odnaleziono ukryte ołtarze starych majańskich bogów, de Landa poddał torturom tysiące Indian. A potem spalił ogromna ilość ksiąg Majów, rozbił ich ołtarze i ponad 5 tysięcy posągów bogów.

 „Ludzie ci również korzystali z pewnych znaków lub liter, za pomocą których zapisywali w swych księgach pradawne sprawy i nauki. Znaleźliśmy wiele ksiąg spisanych tymi znakami, a że nie było w nich nic innego jeno przesądy i diabelskie łgarstwa, przeto wszystkie je spaliliśmy, co wywołało zadziwiający ich żal oraz ogromną boleść"


Król Filip II otrzymał donosy o bestialskim torturowaniu 4, 5 tys. Indian. Wielu zmarło podczas tych praktyk. Diego de Landa musiał wrócić do Hiszpanii,  ale po zbadaniu sprawy został oczyszczony z zarzutów i rozgrzeszony.
Powrócił na Jukatan i został biskupem. Jest pochowany w Meridzie,  w katedrze San Francisco.

 Napisał  dzieło " Opis stanu rzeczy na Jukatanie", kierowany wyrzutami sumienia po tym, jak spalił całe ich dziedzictwo. Teraz to jedyne źródło wiedzy o religii, obyczajach, architekturze Majów.

W 1993 roku to miejsce odwiedził Jan Paweł II. Na dziedzińcu postawiono jego pomnik.


                          Miasteczko jest bardzo malownicze i unikalne z powodu jednolitego koloru.



Wędrują uliczkami wokół  zocalo, czyli parku z ławeczkami w centrum miasta, odkrylismy niesamowitą galerie.

To co zobaczyłam wstrząsnęło mną. Widziałam już wiele kolorowych figurek z uśmiechniętymi czaszkami, ale ten radosny pochód pogrzebowy był zdumiewający. Coś, co nam wydaje się makabryczne, tam jest naturalne.

Dia de los Muertos, czyli Zaduszki, w Meksyku obchodzi się zupełnie inaczej.  To święto ku czci życia pozagrobowego.  Meksykanie wierzą, że tego dnia zmarli ich odwiedzają. Dlatego w domach przygotowują kolorowe ołtarze z fotografiami zmarłych, ulubione jedzenie i przedmioty.


Na cmentarzach urządza się pikniki, a nawet spędza noc, żeby być blisko tych, którzy odeszli.


Istnieje także kult Santa Muerte- Świętej Śmierci. Przedstawiona jest jako kobiecy szkielet trzymający kosę i kulę ziemską, symbolizującą władanie nad wszystkim. 

Wyznawcy kultu twierdzą, że Święta Śmierć, to energia kobieca, kontynuacja przedkolumbijskich wierzeń  i zarazem pogańska wersja Matki Bożej. 

Nie jest ani dobra, ani zła, ale rozprawia się z tymi którzy krzywdzą innych i nie dotrzymują danego jej słowa. Jeśli prosimy ją o śmierć lub szkodę dla drugiego człowieka, możemy być pewni, że poniesiemy tego konsekwencje , bo zła energia jaką wysyłamy prędzej czy później do nas wróci, jak karma. Nigdy się nie można od niej uwolnić, jeśli spełni prośbę.
Przypomina mi to trochę pakt z diabłem.


                                   Kolorowe Fridy, takie kolory już zawsze będą mi się kojarzyły z Meksykiem.

                                     
                                                      Osobliwych doniczek było więcej.


Powrót autobusem do Meridy był bardzo ciekawy, widać jaki różnorodny kraj, obok luksusowych domów, maleńkie chatki, jakich wcześniej nigdzie nie widziałam.


Przed nami jeszcze Valadolid i zwiedzanie cenote. Jedno jest pewne, Meksyk uzależnia. Chce się wracać do oaz zieleni w centrum miasta, fiest, muzyki i tej niepowtarzalnej aury świata Majów.


25 komentarzy:

  1. Cóz za bogactwo treści i emocji - opowieści o miastach Jukatanu, o ich historii i kolorycie, radosć tańca, makabra oswojonej śmierci - wszystko splecione ze sobą w piękną wędrówkę.
    Te tańce radosne, gromadne, pełne ekspresji i zarażajace pogodą ducha, odczuciem wspólnoty- coś magicznego, godnego pozazdroszczenia. Szkoda, że u nas czegoś takiego sie nie praktykuje a jeśli już to jakieś marne namiastki z okazji sylwestra, huczące disco polo. Umiejętnośc oczyszczenia sie ze złych emocji - zazdrosci, złosci, smutku i chwycenia sie za rece ponad podziałami - jak bardzo nam, Polakom, trzeba czegos takiego.
    Figurki Świętej śmierci i kolorowych Frid przecudne. I zółte miasto też.
    Diego de Landa - okropna postać! Spalił cenne zapiski, dokumenty kultury Indian - bezmyślny niszczyciel,ignorant, jakich wiele było w tamtych czasach. Dobrze, że przynajmniej miał wyrzuty sumienia, ale co sie stało, to sie nie odstanie.
    Hotel w dżungli - cudny! Taki pół dziki, stary, z duszą. Chętnie bym posiedziała tam na patio.
    Piękne zdjęcia!:-))
    Eulampio!Pozdrawiam Cię ciepło spośród morza kwitnących, dzikich bzów!:-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne, unikatowe miejsca.
    Kolorowe, aż zachęcają do odwiedzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jest tak inaczej z powodu radosnych wieczorów, tańców, kolorów, że marzy się o powrocie.

      Usuń
  3. Dziękuję Olu za zaangażowane czytanie. Cieszę się, że Ci się podobało miasto radosnych pląsów. Jaka szkoda, że nie robiłam zdjęć rodzin siedzących przy złączonych stołach niemal na chodniku. Meksykanie lubią wyjść wieczorem na posiłek, kelnerzy donoszą niezliczone ilości placuszków i salsy. To tak, jak imieniny u cioci, tylko publicznie i często. Podejrzewam, że kolacja w domu dla takiej czeredy byłaby dziesięć razy tańsza. Oni po prostu lubią się bawić współnie, jeść i tańczyć. Na tym filmiku grają jakieś meksykańskie cymbałki, ale w innym miejscu, na jakimś boisku tanczono przy pełnej orkiestrze. Figurki roześmianych kościotrupów to nie wszystko, w sklepach z pamiątkami szczerzą zęby ceramiczne. Wokół hotelu były takie cudne chaty na balach ze strzechą z liści trzciny. Diego de Landa pochowany z honorami w najwazniejszym kościele w Meridzie, a zrobił tyle złego. Trochę odtworzył, co zniszczył, ale pismo Majów nie do odczytania, jego interpretacje byly błędne. Kiedy JPII przybył z pielgrzymką do Meksyku, powiedział cos o rocznicy postawieniu krzyża na tej ziemi. Jakaś Indianka skomentowała- że rocznicy Holokaustu się nie obchodzi. Byłam 4 razy w Meksyku, a kiedy pojdę do meksykańskiej restauracji w moim mieście, obsługa będzie też meksykańska i będą zagadywać po hiszpańsku i to jest naprawdę fajne:) Dziękuję za pozdrowienia Olu, ja przesyłam swoje przez ocean.

    OdpowiedzUsuń
  4. Meksyk jest kolorowy, glosny i pyszny (jedzenie) a muzyka chyba nawet skale by ruszyla. Nie sposob stac/siedziec i sluchac bez chociaz rytmicznego poruszania, to jest jak narkotyk:))
    Jedynie nie przepadam za kukurydza, a tej Meksykanie jedza ogromne ilosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie, u nas można kupić dzisiaj 8 sztuk za dolara. W dzieciństwie biegałam między rzędami kukurydzy i podgryzałam taką młodziutka, jednak w Polsce była przeznaczona na paszę dla zwierząt i chociaż ta jest inna, cukrowa, to zawsze z paszą mi się kojarzy.
      Ja po powrocie zaczęłam się uczyć kroków salsy z internetu, nogi same zaczynają podrygiwać po prostu:)

      Usuń
    2. Przeczytalam z usmiechem, bo mnie tez sie kukurydza kojarzy z pasza:)) Poza tym niestety tu kukurydza nie jest zdrowa, szkodzi szczegolnie na stawy i jest to nie tylko kwestia GMO ale tez przechowywania w silosach. Juz dawno o tym wyczytalam, ze w czasie skladowania kukurydza wydziela jakis skladnik, ktory wlasnie szkodzi na stawy. Pamietam, ze mialam wtedy niewielkie ale jednak problemy ze stawami, odrzucilam cukier i kukurydze od razu poczulam ulge. Zabronilismy tez Tatkowi jesc kukurydze, co prawda w jego wieku i w tak zaawansowanym stanie jaki on ma problem z kolanami to juz nic nie pomoze, ale wazne, zeby nie pogorszylo. I co wazne jego stan sie nie pogarsza. Pewnie jak ktos ma kukurydze z wlasnego pola czy ogrodu to zupelnie co innego, ale masowej produkcji nie ufam.

      Usuń
    3. W Peru podawali na przegryzkę taka podprażoną, ale nie popkorn. Wszelkie slodziki kukurydziane dodane do zywności to też świństwo. Na szczęście można korzystać z innych cudownych owocow i warzyw, np. teraz jest sezon na mango:)

      Usuń
  5. fenomenalne zdjęcia! aż chce się jechać !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ja tam bylam juz 4 razy i jeszcze mi mało.

      Usuń
    2. wcale się nie dziwie :))

      Usuń
  6. Wspaniale to napisałaś, zdecydowanie Meksyk kojarzy mi się z barwnym folklorem i uroczymi ludźmi choć niestety narastająca przemoc i bezprawie rownież bardzo wykrzywia obraz tego kraju w świecie. Wspaniale zdjęcia, przeczytałam i obejrzałam z największa przyjemnością

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję:) My podróżujemy na własną rękę, jezdzimy lokalna komunikacją i nie poczułam nigdy zagrożenia. Turystów nie powinno nic złego spotkać, jak wszędzie trzeba omijać ciemne uliczki i podejrzanych ludzi.
    Jest tak różnorodnie i pieknie i biednie, za każdym razem zaskakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzałam na Twój blog, świetny, a ja uwielbiam UK.

      Usuń
  8. W takim miejscu każdy by odżył i ozdrowial. Strasznie podoba mi się ta feria barw i radość, którą czuć z Twoich zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo mnie to cieszy, dziekuję:)

    OdpowiedzUsuń
  10. tylko pozazdrościć zwiedzania takich przepięknych miejsc. coś cudownego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, na wszystko przychodzi czas, u mnie dość pozno:)

      Usuń
  11. Istny kawałek raju. Wpis tak wyczerpujący, że czuję jakbym tam była :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to podnosi na duchu, dziekuję:)

      Usuń
  12. Merida to miasto numerów, istny labirynt. Fajnie było wrócić wspomnieniami. Dzięki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. To prawda, niezbyt fotogeniczne są te ciasne uliczki, deptaki, dlatego skupiłam się na centrum. Tak jakoś kameralnie i klimatycznie poza centrami zakupowymi.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwiodła mnie ta Merida. Nie miałam okazji zawitać w tych okolicach ale już koryguje listę podróżniczych marzeń. Chce tak być i to jak najprędzej. Świetne miejsc w

    OdpowiedzUsuń
  15. Naprawdę warto, tym bardziej, że w okolicy jest mnóstwo wyjątkowych miejsc, Celestun z milionem flamingow, wiele stanowisk archeologicznych ( chichen Itza). Z Cancun mozna dojechać autobusem, a po drodze Valadolid i przepiekne cenote, własnie zamierzam o nich pisać.
    Wokół starówki galerie z rekodziełem, ceramiką, bardzo niepowtarzalnie.

    OdpowiedzUsuń

Polecam

Copyright © 2016 PAKUJĘ WALIZKI , Blogger