"Śmierć pod palmami" na Gwadelupie.


Szarość jesieni i smutek zimy rozwiewał nam lekki, zabawny, chociaż kryminalny serial. Akcja rozgrywała się na przecudnej, karaibskiej wyspie. Flegmatyczny Anglik, potem jego następcy,  rozwiązują zagadki jak z powieści Agathy Christie. Bardzo się chciało chociaż na chwilę wskoczyć do tego raju, pochodzić po uliczkach, zjeść obiad w barze Katherine, tam gdzie wszyscy się zbierali po rozwikłaniu śledztwa. To sceneria miała największe znaczenie w filmie, turkusowe morze, piękna zatoka i cudowna przyroda. Najpierw sprawdziliśmy gdzie kręcono odcinki. Fikcyjna St. Marie, znajduje się na Gwadelupie, zamorskim regionie Francji. A potem wzdychanie za słońcem i palmami zamieniliśmy w czyn.


Lecieliśmy przez góry,  płynęliśmy przez morza, jechaliśmy autobusem po wyspie i oto jesteśmy. Najpierw pędzę nad zatoczkę, do baru,  zawsze tu chciałam posiedzieć. Jest pełen turystów, mimo, że dookoła są urocze kafejki z nie mniej pięknymi widoczkami.





 Miejsce by się znalazło, ale w raju jest tak gorąco, że lepiej się skryć przed słońcem.


Dwie ściany zajmują fotosy z filmu, ludzie fotografują się na ich tle. Większość to Francuzi, jest bardzo przyjemnie, zamawiamy świeży sok i czekamy godzinę na lunch. Już się przyzwyczailiśmy, że na Karaibach tyle się czeka. Ale komu się spieszy?  Przed wyjazdem skończyliśmy oglądać 7-my sezon, wiemy, że będzie 8-my, jesteśmy w miasteczku, które na wiele miesięcy zamienia się w plan filmowy.



Posterunek policji, mieścił się w budynku wypożyczonym od kościoła. Jest otwarty, ciągle przychodzą grupki turystów. Zabawa przednia.




Wszędzie stąd jest blisko, ale cała ekipa mieszkała kilka kilometrów stąd, tam gdzie jest plaża i hotel, w którym przeważnie mordowano.



Kreolka w wyjściowym stroju, wraca z pogrzebu. Większość żałobników miała białe stroje.


 Teraz trzeba się wspiąć na górę, skąd roztaczają się najpiękniejsze widoki na miasteczko. Idąc, zaglądam ludziom do ogrodów.




                                                                         Mango.


Widoczek tak piękny, że dech zapiera. Cieszymy się, napawamy i fotografujemy. Warto było tu przyjechać. 



Na filmie pokazywano zatokę i miasteczko, omijając cmentarz. Jest bardzo interesujący.


Pierwszy dzień na Gwadelupie spędziliśmy radośnie i beztrosko. Sporo się dowiedziałam na temat niewolnictwa, burzliwej historii wysp, huraganów, ale tego dnia doświadczyliśmy pocztówkowych widoczków i bardzo nam to poprawiło humor. Wyspa jest piękna, więcej napiszę w następnym odcinku. Będzie plaża i targ, trochę historii i dużo słońca.

20 komentarzy:

  1. Nie ogladam seriali wiec nie znam, ale wyglada cudnie, chetnie poczekam na nastepny odcinek:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że poczekasz:) Ostatnie wpis był dość smutny, a przecież Karaiby to nie tylko okrutne wspomnienie niewolnictwa i zniszczona przyroda, dlatego chciałam radośniej i wakacyjnie. Planowanie wyjazdu na wyspy zaczęło się od sprawdzania gdzie jest tak pięknie. Lot na St. Lucia i cała marszruta wyłoniła się potem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz mi przyszlo do glowy, ze ta biala sukienka na pogrzeb to moze byc wlasnie taki zwyczaj/tradycja. Wiem, ze tak jest w Chinach, Japonii i Korei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zle sie wyrazilam powinnam napisac, ze gdzies tak czytalam a nie "wiem" bo na pewno to raczej nie wiem. Wiem tylko ze w tych krajach kolor czerwony nie moze byc uzyty w zadnej formie w tych krajach w czasie pogrzebu i zaloby.

      Usuń
  4. Aż sprawdziłam,
    "w kulturach wschodu biały kolor. Kolorem żałoby w Południowej Afryce jest czerwony, w Egipcie żółty, w Iranie niebieski, a biały w kulturach Wschodu. Natomiast w Tajlandii wdowy zakładają fioletowe ubrania żałobne."

    Nie wypadało mi wstawiać fotki z konduktem, dodam tylko, że część ludzi miała czarne stroje, a część czarno-białe. Ta pani nosi strój kreolski, który może byc całkiem biały, albo w bajecznie kolorową kratkę, z jakąś białą haleczka pod spodem. Wszystko obfotografowałam, bo to szalenie ciekawe i bedzie w następnym odcinku:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam serialu, o którym piszesz, wiec niestety, nie mam odniesień do wynikających z niego zdarzeń, czy miejsc, ale nie przeszkadza mi to w zachwycaniu sie zdjęciami, widokami, kolorami i ogólnym nastrojem panującym w tym rajskim zakątku ziemi.Rozumiem jednak dobrze, jak emocjonalnie przezywałaś swój pobyt w miejscu kultowym dla wielbicieli serialu, jak uwierzyc Ci sie pewnie nie chciało, że stąpasz tam, gdzie jego bohaterowie. To tak, jakbys sama w nim grała, jakby zaraz cos sensacyjnego miało sie zacząc z Twoim udziałem. Doznawałam podobnych uczuc w Au, gdy byłam pod Handing Rock, tam, gdzie kręcono mój ulubiony australijski film "Piknik pod widzącą skałą".Magia, wzruszenie, nierzeczywistosć. Wrażenia nie do zapomnienia.
    A wracając do widoczków z Gwadelupy, to piękny jest ten żałobny strój Kreolki na zdjeciu. Zupełnie inny niż byłby w Polsce. Taki lekki, powiewny, anielski wręcz. Nie tak ponury i przygnębiający, jak u nas.
    I cudne, bujne ogrody. Zielonosc tam aż kipi i wylewa sie zewsząd. Nie dziwota przy takim klimacie.
    Ślicznie Ci w tej sukieneczce, Eulampio!Ja też w Au ubierałam sie leciutko, wręcz dziewczęco i dobrze sie w tym czułam, bo tam nikt nikogo nie ocenia.Wolnoć Tomku w swoim domku i poza nim też!:-)) Ale tu, gdzie mieszkam, też właściwie chodzę w czym chcę. Domek pod lasem na samiutkim końcu wsi daje mi dużo swobody w stylu życia i w ubieraniu!:-)Jakieś stare dresy, gumofilce, włosy w kucyk i gotowa jestem do pokazu mody made in Jaworowo!:-))
    Ciepłe pozdrowienai Ci zasyłam i życzenia dobrego dnia!:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, niesamowite uczucie chodzić po uliczkach widzianych w serialu. Z tego powodu, że pstryk i zamiast tylko marzyć o słonecznych Karaibach, pojechaliśmy tam. Serial jest przyjemny ze względu na karaibską wyspę i fajnie, że taką role odegrał w naszym życiu. Już na St. Lucia mowiłam- ja tu zostaję! Nie da się nie uśmiechać od rana, kiedy patrzysz przez okno i widzisz turkusową zatokę pełną jachtów. Dziękuję za słowa o sukience, była z bardzo lekkiego, przewiewnego materiału i czułam się znakomicie. Tu gdzie mieszkam też jest od wczesnego lata tropik, więc aż do poznej jesieni nie wkladam spodni. Nie, że nago biegam, szorty albo sukienki, spódniczki noszę:)
      Doudou, to Kreol inaczej, ktoś urodzony na wyspach. Mają swoje przepiękne stroje, ktore wkladaja na uroczystości. Więcej o tym w następnym odcinku. Dziękuję za życzliwe jak zwykle słowa. Miłego dnia i gorące pozdrowienia:))

      Usuń
    2. No właśnie! Dobra pogoda i uroda otoczenia niesamowicie pozytywnie wpływa na nasz nastrój. Człowiek nabiera sił i uśmiecha się od rana, jakby mu parę lat z ramion spadło. W takiej scenerii, jak na Gwadelupie można zapomnieć o całym świecie i po prostu jak dziecko cieszyc sie życiem. I biegać w kwiecistej sukience jakby sie miało skrzydła u ramion!:-))
      Doudou to Kreol? "Czyli swojsko rzekłszy Duduś? !:-)Fajnie!:-)
      Ciekawa jestem następnego odcinka Twej egzotycznej opowieści!:-))

      Usuń
    3. Z pojęciem Kreol pierwszy raz spotkałam się oko w oko w Luizjanie ( pojęcie znałam, ale bez zrozumienia). Tam Kreolem okresla się kogoś, kto ma korzenie francuskie, ale urodził się w Ameryce. Natomiast na Karaibach Kreolami są ludzie, którzy zyli pod farncuskim panowaniem. Doudou ubierają się bajecznie kolorowo. Ale nie uprzedzajmy faktów, mam zdjęcia na dowód. Wszystko opoznia przepiękna pogoda i praca w ogrodzie:)

      Usuń
  6. Wspaniała fotorelacja, bardzo ciekawa. Tyle tam zieleni, przyroda zachwyca. Pojechałoby się tam. Blog jest niesamowicie przyjemny. Będzie mi miło z Tobą podróżować. Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę radosnych dni. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, dziękuję, jak miło. Na Gwadelupę z Paryża jest całkiem tanio, to UE. Bezpośrednio 8.5 godz. sprawdziłam, bo mnie zaciekawiły tłumy Francuzów. Równiez serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Alez to neisamowite, tak po prostu po obejrzeniu serialu pojechać sobie w świat,cudne!
    Też tak bym chciała, znależć się nagle w raju, pod palmami z lazurowym morzem. Przeurocza wysepka, takie miejsce doskonałe na odpoczynek , na wyluzowanie.
    Dobrze wiedzieć,że i takie miejsca istnieją, a zauroczona Twoimi podróżami może kiedyś i ja wybiorę się tym śladem. Gwadelupę w każdym bądż razie zapamiętam.
    Serdeczności posyłam.

    OdpowiedzUsuń
  9. I zapomniałam dodać, że jestem pod wrażeniem Twoich podróży, narazie przeleciałam tylko nagłówki, ale w wolnej chwili będę czytać, to fascynujące.
    Uwielbiam podróże i relacje z nich.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję:)) Byle dotrzeć do Paryża, Gwadelupa i Martynika, to francuskie terytoria, więc mają tanie loty, jak na taką odległośc. Właśnie, serial nie jest ważny, tylko ten cel! Minęły dwa tygodnie od powrotu, ale nadal mi się snią Karaiby. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam na dalszy ciąg. Pozdrawiam Amelio:)

    OdpowiedzUsuń
  11. ta czarnoskóra kobieta wygląda jak niania z "Przeminęło z wiatrem"

    OdpowiedzUsuń
  12. O niani jest w poście "Atlanta i Przeminęło z wiatrem":))) Ale tak, skojarzenie przez ozdobę głowy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Super jest taka podroż "śladami serialu/filmu"! Chętnie zreszta serial zobaczę, bo mam słabość di tego gatunku :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jest na you tube:) A potem na Karaiby!

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowne miejsce, sami planujemy tam wyjazd, wiec bede zagladac! ☺️

    OdpowiedzUsuń

Nie odchodź bez słowa.

Wyjątkowe miejsca

Copyright © 2016 PAKUJ WALIZKI , Blogger