Gwadelupa


Cel karaibskiej wyprawy był czysto wakacyjny, po słońce i egzotyczną przyrodę. Zainspirowaliśmy się serialem kręconym na Gwadelupie i tym razem zamiast
zabytków chcieliśmy eksplorować lasy deszczowe i plaże. Jednak zagłębiając się we wstrząsającą historię tych wysp, okazało się, że jest bardziej namacalna niż  najsłynniejsze ruiny. Żyje, ma odbicie w muzyce, strojach, kuchni. Bo 200 lat niewolnictwa wypaliło blizny. Zdumiało mnie to, że z bajecznie pięknej wyspy wyniosłam dużo więcej niż wspomnienie pięknych widoków i plaż.

Ciekawostką jest, że Gwadelupa, podobnie jak inne departamenty zamorskie, jest integralną częścią Francji i Unii Europejskiej, jest także w strefie euro. Nie jest jednak częścią strefy Schengen.  Jest trochę ja jak na południu Francji. Bagietki, rogaliki, paszteciki w piekarniach,  sklep Yves Rocher i francuski język.  Na szczęście tylko trochę.

Pierwszymi mieszkańcami Gwadelupy, podobnie jak na St. Lucia i Dominice,  byli Arawakowie, pokojowe plemię indiańskie, świetni  rybacy i żeglarze.   Nazwali ją "Wyspą pięknych wód". Byli poligamiczni, kacyk mógł mieć nawet 30 żon. To był wielki zaszczyt dla kobiety.
Około IX wieku wyparli ich indianie Karib, kanibale, amatorzy hiszpańskich rabusiów.
Flota Krzysztofa Kolumba wylądowała 3 listopada 1493. Nazwał wyspę Santa María de Guadalupe, jak obraz  czczony w  hiszpańskiemu klasztorowi.

 Gwadelupa (pozostanę przy spolszczeniu) została zaanektowana przez Francję w 1674 r. . Przez kilka stuleci  statki regularnie przywoziły Afrykanów do przymusowej pracy na plantacjach trzciny cukrowej. Po Rewolucji Francuskiej niewolnictwo zostało zniesione  w 1794 roku. Tym samym wszyscy niewolnicy stawali się obywatelami francuskimi, równymi wobec prawa, niezależnie od koloru skóry.

Po ośmiu latach, Napoleon Bonaparte postanowił przywrócić niewolnictwo. On i cesarzowa, Josephine de Beauharnais (jej rodzina handlowała ludźmi), nie mogli zaakceptować tego, że imperium francuskie kurczyło się na Karaibach.

Do stłumienia powstania na Haiti,  wysłano 3 tysiące polskich legionistów. Jednak po przyjeździe na wyspę wielu Polaków nie chciało walczyć i pomagało byłym niewolnikom. Około trzystu z nich pozostało na  na  Haiti.  Dziś wielu mieszkańców przyznaje się do polskiego pochodzenia.

Historia buntu niewolników na Gwadelupie jest długa i dramatyczna. Masowe rozstrzeliwanie tylko podsycały opór, więc Francuzi wymyślali coraz bardziej sadystyczne sposoby egzekucji. Gdy trzeba było szybko opróżnić więzienia i zrobić miejsce dla nowych więźniów, zabijano bardziej humanitarnie.

Chciałabym przybliżyć sylwetki bohaterów, którzy zrobili na mnie ogromne wrażenie.

 Louis Delgres, mulat, bohater walki o wolność, urodził się na Martynice, jako wolny człowiek.  Zdobył doświadczenie militarne  walcząc  o Francję z Anglikami.  W 1802 roku został mianowany pułkownikiem armii francuskiej.

Delgres stanowczo sprzeciwił się przywróceniu niewolnictwa.  Napoleon, którego wcześniej podziwiał, w jego oczach stał się zdrajcą rewolucji.

Po długiej walce, czując, że nie uda się pokonać  Francuzów, Delgrès i około 300 jego ludzi  pozwolili wrogowi się zbliżyć, a następnie  podpalili zapasy prochu. Wysadzając się,  spowodowali śmierć około 400 francuskich żołnierzy. Wybrali samobójczą śmierć, zamiast łańcuchów, tortur i egzekucji.

Solitude- Samotność, takie imie sobie wybrała jedna z największych bohaterek powstania niewolników. Została liderką i brała udział we wszystkich walkach.
Jej matka została porwana w Afryce i zgwałcona na statku  przez marynarza. Jasny kolor skóry córki, przypominał o koszmarze. Uciekła z plantacji, kiedy dziecko miało 8 lat.
Po śmierci Delgresa i jego ludzi, Solitude została uwięziona, ale egzekucję odroczono,  ponieważ była w ciąży, a nienarodzone dziecko stało się  własnością jej właściciela.
Urodziła synka 28 listopada 1802 r,  następnego dnia została powieszona. Miała 30 lat, kiedy ją poprowadzono na śmierć. Trudno było ją rozpoznać, wyglądała jak staruszka a  jej włosy kompletnie posiwiały. Dziś imieniem  Solitude nazywane są place, aleje, biblioteka i sala muzealna na Gwadelupie.

 Niewolnictwo zostało ostatecznie zniesione na wyspie (i we wszystkich dobrach francuskich) 28 maja 1848 r. Z inicjatywy Wiktora Schoelchera .

Ta podróż nauczyła mnie zwracać uwagę na każdy szczegół, bo wszystko się łączy z przeszłością. Nawet  piekne, kolorowe stroje.

"Doudou" to określenie atrakcyjnej, kolorowej kobiety z Martyniki i Gwadelupy, czyli z francuskich Karaibów. 

Strój kreolski pochodzi z okresu niewolnictwa, kiedy w święta, afrykańskie kobiety zrzucały uniform roboczy i stroiły się w jaskrawe kolory. 
Z kwadratowego lub prostokątnego kawałka materiału tworzyły wymyślne stroiki na głowę. 
 Nakrycie to ma swój kod:
jedna zakładka  - jestem singlem
dwie  - jestem mężatką
trzy - jestem owdowiała lub rozwiedziona
cztery  - akceptuję każdego, kto próbuje.

Niewolnicy mieli prawo do odzieży, lub 7,52 m. tkaniny.  Madras, to prosta, bardzo kolorowa kratka, pochodząca z  Madrasu w Indiach.  W ten sposób zaczęła powstawać kreolska moda. Jest mieszanką stylu europejskiego, afrykańskiego i azjatyckiego.
 Koronkowa haleczka jest z Francji, z Bretanii, a zwyczaj owijania głowy i biżuteria z Afryki.


Kratka jest na serwetkach, obrusach i oczywiście w licznych sklepach z materiałami.

Byłam zafascynowana wzorami i elegancją.



Całe stroje w pełnej krasie.

Pointe-à-Pitre,  inaczej "Cypel Piotra", na pamiątkę holenderskiego marynarza, który w XVII wieku tu przypłynął. 

Widać słynny rynek przypraw. 

Buteleczki z ponczem, dekoracyjnie przewiązane kratką madras. Po degustacji od razu zakupiliśmy dwie. Po lewej widać kawałki ananasa, marakui, guawy. Dosłodzone syropem z trzciny cukrowej i zalane rumem było przepyszne!


Niżej, w białych wiaderkach przechowywane są laski wanilii. W naturze, zapylenia kwiatów wanilii mogą dokonać tylko niektóre gatunki kolibrów i endemicznych pszczół. Kwiaty wanilii uprawianej na plantacjach, zapyla się  ręcznie. To trudne, bo otwiera się tylko na kilka godzin, między 3 a 10 rano, a następnie umiera i nie wszystkie  otwierają się tego samego dnia. Owocuje dopiero kilka miesięcy po zapyleniu, owoce przypominające fasolkę szparagową. Zbiera się zanim dojrzeją, poddaje się fermentacji i długiemu procesowi suszenia. Dlatego ta przyprawa jest bardzo  droga.
Na tym rynku 30 lasek  kosztowało 20 euro. Zalane rumem w buteleczkach, za kilka miesięcy zamienią się w mocną esencję. Już pachnie nieziemsko, potrząsam codziennie. Z kilku wybrałam nasionka i  mam swój cukier waniliowy.


Gałka muszkatołowa, anyż, goździki, karaibskie mieszanki do mięs i ryb, wąchałam wszystko i kichałam. Udane zakupy będą mi długo przypominały ten dzień..

Udało mi się odciągnąć Krzysia od figurek Rasty, zdążył utargować ze 120 do 40 euro.



Uśmiecham się codziennie do paru Doudou, która zamieszkała na mojej lodówce.

Tablice na Gwadelupie.

Miasto jest pełne sklepów i turystów. Artysta maluje wprost na ubraniach i twierdzi, że się nie zmyje.

Miseczki wykonane z zielonych, wielkich kul, rosnących na drzewach.


Jest statek wycieczkowy, tym razem "Viking".

Gwo-ka to muzyka Gwadelupy, która powstała z cierpienia, stworzona przez niewolników. To nie tylko muzyka, ale cały styl życia, który pochodzi od  afrykańskich przodków. Sposób mówienia, tańczenia, duchowość.

Pomnik Marcela Lollii, zwany "Vélo" grającego gwo-ka.

Francois Ladrezeau, książę muzyki gwo-ka. Ale o tym, że książę dowiedziałam się dopiero po powrocie. Muzyka ta,  jest   wpisana na listę UNESCO niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości


Kolorowo, jak to na Karaibach, można spacerować godzinami i podziwiać.



Muzeum Victora Schoelchera powstało na cześć człowieka, który walczył  o zniesienie niewolnictwa, nie tylko na Gwadelupie, ale na całym Karaibach. Oddał Gwadelupie swoje zbiory, zgromadzone podczas podróży, żeby umożliwić biednym dostęp do kultury.

To francuski abolicjonista, dziennikarz. Po raz pierwszy spotkał się on ze zjawiskiem niewolnictwa podczas swojej podróży do Meksyku, na Kubę i na południe Stanów Zjednoczonych. Po powrocie do Francji zaangażował się w walkę z nieludzkim systemem, tworząc w 1834 roku Towarzystwo Abolicyjne. To dzięki jego wysiłkom Francja zniosła niewolnictwo we wszystkich swoich koloniach.

Kościół Św. Piotra i Pawła.

Przestałam podziwiać kwiaty i weszłam do kościoła, bo przywabił mnie spiew.




Scenki uliczne.

Mnóstwo murali pokrywa mniej piękne budynki.


To zawadiackie słoneczko mnie zauroczyło.

Kilka kilometrów za miastem jest piękna plaża, prawie bez ludzi. Woda, do której można wejść bez wzdrygnięcia. Zapamiętać trzeba, żeby było co przywołać jak za oknem zrobi się ponuro.



Następna wyspa- Martinique. Jest francuska, więc wszystko odbywa się sprawnie.

   TUI, znajomek z Dominiki również odpływa.

Za mało czasu mielismy. Tyle jeszcze zostało do zobaczenia. Może następnym razem. Za niecałe 2 godz. będziemy na Martynice. Zapraszam do wcześniejszego wpisu "Śmierć pod palmami na Gwadelupie" oraz do zostawiania mnóstwa komentarzy. 

18 komentarzy:

  1. Dziękuję, Eulampio za kolejną przepiękną opowieśc ilustrowana niesamowicie kolorowymi zdjęciami i filmikami. Tak to wszystko opisujesz, przerózne ciekawe aspekty przyblizasz, że aż człowiek czuje jakby sam tam był. Kwestia niewolnictwa i walk o wolnosc - przejmujące historie. Wstrząsajacy los Solitude. Większosc białych w tamtym czasie miała chyba serca z kamienia. A juz Napoleon Bonaparte okazał sie po prostu okrutnym szubrawcem, dla którego liczy sie tylko zysk.
    A te cudowne stroje!:-) Och, napatrzeć sie nie mogę.Jakie kolory, jakie udrapowania. Chyba każdej kobiecie byłoby ładnie w czyms takim, nawet nei kreolce. Juz to widzę, że wdziewam na siebie taką suknię w niebieską kratkę, do tego niesamowity stroik na głowę i tańczę na łące do kreolskiej muzyki!:-))
    Raj pachnących przypraw! Szkoda, że nie można w internecie jeszcze pokazywać zapachów zdjeciami. Ale pewnie kiedys i do tego dojdzie, bo wyobraźnia nie ogarnia tylu cudownych woni,ich mieszanki, ich świeżości i unikalności. Cudne te zielone miski!Takie ekologiczne! Ciekawe, czy jak zieleń zwiednie, to jeszcze sie do czegos nadają? U nas by sie coś takiego przydało zamiast wszechobecnego plastiku!
    Plaże przepiękne! Czyściutkie, biało - turkusowe. Nic tylko isć przed siebie i cieszyc sie dotykiem oceanu na nagich stopach, cieszyc sie życiem!I tańczyć w wodzie, i śmiać się!Zostać na chwilę Kreolem!:-))
    Dziękuje Ci za tę ucztę dla oczu, wyobraźni i zmysłów!:-))***

    OdpowiedzUsuń
  2. Cała przyjemność po mojej stronie, Olu:) Tak jak już wspominałam wczesniej, wszystko się z sobą łączy i nie można wspomnieć o muzyce, czy strojach nie zagłębiając się w rodowód tego wszystkiego. Anglicy, Francuzi mają wstydliwe karty w historii. Nami wstrząsnęły potworności Niemców, bo dotyczyły Europy, ale tamci przez wieki znęcali się nad ludzmi. Wystarczyło odhumanizować, uznać, że są podgatunkiem i sumienie czyste. Belgijski król Leopold zmasakrował ludzi w Kongo. Ciekawostka jest to, że St. Martin jest na wpół francuski i holenderski. Każda wyspa jest inna, ciekawa, porywająca. Już zapomniałam jak mi było gorąco, uz bym tam wracała:)
    Myślę, że miski sporo wytrzymają, najwyżej stracą kolor. Wiele trwałych rzeczy robi się z palmowych liści. Przyprawy wspaniałe, aromatyczne tak, że aż mi było wstyd z powodu kichania. I dużo tańsze niż gdziekolwiek. Już mam specjalny młynek do gałki muszkatołowej. Plaża działa niezwykle, człowiek zaczyna się szeroko usmiechać. Woda zmienia kolory zależnie od tego jak przyświeci słońce. I masa cudownych owoców do spróbowania, które nigdzie indziej nie osiągaja takiej słodyczy. Ale to przy okazji Martyniki. Też jest bardzo piekna, malownicza, z widoczkami i plażami.Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóz to! U nas Niemcy, tam Francuzi, Anglicy, Belgowie albo Amerykanie. W każdej nacji, niby tak cywilizowanej i niby tak bliskiej, tkwią potworności. I w nas tkwią, niestety...W nas, jako w narodzie i w każdym z osobna. Trauma, zawiść, rewanż, złość, bezradnośc, duma, pogarda, wstyd...
      A ci ludzie z wysp tacy piękni, tacy wytrwali, mimo wszystko umiejący zachować swoją odrębnosć, tradycje, koloryt, siebie...Cudnie byłoby zbliżyć sie z jakąś autochtonką, albo i z całą rodziną stamtąd. Posłuchać wiecej opowieści z pierwszej ręki. Popatrzeć jak żyją tak zwyczajnie, na codzień. Mieszkajac w Au też czułam taki niedosyt, zaledwie musnięcie tajemnicy...Nie da sie poznać wszystkiego. Jesteśmy przechodniami.Widzami w kinie. To tu, to tam...A życie płynie. Wszędzie po swojemu, intensywnie, we własnym tempie. Ale wiesz? To, co opisujesz ma w sobie tyle prawdy, smaku i zapachu, tyle wzruszenia i ciekawości , że i ja to czuję. Razem z Tobą.Jakbym tam przez chwile była. I to jest piękne uczucie!:-)*

      Usuń
    2. Z tego własnie powodu, żeby poznać ludzi, często zamiast hoteli wybieramy małe pensjonaty, rodzinne. Tak było w np. Peru. Również od kierowców, z którymi się spędza cały dzień mozna się dowiedzieć wiele o polityce, czy warunkach życia. Na St. Lucia i Dominice ludzie byli bardzo przyjazni, kraje bardzo biedne. Na wyspach francuskich czuło się niechęć do białych. Kramarki niecierpliwe, robiłam zdjęcia tam, gdzie zakupy, były szorstkie. No, ale ich prawo, maja powody nie lubić białasów. Za to w szkole, gdzie uczyłam się angielskiego, czarne kobiety prosto z Afryki upatrzyły sobie mnie na koleżankę. To było fascynujące gadać o gotowaniu czy ich rodzinach. Jedna miała 10-=ro dzieci, kolejna ojca z 4 -ma zonami. Tam gdzie się jest tylko turystą jest trudniej o takie spontaniczne znajomości. Fajnie, że to tak wszystko odbierasz, cieszę się bardzo:)

      Usuń
  3. Pieknie, zachwycily mnie te stroje w sklepach, to naprawde cos slicznego.
    Muzyka tez jest bardzo bliska mojemu sercu, takie rytmy gleboko zapadaja czlowiekowi w podswiadomosc i serce. Muzyka, ktora zrodzila sie w bolach niewolnictwa, podobnie jak ulubiony przeze mnie amerykanski blues.
    Piekna, kolorowa wyspa, a do przypraw obie mamy slabosc;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Piękne te stroje są, mistrzynie igły i fryzjerstwa. Nawet maleńkie dzieci mają misterne fryzurki. Jakoś mocno przeżyłam te wyspy i chociaż Dominika najbardziej zmaltretowana, to mam ogromny sentyment. Cudownie jest poznawać i kolekcjonować te wszystkie przyprawy a jakich nawet nie słyszałam wcześniej.

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy post, taka mieszanka wszelakich uczuć. Przerażenie niewolnictwem, zachwyt nad kolorowymi budynkami i piękną plażą. Bardzo spodobały mi się regionalne stroje, prześliczne są, takie kolorowe, takie inne. Fajowe. :) Lubię, no lubię, kiedy zatapiam się w jakiś post i czuję atmosferę danych miejsc. Bardzo przyjemna i bardzo ciekawa fotorelacja. :)

    Radosnych dni, pozdrawiam. :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Zrobiłas mi prawdziwą przyjemność Agnieszko pisząc, że poczułas atmosferę tych miejsc, dziękuję. Czułam, że pokazanie tylko widoczków i plaż nie będzie w porządku.
    Tobie tez zycze radosnych dni:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wejdę Ci tu w słowo. Wszyscy pokazują widoczki i plaże. To aż nudne, bez podszewki, bez głębi. Ty pokazujesz znacznie więcej. Przyblizasz człowieka. Pozwalasz si ewczuc w los tych ludzi, w bolesnosć ich historii. Dzieki temu Kreole staja sie tak bliscy, jakby z nami sąsiadowali. Zresztą, moze i sąsiadują. Mentalnie.

      Usuń

  6. Oj, Olu dziękuję:) Postaram się podążać w tym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejny rewelacyjny post. Zaczynam się wciągać w Waszą opowieść, jak w dobry serial. ;)

    Btw, te stroje i nakrycia głowy są niesamowite. Przypominają mi nieco ubiory pań paradujących po brazylijskim Salwadorze. W tamtym mieście też wyczuwa się afrykańskie klimaty; obecne są afrykańskie tradycje, które mocno zakorzeniły się w lokalnej kulturze. A właściwie ją współtworzą. I w tamtym przypadku to także pokłosie niewolnictwa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za dobre słowo:) Z wielką przyjemnością poczytam o Brazylii, to nasze marzenie. To takie niezwykłe, że miały jeszcze ochotę podobać się stroić, tworzyć, pewnie dzięki nielicznym odświętnym chwilom czerpały siłę. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow ale tam pięknie. Kolejne miejsce do odwiedzenia... ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zycia zabraknie i czasu na wszystko:)

      Usuń
  10. Pasjonująca relacja! Egzotyka w pełnej krasie. Cieszę się również z tego, że Polacy nie muszą się w tamtych rejonach szczególnie wstydzić tego, co robili ich przodkowie. Ogólnie nie trudno zauważyć, że kraje europejskie, które teraz uchodzą za bogate, to bogactwo zbudowały na ludzkiej krzywdzie i drenażu swoich kolonii. A ja wiem, że historia zawsze się odwraca �� dziękuję za kolejną, wartościową relacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Francja chociaż się poczuwa do pomocy, Martynika i Gwadelupa mają dofinansowania z Unii, jak każdy europejski kraj. Anglicy się od swoich dawnych kolonii odcinają. Bardzo bym chciała wrócić na karaibskie wyspy, a Wam życzę wyjazdu na Dominikę. Biedna, ale taka bardziej dzika i ludzie bardzo przyjacielscy.

      Usuń
  11. Zszokowana jestem jaka trudna historia i jest przeszłość tej wyspy...
    Cały Zachód jest bogaty, bo dorobił się na niewolnictwie i koloniach, Polska ich nie miała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też o tym myślałam, nawet Niemcy mieli jakieś swoje kolonie w Hondurasie i Gwatemali z plantacjami kawy. Ale po zagłębieniu się w historię o udziale Napoleona w przywrócenie niewolnictwa, przypomnialam sobie fragment naszego hymnu:
      "Dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy". Straszne to jest, mordowali niewolnikow z wyjątkowym okrucieństwem.

      Usuń

Polecam

Copyright © 2016 PAKUJĘ WALIZKI , Blogger