Martynika. St. Pierre.



   Takie widoki mogła oglądać obłąkana z miłości Adele Hugo, kiedy ją tu przywiozła Céline Álvarez Baa, podróżująca po wyspach była niewolnica.

Spotkała Adele na Barbadosie, błąkającą się po ulicach, zaniedbaną, narażoną na zaczepki i kpiny. W przeciwieństwie do innych uwierzyła, że to córka Wiktora Hugo, autora "Nędzników",
 najsłynniejszego pisarza tamtych czasów.
Podyktowała do niego list, ponieważ pisać nie umiała i wkrótce odwiozła nieszczęsną kobietę do Francji.  42-letnia Adele resztę życia spędziła w szpitalu psychiatrycznym, czyli długo, umarła mając 85 lat.

W 1975 roku na podstawie jej pamiętników i listów, powstał film Francois Truffaut z Isabelle Adjani pt. "Miłość Adeli H". 

Kiedy poznała porucznika Alberta Pinsona w 1854 roku, miała 24 lata. Szaleństwo zaczęło się kiedy mu się znudziła. Człowiek rozrywkowy, hazardzista, szukał już nowych wrażeń. Pojechała za nim do Halifaxu w Kanadzie, kłamiąc w listach, że została jego żoną. Godzinami chodziła po ulicach wypatrując ukochanego, udawała ciążę, zasypywała go listami, jak typowa stalkerka.
  W 1866 roku  Pinson został przeniesiony na Barbados, w ślad za nim ruszyła Adele. Kiedy Pinson wrócił po 3 latach do Anglii i się ożenił, biedna Adele wciąż tam była. Bez kontaktu z rodziną, zatraciła się w swojej chorobie całkowicie.  
Wcześniej, jej 19-letnia siostra utopiła się w Sekwanie razem  z mężem, pół roku po ślubie. To tragiczne wydarzenie wstrząsnęło całą rodziną, a Adele wpędziło w chorobę.

                                       Wybieramy się do St. Pierre.

 Wsiadamy do busika i czekamy. Nie ma rozkładu jazdy, pojedzie, jak się napełni. Najbardziej precyzyjna informacja- kursuje  raz na godzinę. A potem można jechać i jechać i podziwiać, czasami udaje się zrobić zdjęcie przez okno.


Ludzie wysiadają i wsiadają.



Małe miasteczko  St. Pierre położone jest u stóp wulkanu Montagne Pelée ( Łysa Góra). 

 W 1635 roku, sto lat po odkryciu wyspy przez Kolumba, zakotwiczył tu Pierre d'Esnambuc z setką ludzi, żeby zdobyć ziemię w imieniu Królestwa Francji.



 Łagodna i głęboka zatoka była idealna dla statków. Rdzenni mieszkańcy, Indianie Kalinas,  mamieni darami i obietnicami pozwolili Francuzom na osiedlenie się na północy wyspy. Jednak ci zaczęli się panoszyć i podbijać całą wyspę. Część indian uciekła na Dominikę i Św. Łucję. 

Legenda głosi, że po 4 latach stawiania oporu ostatni bojownicy popełnili samobójstwo skacząc z klifu, żeby uniknąć zniewolenia lub śmierci z rąk kolonizatorów. Na pamiątkę tego wydarzenia stoi wielki kamień nazywany "Grobem Karaibów".

St. Pierre zaczął się  rozwijać dynamicznie się na początku XVIII wieku i stał się ważnym portem. Handlowano cukrem, kakao, kawą, bawełną, ale także niewolnikami do pracy na polach trzciny cukrowej. 

Powstawały piękne budynki, ogromny teatr na 800 osób, a o mieście mówiono "Mały Paryż",  czyniąc z niego kulturalną stolicę  francuskich Antyli.

Tak było do tragicznego dnia, kiedy 8 maja 1902 roku w wyniku wybuchu wulkanu zginęło blisko 300 tys. ludzi. Ale o tym za chwilę.





Ciekawe czy na sprzedaż, zastanawialiśmy się. Od jakiegoś czasu wspinaliśmy się wąską uliczką,  a pot spływa karaibską kaskadą po plecach.  Właściciel kokosów wyszedł z domu widząc gapiów. Odpiłował czubki dwóch dorodnych sztuk i nie chciał żadnych pieniędzy.


       Na mango już się napatrzyłam, ale wciąż mnie fascynują takie powoje.


Drzewo chlebowe.


 Ponad miastem jest piękny, francuski cmentarz. Nie spieszy mi się do wiecznego spoczynku, ale  westchnęłam, że pięknie tu i wyjątkowo.


                                                                     Gąszcz bambusów.


Powoli wyłaniają widoki wywołujące bezwiedne okrzyki.


Stacja drogi krzyżowej pod bananowcem.

                     
       Jest nagroda, nieprawdopodobnie piękny widok. Mimo zmęczenia czujemy radość.



Ten budynek jest wierną rekonstrukcją Izby Handlowej sprzed wybuchu wulkanu, dzieło francuskiego architekta. Chciał odtworzyć świetność dawnego St. Pierre.

                                                 
                                                           Pocztówka sprzed tragedii.


Zaczął się budzić w styczniu 1902 roku.  

Rolnicy pracujący na zboczu wyczuli zapach siarki. Znaleziono wiele martwych zwierząt. Nastąpiła pierwsza mała erupcja, jednak nikogo to nie wystraszyło. Wysłana komisja zauważyła, że krater uważany za wygasły, jest wypełniony wrzątkiem. Rzeki spływające z wulkanu  wystąpiły z brzegów i spadł deszcz pumeksu. Mieszkający w pobliżu ludzie uciekli do St. Pierre, leżącego 7 km od wulkanu.


Pochodzący z Neapolu kapitan statku powiedział, że gdyby Wezuwiusz wyglądał tak, jak ta góra, natychmiast by uciekał. Tak zrobił, mimo, że statek nie był napełniony do pełna i straszono go karami.
 Na ulicach St. Pierre pojawiła się plaga mrówek, stonóg,  a potem  setki jadowitych grzechotników, uciekających z wulkanu. Od ich jadu zginęło 50 osób i wiele zwierząt.

Wyjątkowe zdjęcie, na chwilę chmury przestały przesłaniać szczyt.


5  maja sześciometrowa lawina błotna zniszczyła fabrykę cukru. Wybuchła panika, około 2 tys. mieszkańców opuściło miasto, ale kilka tysięcy przybyło z pobliskich wiosek.

Mimo tego komisja uznała, że nie ma zagrożenia, bo ziemia już się wyszalała. Zbliżała się druga tura wyborów do Zgromadzenia Narodowego, pierwsza nie wyłoniła zwycięzców. 

Burmistrz chcąc uspokoić ludzi, przybył z rodziną do miasta. Władze chciały zatrzymać wyborców za wszelką cenę, nawet zablokowano drogi.

Wybuch o indeksie 4, w siedmiostopniowej skali, spowodował największa katastrofalną erupcję XX wieku.


żródło: zywaplaneta.pl/najwieksze-erupcje-wulkanow

8 maja wulkanem wstrząsnęły trzy silne wybuchy, chmura pyłu przesłoniła niebo w promieniu 80 km. Lawina pędząca z prędkością 670 km/h dotarła do zabudowań w ciągu minuty. 

Miasto zostało całkowicie zniszczone, a wybuchy w gorzelniach i magazynach rumu dopełniły nieszczęścia. Liczba ofiar jest szacowana między 28-40 tysięcy. Dwukrotnie więcej niż w Pompejach.


      Znowu skryty za chmurami.

Ocalało tylko troje ludzi. 

Szewc przebywający za miastem, mimo, że ciężko poparzony, zdołał uciec.

  Havivra, młoda dziewczyna,  szła  do cukierni, kiedy zobaczyła wrzącą lawę, wsiadła na łódź i schroniła się w grocie. Usłyszała syk, kiedy chmura wulkaniczna zetknęła się z morzem. Wyłowiono ją dryfującą i nieprzytomną dwie mile od brzegu.

 "Zobaczyłam wtedy, że dno zagłębienia było zupełnie czerwone i jakby wrzące; wydobywały się z niego małe niebieskie płomienie. Zauważyłam trzech ludzi, uciekających szlakiem w górę krateru. Zniknęli w podmuchu niebieskiego dymu i upadli na ziemię jak martwi. [...] Kiedy tylko dobiegłam do głównej ulicy, zobaczyłam, jak wrząca ciecz przelewa się przez górny kraniec  i ścieka po zboczu. Najpierw płynęła drogą, ale kiedy strumień stał się potężniejszy, pochłonął domy po obu stronach drogi. Zobaczyłam, jak z innej części zbocza spływa wrząca czerwona rzeka i odcina drogę ludziom uciekającym z domów. [...] "

Trzecią ocalałą osobą był marynarz, uwięziony za pijackie rozróby w grubej, podziemnej celi. Ratownicy odnaleźli go po 4 dniach.

 Podróżował potem z cyrkiem po Stanach Zjednoczonych pokazując blizny i opowiadając historię wulkanu.

U wybrzeży miasta, na głębokości 60 m spoczywa wrak pasażersko-towarowego parowca Roraima. Innemu francuskiemu statkowi nie udało się tego dnia zakotwiczyć z powodu braku miejsca i zdołał odpłynąć.

Obecnie, na szczycie wulkanu znajduje się obserwatorium wulkaniczne, a  Montagne Pelée jest najlepiej zbadanym wulkanem na świecie.


Wróciliśmy tam następnego dnia, St. Pierre przyciąga. Z punktu widokowego zrobiliśmy zdjęcia zatoki i powędrowaliśmy na plażę.


Kapliczka. 


    Francuski malarz impresjonista.   Paul Gauguin spędził  tu kilka miesięcy. Ustawiał sztalugi przy  ścieżce, którą każdego ranka przechodziły kobiety idące na targ. 

Na głowie niosły kosze owoców, dojrzałe guawy, mango i kokosy. Był zafascynowany ich przelewającymi sie leniwymi ruchami. Namalował cykl obrazów. Za 5 lat ten świat przestał istnieć.


     
                                                   Plaża wulkaniczna z czarnym piaskiem.

Spacer na szczyt wulkanu można zobaczyć na krótkim filmie.


Ponad godzinę czekaliśmy na busa, stopa też nie udało się złapać. 
Zza tego tunelu słychać było muzykę, coś się działo w sąsiedniej wsi. Tam nam powiedziano, że mowy nie ma, żeby  dzisiaj kursowały busiki, a taksówek tu nie znają. Na szczęście zatrzymała się pani, która słyszała jak pytamy o transport. Zawiozła nas do Fort de France oddalonego o 30 km. i nawet nie spojrzała na przygotowane 20 euro. No to poszliśmy na pyszną kolację, żeby uczcić szczęśliwe zakończenie.


Mała miasteczko, liczące 5 tys, a  historię ma niezwykłą,  walki z Indianami, potem czarna karta niewolnictwa, straszliwy pożar i najdramatyczniejsze wydarzenie- erupcja wulkanu. Dzisiaj znowu spokojnie, pięknie, ludzie życzliwi, będę dobrze wspominać to niezwykłe miejsce. 
Następny odcinek,  Fort de France. 



42 komentarze:

  1. Wiesz co?
    Nie bede sie silic na madre komentarze, ale powiem Ci jedno.
    Ty powinnas pisac ksiazki podroznicze.

    OdpowiedzUsuń
  2. To byłoby wspaniałe podróżować bez limitu czasu i pieniędzy, poznać dobrze wybrany zakątek. Do tego mieć dar pióra i widzenia tego, czego inni nie zauważą i nie opiszą. Ale wiesz co? Nawet w tak ograniczonym zakresie wszystkiego bardzo lubię opisywać co widziałam i jakie to wywoływało emocje:)
    Dziękuję, zdaję sobie sprawę, że wypowiedziałaś wielki komplement:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest komplement, serio.
      To jest stwierdzenie faktu, piszesz nie tylko informujac o faktach i wydarzeniach historycznych z miejsc Twoich podrozy, ale robisz to z taka pasja, ze czytanie tych niby "suchych faktow" jest interesujace.
      Ja wiem co mowie, bo ja podrozuje przez pryzmat siebie:)))
      Jade, podoba mi sie lub nie i pisze tak jak JA to odbieram, bez zadnych dodatkowych informacji. Tak, ja jestem typowa blogerka.
      Ty majac taki talent i pioro marnujesz sie na blogu.
      Serio mysle, ze powinnas nad tym pomyslec, poszukac rynku... moze na poczatek nawiazac kontakt z jakims polskim biurem podrozy. Nawet jak wiele na tym na poczatek nie zarobisz to zyskasz doswiadczenie i zaczniesz doceniac siebie jako osobe kompetentna na rynku turystycznym, a to bardzo wazne.

      Usuń
    2. Podpisuję się obiema rękami pod Twoją opinią, Star. Eulampia powinna pisać ksiazki podróznicze. Widac jaka radosc sprawia jej nie tylko samo podrózowania, ale i zgłębianie historii miejsc, które odwiedza. Jestem zachwycona i wzruszona każdą kolejną opowieścią, którą tu czytam. Eulampia zauważa najciekawsze rzeczy, szuka czegos wiecej niz pocztówkowy widoczek, spogląda duszą. Chce się wędrować razem z nią i człowiek poprzez takei własnie głebokie, ciekawe opisy, czuje jakby tam z Eulampią był. To kawałek dobrej literatury. Przerastajaca blogowe pisanie. Zasługująca na wiecej!
      Eulampio kochana! Pomyśl o tym na powaznie!:-))
      (Potem napiszę wiecej a na razie zafascynowana historią Adeli H. Zabieram sie za oglądanie filmu z I.Adjani!:-))

      Usuń
    3. Jesteście kochane, dziękuję i cieszę się, że nie było za nudne. Jeszcze masę literówek wyłapałam:) Jestem pewna, że każda z Was również wyobrażałaby sobie miasteczko sprzed wybuchu i groza by ogarnęła na myśl co czuli uciekający ludzie. Historia jest niesamowita, nadająca się na film katastroficzny. Ha, blogowe pisanie zaczęłam niecałe pól roku temu, jestem żółtodziubem i wiele się muszę nauczyć.
      Ola, ja widziałam film z Adjani bardzo dawno temu, jak byłam głupią kozą i ta miłość wydawała mi się szalenie romantyczna. Teraz widzę tylko niezdrową obsesję, którą trzeba leczyć. Dziewczyna miała schizofrenię, wpłynęła na to tragiczna śmierć siostry. Przy okazji naczytałam się o Wiktorze Hugo, ponieważ bardzo wcześnie przeczytałam "Nędzników" i "Katedrę Marii Panny w Paryżu". Ależ z niego był erotoman, nie przepuścił nawet tej czarnej pielęgniarce, która odwiozła Adele. Żył jakiś czas na wygnaniu i tam pogodzone żona z kochanką mu towarzyszyły. Lubię a nawet uwielbiam rozpocząć poszukiwanie informacji i wpadać na nowe tropy. Z całego serca dziękuję za miłe słowa. chętnie podzielę się niesamowitymi historiami, ktore czekaja na swoją kolej, skoro tak miło odbieracie ten kierunek:)))

      Usuń
    4. Do Star, hehe namówiłaś mnie na bloga i posłuchałam, namówisz na dłuższą formę pewnie też posłucham. Rzeczywiście niewiele da się zamieścić w krótkim poście. Z biurem podróży może nie, ale ukaże się artykuł o Jemenie, mam nadzieję, że juz wkrótce:)

      Usuń
    5. Brawo!!!!!!!!!!!!
      Dopiero dzis tu zajrzalam, jakos nie mam czasu ostatnio, ale bardzo mnie cieszy ta wiadomosc. A gdzie ma sie ukazac artykul?

      Usuń
    6. Dzieki, juz przebieram nozkami z niecierpliowsci:)))

      Usuń
    7. To nie będzie nic nowego, zlepek z bloga, tyle , że fajnie będzie zobaczyć w innym miejscu:)

      Usuń
  3. Jestem pod wrażeniem. Piszesz i opisujesz z taką swoboda tak realistycznie , że po przeczytaniu stwierdziłam ze tam byłam i na własne oczy wszystko widzialam. Pozdrawiam z dalekiej
    Polski. B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało. Kiedyś wysyłałam Ci linki do zdjęć, ale to takie powierzchowne "opowiadanie", nie wiesz na co patrzysz. Zamiast zamęczać Cię opowieściami, wyżywam się opisując i możemy rozmawiać o czymś innym:)
      Dziękuję za miłe słowa, mam nadzieję, że Ci się podobało. Pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  4. Obejrzałam film o Adeli Hugo. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Tyle niepotrzebnej nikomu miłości, tyle smutku...Skojarzyła mi się trochę ta historia z opisem nieszczęsliwej miłości Celiny do Janusza Ostrzeńskiego z "Nocy i dni". Podobna, destrukcyjna siła obsesyjnej, nieodwzajemnionej miłości.
    I całą Martynika, poprzez zagubienie tej biednej, obłakanej istoty a potem poprzez straszliwy wybuch wulkanu i śmierć wielu niewinnych ludzi, naznaczona jest teraz dla mnie tragedią. Tak piękna wyspa a tyle nieszczęść. A są one tym wyrazistsze, że wyspa jest rajska. Jednak nawet raj nie jest oszczędzony. Nawet w idealnych miejscach działać moze zły los i pojawiać zwiazany z nim ból.
    Nie mogę napisac teraz nic wiecej, bo za mocno to wszystko przeżywam. W każdym razie dziekuję Ci Eulampio za kolejną, przepiękną, wzruszajacą podróz!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, wyżej napisałam, że jako wczesna nastolatka bardzo się zachwyciłam siłą miłości Adele. Teraz wiem, że to choroba, obsesja, wywołana wielką stratą. Sytuacja w domu rodzinnym, śmierć siostry ukochanej, to wpłynęło na jej stan, miała omamy, halucynacje. Wielka szkoda, bo to była piękna, mądra dziewczyna. Albert nie był jej pierwszą miłością, a ona nie była taka młodziutka jak I. Adjani. Potrzebowała leczenia. On się nawet jej oświadczył, byli parą, odrzucała go, dopiero kiedy zmienił front zapragnęła zostać jego zoną. Stracone biedne zycie.

      Zanim wulkan, zniszczyli indian, potem wstrętne niewolnictwo. Nie chciałam o tym znowu pisać, ale wrócę w następnej notce. Historia przemija, ziemia się odradza, rodzą się kolejne pokolenia, wyspa jest niezwykle piękna. Za mało czasu na wszystko, jaka szkoda, jednak wszystkie odwiedzone 4 wyspy były ważne. Cieszę się, że mogłam się tym wszystkim z Tobą podzielić, pozdrawiam serdecznie:))

      Usuń
    2. Ja się nie zachwyciłam tą miłością, ale obudziło sie we mnie ogromne współczucie i dla Adele i dla Alberta.Współczucie i zrozumienie, bo każda miłosc ma w sobie cos z opętania drugą osobą, z dziwnego, przeważnie niezrozumiałego dla innych uzależnienia. Bardzo łatwo przekroczyc granice szaleństwa. Kochać za mocno i nie być tak samo mocno kochanym.Wybaczać wszystko. Zatracać siebie.A film z Adjani wzruszył mnie. Lubię takie wzruszenie, lubię czuć coś mocno.
      Widziałam w necie na stronie o Adele H. kilka jej portretów. Jedne z nich, wypisz wymaluj - moja Estera z Karczmy!:-)

      Dobrze, że zniszczenia po wulkanie to historia, dobrze, że niewolnictwo to historia. Jednak w pamięci wyspy i ludzi to wszystko gdzies jest, jak wieczna rana. Tak ,jak w pamięci Polski są wojny, a w pamięci ludzi niesprawiedliwosc, podziały społeczne, wrogość aparatu państwowego itp. Zrodziliśmy siez tych historii, z pamięci. I oni, na Martynice też. Jest piękna, ale skaleczona. Kolejne pokolenia zaleczą te rany, o ile cos nowego nie stanie siew międzyczasie.

      Pooglądałam sobie jeszcze raz piekne zdjęcia, posłuchałam znowu śpiewu Josephine Baker, weszłam ścieżka na szczyt wulkanu. Nigdy tam nie będąc, byłam. Dziękuję, Eulampio!:-))

      Usuń
    3. Masz rację Olu z Celiną. To było takie wyniszczające i poniżające, kiedy on znudzony zawsze mówił- muszę iść. Albo pani Bovary. To chyba nie chodziło o miłość do konkretnego człowieka, tylko o zasypanie jakiejś wielkiej dziury emocjonalnej. Myślały, że ulży, jak zdobęda wzajemność. A to by działało tylko na chwilę, bo ze strachu, że odejdzie zatruły by im i sobie życie. Cieszę się, że podsunęłam pomysł na film:)
      Musisz mi powiedzieć koniecznie które zdjęcie przypomiina Ci Esterę.
      Ja też lubię zdecydowane treści, pewnie dlatego uwielbiam czytać kryminały z psychologicznym tłem.
      Ale fajnie, że podobała Ci się mentalna wycieczka:)

      Usuń
    4. Tego nigdy sie nie dowiemy, czy te nieszczęsliwe miłosci(Celiny, pani Bovary czy Adeli) gdyby były odwzajemnione przyniołyby szczęście tym biednym kobietom. Czy one w ogóle potrafiły być szczęsliwe? Może rzeczywiscie miały w sobie wielką dziurę emocjonalną a moze miały tylko pecha, że pokochały do szaleństwa tych, którzy tak kochać nie umieli? Ich miłośc paliła jak ogień, odstręczała coraz bardziej. A w miłosci bardzo często tak jest, że jesli nie zwraca sie na kogos uwagi, jesli sie go odsuwa a nawet poniża, to siła uczucia u tej odsuwanej osoby jest coraz większa. Na zmysły mężczyzn przeważnie najsilniej działały zimne, lecz tajemnicze femme fatale. Latali za nimi jak ćmy za świecą. A w momencie, gdy w końcu odpowiadały życzliwie na ich awanse - czar szybko pryskał (znasz "Wspólny pokój" Uniłowskiego"? Tam główny bohater zdobywa w koncu pannę Leopard? Przedtem ją uwielbiał,widziałw niej muzę, anioła a potem, po konsumpcji wydała mu sie ona nieciekawa i płaska. A mylił sie i przedtem i potem, bo nadmiar uczuc i niedobór uczuć tak samo potrafią zaćmiewać widzenie).
      I chyba we wszystkim chodzi o gonienie króliczka...

      A propos wyglądu Estery, to wyobrażam ją sobie jako podobną do siostry Adeli, Leopoldyny (wczoraj pomyliłam się, że to Adela). Zobacz sobie na tej stronie jest podobiznę. Te wielkie, smutne oczy, te usta, te włosy...
      http://p1.storage.canalblog.com/18/60/644218/57397569_p.jpg

      Historyczne i psychologiczne tło we wszystkim jest dla mnie najciekawsze. Dlatego bardzo lubie Twoje opowieści z podrózy, w których sie to pojawia. Dzięki temu zapamiętuję lepiej odwiedzane przez Ciebie miejsca. Mają teraz dla mnie duszę.

      Usmiech serdeczny zasyłam Ci o poranku i życzenia pięknego weekendu!:-))

      Usuń
    5. Bardzo podoba mi się to Twoja uwaga: "mylił się przedtem i potem, bo nadmiar uczuć i niedobór uczuć tak samo potrafią zaćmiewać widzenie". Idealne podsumowanie, bo nikt nie jest aż tak wyjątkowy, żeby się zatracać i "zbiegać za jednym klejnotem pustynie o raz iść w toń za perłą o cudu urodzie", że tak polecę poetą. Za sobą trzeba iść, bo tylko rozwój i świadomość wyleczą rany. Gdyby ludzie potrafili przegonić demony i siebie akceptować, potrafiliby tez dobrze kochać innych. Nie tylko tych, którzy odrzucają. Taki chory taniec się tworzy, nieosiągalne jest bezpieczne i zawsze ekstremalnie. W codziennej rutynie czegoś by zabrakło. Zdobyty obiekt nie byłby taki wyjątkowy, własnie dlatego, że dał się zdobyć. Inny człowiek może być tylko towarzyszem, nie lekiem.
      Odsyłam uśmiechy i również życzę wyjątkowo pięknego dnia.

      Usuń
  5. Niesamowicie realistyczna relacja.Piękne fotografie, budynek Izby Handlowej w niezwykłej formie, plaża wulkaniczna...wszystko z przyjemnością zobaczyłam i zrobiło na mnie wrażenie. Kocham podróże ale niestety, mogę sobie na razie pozwolić raczej na te bliskie. Natomiast za sprawą takich blogów jak Twój mogę też podróżować daleko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najważniejsze, że z przyjemnością i cieszę się, że Martynika Ci się podobała.:) Ja też długo mogłam sobie pozwolić tylko na bardzo bliskie podróże i one też są wspaniałe i ważne. Dzięki za odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Widoki przecudne, uwielbiam takie miejsca, a na dodatek z przepięknymi historiami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję, jakoś tak inaczej się patrzy na zatokę, pamiętając o historii:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubie czytac takie historie, miejsce piekne, widoki jeszcze piekniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich historii nazbierałam całkiem sporo. Widoki są naprawdę cudne, dzięki za odwiedziny, pozdrawiam.

      Usuń
  10. Zupełnie inna rzeczywistość i zdecydowanie warto się tam wybrać. Patrząc tylko na zdjęcia i czytając Twoje wrażenia chcę tam pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To część UE, francuskie Karaiby, pewnie niewiele osób wie, że to jest dość łatwo osiągalne z Francji:)

      Usuń
  11. Bardzo ciekawy post, bardzo piękne miejsce i zdjęcia oddające ten urok. Erupcja wulkanu to okropna tragedia, ale człowiek z przyrodą nigdy nie wygra (choć stara się walczyć)...

    OdpowiedzUsuń
  12. To prawda, ale na szczęście zgliszcza są znowu porośnięte bujną tropikalną roślinnością. Dominika obecnie jest w opłakanym stanie po huraganie, ale te wyspy potrafią szybko się odradzać na szczęście. Dziękuję za miłe słowa")

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie tam i fajny opis wplatany w historie. Nie mogłabym mieszkać w pobliżu wulkanu. Pod tym względem nasz kraj jest dużo lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  14. To prawda, w dodatku na Karaibach szaleję potężne huragany. Jednak fajnie znalezc się w takim raju na trochę, szczegolnie jak w Polsce zima nie chce odejsc.

    OdpowiedzUsuń
  15. Właśnie wspinam się kolejno na wulkany Indonezji i to bardzo ekscytujące. Przepiękne są Twoje zdjęcia, chętnie tam pojadę na następną wyprawę

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytalam Twoją relację ze wspinaczki na Gungung Merapi, niesamowita przygoda. Jesteś bardzo odważna, na pewno łatwo nie jest. Coś jest fascynującego w tych potworach, kiedy zaczęłam o nich czytać, to bardzo mnie wciągnęło. A widoki wschodu słońca ze szczytu co musi być coś niezapomnianego. Chętnie przeczytam więcej relacji, uważaj tam na siebie Pszczółko:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Już dawno powiedziałam Ci, że Twój talent pisarski marnuje się. Wtedy jeszcze nie prowadziłaś bloga, więc nie wiedziałam w jakiej dziedzinie sprawdzisz się. A teraz wszystko jasne. Reportaż, może książki podróżnicze lub przewodniki turystyczne? Kolejne piękne zdjęcia, ale wątki historyczne, które wplatasz w opis, są bardzo ciekawe i blog też. Baska

    OdpowiedzUsuń
  18. Twoja opinia ma dla mnie szczególne znaczenie, dziękuję Ci:) Historia odkrywana dla przyjemności, z daleka od szkoły, jest fascynująca, tylko wplatać. Przekornie odpowiem, że Twoja niespotykana naturalność i przejrzysty, piękny styl również powinny znalezc ujście. Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziekuję Eulampio za Twoje opowieści, tak realistyczne, iż ma się wrazenie, że jest się własnie w tym miejscu, włócząc się wraz z Tobą po urokliwych uliczkach St. Pierre.
    Tak, czytając te relacje chciałoby się tam natychmiast pojechać i zakosztować tego raju, choć przez chwilę.
    Bardzo ciekawie to opisujesz, wplatając jednocześnie wątki historyczne, jak np. ta historia o Adeli H. Nie znałam jej, tym bardziej mnie to zaciekawiło,może kiedyś obejrzę film, albo przeczytam biografię... chociaż takie obsesyjne, szaleńcze miłośći jak ta, albo Celiny już nie za bardzo mnie pociągają... wolę być po słonecznej stronie życia. Twoje opowieści są zdecydowanie ciekawsze i niosą pozytywną energię. Tak, taką książkę podróżniczą przeczytałabym z wielka chęcią. Powinnaś więc o tym poważnie pomyśleć.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziękuję, nawet nie wiesz jak mnie to motywuje do dalszego pisania. Cała zabawa polega na tym, żeby dowiedzieć się fajnych rzeczy o miejscu w którym się jest. Coś, czego nie ma w przewodnikach. Wtedy cała wyprawa nabiera większego sensu i smakuje przygodą. Może nie każdy czytał Wiktora Hogo, ale pewnie każdy kojarzy film "Dzwonnik z Notre Dame", a życie samego pisarza, to tez temat na film. Teraz pochłonęły mnie losy Józefiny Bonaparte i jej potomstwa, nie o wszytskim wiedziałam, mimo, że postać znana. Wszystko się ze sobą wiąże, mimo setek lat. Poważnie to pomyslę o rozwinięciu bloga i poprawieniu niedzarnych początków. Pozdrawiam gorąco Amelio i bardzo Ci dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytałam jednym tchem! Taka piękna, egzotyczna wyspa z tak przejmująca historią... Najbardziej uderzyło mnie zdanie o trójce ocalonych i wspomnienia przerażonej dziewczyny. Mam nadzieję, że już nic podobnego się tam nie wydarzy, choć życie w cieniu wulkanu jest nieprzewidywalne...

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziękuję, bardzo się cieszę, że moje kopanie w historii wyspy ma fajny odbiór. Ja tez mam nadzieję, że nic zlego ich nie spotka, czytalam, że mają najlepszą aparaturę do badania wstrząsów, wszystko da się przewidzieć. Na szczęście ostatnie huragany ich ominęły.
    Tak, relacja dziewczyny była przejmująca, zachowała zimną krew i uratowala się.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Garść ciekawych wiadomości okraszona pięknymi zdjeciami! Chciałabym się tam znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziękuję Ci za odwiedziny i miłe słowa:)

    OdpowiedzUsuń

Nie odchodź bez słowa.

Wyjątkowe miejsca

Copyright © 2016 PAKUJ WALIZKI , Blogger