Białasy z Karaibów. St. Lucia.


Białasy swoja karaibską przygodę rozpoczęli od  St. Lucia. Niemal każdy kwiatek czy  dziki krzaczek widziałam wcześniej zadoniczkowany. Na wolności rosły bujniej, owocując i kwitnąc nieprawdopodobnie. Szłam z nosem przy ziemi, albo zadzierając głowę, nie co dzień wpada się na ananasa, albo widzi  karambolę na drzewie. Odkryć, że wiązkę bananów poprzedza wielki fioletowy kwiat, a guawa jak gruszki dziczki obsypuje drzewo, to jak znalezienie skarbów.  Kokos spada na jakieś badyle, wypuszcza długie korzenie aż sięgnie do ziemi od razu się zieleniąc. Zeby tylko! To wszystko na tle Morza Karaibskiego testującego wszystkie odcienie turkusu i niebieskości.

 Welcome to Paradise, słyszeliśmy. 




Między 1000 a 500 rokiem p.n.e. St. Lucia była zamieszkała przez Ciboneys, łowców i zbieraczy, przybyłych z Ameryki Południowej. 
Potem dotarli tu spokojni Indianie Arawak, budowali łodzie, byli biegli w garncarstwie i tkactwie. 

Około 800 roku agresywni Indianie Carib przejęli nad nimi kontrolę, zabijając i porywając ich kobiety. Karibowie do dziś żyją na wyspach.

Do XVII wieku nie było śladów europejskiej obecności, dopiero korsarz Francois le Clerc, stworzył małą bazę na Wyspie Pigeon, skąd wyruszał polować na pełne skarbów hiszpańskie galeony. 

Pierwsza grupa  angielskich kolonistów w liczbie 67 trafiła na Świętą Łucję kiedy zgubili kurs, wybierając się na Gujanę. Kupili ziemię od Karibów, ale po miesiącu było ich tylko 19 uciekających w popłochu na canoe.

Następnie przez półtora wieku trwała angielsko-francuska rywalizacja o wyspę. Aż 14 razy wyspa przechodziła z rąk do rąk. Dlatego obok języka angielskiego mieszkańcy mówią kreolskim francuskim, zrozumiałym również na innych wyspach. Pierwsze osady były francuskie, jak Soufriere. Po długiej serii bitew ostatecznie Brytyjczycy zdobyli wyspę.  

Żyzna ziemia, pochodząca z ogromnego wulkanu, który stworzył wyspę, czyniła z niej idealne miejsce do uprawy trzciny cukrowej.  Pierwsza plantacja została założona przez dwóch Francuzów w 1765 roku. Piętnaście lat później działało ponad 50 cukrowni. Do pracy w morderczych warunkach sprowadzano niewolników z Afryki.


Brytyjczycy zlikwidowali handel ludźmi w 1834 roku, ale jeszcze przez 4 lata zmuszano ich do darmowej pracy.

Dlatego po wyzwoleniu nie chcieli zostać na plantacjach, właściciele zmuszeni byli szukać alternatywnej siły roboczej z Indii. To dlatego można w kreolskim daniu poczuć smak curry.  

W USA Kreolami nazywa się potomków francuskich kolonizatorów, na Małych i Wielkich Antylach nazywa się tak każdego rodowitego mieszkańca.

Przemysł cukrowniczy, który upadł przez ponad sto lat po zniesieniu niewolnictwa, zniknął w latach sześćdziesiątych, kiedy banany stały się głównymi plonami w rolniczym przemyśle wyspy.

Kraj pozostał pod brytyjską koroną, aż do uzyskania niepodległości  w 1979 roku, w ramach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, które posiadają wspólna walutę: Eastern Caribbean Dollar.


Z lotniska pojechaliśmy od razu do  Soufriere  (założonego w 1746 r. przez Francuzów). 


Przygotowując się do podróży, oglądałam filmy na you tube, które niewiele miały wspólnego z rzeczywistością, takiego świata nie ma. Bo mało kto spędza wakacje w bajecznym hotelu, $800 za dobę. 
 Na szczęście widoki są dla wszystkich. Wyspa, to nie tylko niezwykła tropikalna przyroda i morze, to przede wszystkim ludzie. Z dala od drogich hoteli, w realnym świecie, jest dość biednie i drogo. Ludzie żyją w skromnych domkach, które pomalowane na żywe kolory, najpiękniej wyglądają z daleka.



Śniadanie na wolnym powietrzu, było bardzo przyjemne. Każdy pozdrawiał nas,  słyszeliśmy "enjoy your breakfast". Dzieci w mundurkach szły do szkoły, dziewczynki ze starannie zaplecionymi warkoczykami, aż nie do wiary na ile sposobów można je zaplatać.






                                                              Poranny targ, kolejka po ryby.


Woda kokosowa jest tak orzeźwiająca i bogata w składniki pokarmowe, koniecznie trzeba się napić.


Tak niewinnie wyglądała uliczka, którą się wspinaliśmy, żeby zobaczyć miasteczko z góry. Ale już widać, że nie są to rośliny jakie przywykłam oglądać w swoim życiu.


Z powodu huraganów domy buduje się na wysokich palach.

Zaczynają się zachwycające widoki. Chociaż ciężko iść pod górę w ponad 30-stopniowym upale, to nogi same przebierają, chce się wszystkiego doświadczyć, dotknąć, powąchać.


Znalazłam dół, w którym leżała taka podobna kiść bananów, przykryta liśćmi, pewnie przyspiesza się dojrzewanie w ten sposób. Kwiat jest jadalny, po oderwaniu najciemniejszych warstw, dociera się do smacznej części. Można smażyć placuszki albo jeść na surowo.


Trochę trwało, zanim zrozumiałam co to jest. Mój pierwszy kakaowiec. 

 Pierwsze plony pojawiają się na 5-letnim drzewku i mocno kwitnie dwa razy w roku. Po zerwaniu zrywa się łupinę, układa do fermentacji pod liśćmi banana, a potem suszy, pali i mieli. Uzyskaną półpłynną masę oddziela się na masło kakaowe i proszek kakaowy.




Lobster flower, gatunek heliconia. Rozmnaża się przez kłącza, więc często można go zobaczyć w dużych kępach. 

Cudne są te zielone wypustki, badałam go dokładnie i przekonałam się, że w tych łódeczkach kwiatek trzyma sobie wodę.







Tet Paul Nature Trail, to 45- minutowy spacer z widokami opisanymi jako niebiańskie. 

Nam zajęło dużo więcej, bo szliśmy bez przewodnika i sami wszystko odkrywaliśmy, nad każdym cudem debatując i fotografując. Podobno przy dobrej pogodzie można zobaczyć Martynikę i St. Vincent.


                                         Kto by nie chciał od razu pobiec do nieba, nie zawiodłam się.


Gros Piton (798 metrów) i Petit Piton (750 metrów), dwie ogromne piramidy skalne wyrastające ostro od morza i otaczające małą zatokę,  są bajeczną reklamą wyspy.

Magnesy przyciągające wzrok, to dla nich płynie się łodzią, żeby podziwiać z morza. Buduje się absurdalnie drogie hotele, żeby o świcie i o zmierzchu ludzie mogli się napawać zmieniającymi kolorami wody wokół Pitonów.





Po drodze uprawy, na pierwszym planie papaja. Widziałam ją także przy drodze, zrywa się, kiedy robi się żółta.


Najsmaczniejsza jest taka gorąca od słońca, kupiona na targu.


Ta roślinka nie od razu skojarzyła mi się z ananasem, ale kiedy się rozejrzałam wokół, wątpliwości się rozwiały.





                                                             Tamarynowiec

mango

                                                            Żywopłot z krotonów.


                          W drodze powrotnej zachodzimy do restauracji  z widokiem na Pitony.




                                                Widok na miasteczko z punktu widokowego.


Wracamy dopiero wieczorem. Widać kościół przed którym Francuzi kiedyś ustawili gilotynę. Tego dnia przestałam być "białaską" opaliłam się na brąz, a nogi robiły mi wymówki przez kilka dni.


Anse Chastanet, to luksusowy hotel zaprojektowany przez właściciela, Nicka Troubetzkoy.  Jest tak przemyślnie chłodzony, że bez zainstalowanej klimatyzacji utrzymuje właściwą temperaturę. Ceny zaczynają się od 600 dolarów za dobę. W trakcie rejsu do Pitonów można zatrzymać się na plaży. 




Piękna plaża Sugar Beach.


W tle widać kolejne, drogie hotele, pokoje mają własne baseny.






Na każdej z wysp spotykaliśmy Rasta. Długie włosy, schowane pod szydełkową, kolorową czapką, lub siatką, wyróżniają ich z tłumu. Uśmiechali się sympatycznie i pozwalali fotografować.

"Rastafari łączy cechy chrześcijaństwa (oparcie się na Biblii i zasadach chrześcijaństwa, głównie koptyjskiego), afrykańskich wierzeń animistycznych (m.in duży szacunek do natury i przyrody) oraz pokojowych nauk cesarza Haile Selassie I, który głosił, że

 „pokój na ziemi zapanuje, gdy ludzie przestaną być dzieleni na ludzi pierwszej i drugiej kategorii, a kolor ich skóry będzie miał takie samo znaczenie, jak kolor ich oczu”. 

Wszystkie te elementy wnieśli niewolnicy, sprowadzani na plantacje do Jamajki ze wschodniej Afryki i w mniejszym stopniu z Indii. W takim tyglu kulturowym powstał zupełnie nowy, synkretyczny ruch."




                                                  Przyłapałam jednego podczas motania koka.


    Castries, stolica St. Lucia. Piękny skwer, upamiętniający dwóch noblistów.


                                                         
                                              Piękne, różowe  kwiaty na drzewie.




Usłyszałam śpiewy dochodzące z kościoła naprzeciwko, wchodzę, a tam niezliczone ilości małych główek w warkoczykach, coś pięknego.




                                          Widok na port i na odległe wysepki z hotelami i plażami.


W porcie codziennie cumowały ogromne statki wycieczkowe, widzieliśmy je na każdej wyspie. Mieszkańcy witali ich muzyką i kramami z rękodziełem. Najgościnniej było na Dominice, pokaże to w następnym odcinku.



Star fruit, czyli karambola po kreolsku. Jadłam go wcześniej, ale tylko dojrzały, prosto z drzewa, jest soczysty i słodki.

                                                             Wśród kwiatów mango.



                                               Ostatnie spojrzenie na Pitony z okna samolotu.


Mam nadzieję, że udało mi się chociaż trochę przybliżyć piękno karaibskiej wyspy. Czas ruszać na Dominikę. Niestety tam huragany sponiewierały mocno przyrodę, miasteczka nie mogą się podnieść, zamknięto wiele hotelików i restauracji. Mimo wszystko było pięknie, jak zawsze gdy są góry i morze. Dziękuję za dotrwanie do końca. Będzie mi bardzo miło przeczytać każdy komentarz. Chętnie usłyszę wskazówki czego dać więcej, opisów, filmów, zdjęć ludzi czy przyrody. Dziękuję.

28 komentarzy:

  1. Maryla, pakujesz walizki, czy raczej na nich mieszkasz? Kolejna niesamowita wyprawa. Cudowna przyroda, piękne zdjęcia. Pozdrawiam. Baśka.

    OdpowiedzUsuń
  2. A wiesz, walizkę mam prześliczną, kolorową, można mieszkać w niej. Wyprawa ciągnęła się przez Dominikę, Gwadelupę i Martynikę, więc wytrzymaj ze mna jeszcze proszę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z kazda notka utwierdzam sie w przekonaniu, ze pisanie przez Ciebie o podrozach jest Twoja misja:)) Piszesz jak znawca a nawet kilku, bo sa tu i fakty historyczne i wiedza biologii, klimatu itp... doslownie wszystko.
    Moglabys pisac przewodniki.
    Co do St Lucia to patrze i jeszcze bardziej trafia mnie szlag na ten rejs, bo pokazalas to wszystko czego ja nie mialam okazji i mozliwosci zobaczyc. Serio to tak bylam wsciekla na te 6 godzin, ze nawet nie chcialo mi sie siegac po aparat.
    No i ja pisze inaczej, moje podroze sa opisane przez pryzmat mnie:)) na zasadzie podoba mi sie lub nie, nie zglebiam tematow tak jak Ty.
    Ale to TY i TWOJE pisanie jest rzetelna praca nad kazda podroza, nad kazda notka.
    Ja jestem z tych co pisza "po lebkach" ale ja chbya wszystko robie po lebkach:))
    I moj blog jest w sumie o wszystkim... no dobra staram sie teraz wytlumaczyc moje wlasne niechlujstwo blogowe:)))
    Pisz kochana, bo robisz to genialnie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocha Star, nie zgodze się z Tobą, że piszesz po "łebkach", poruszasz mnóstwo ważnych tematów. Jesteś specjalistka od amerykańskiej polityki i spijam ci z ust każde słowo. Pomiędzy lekkimi tematami, zawsze się odnosisz do ważnych spraw, Twoje wierne grono czytelników i setki komentarzy świadczą o tym wszystkim.
    Nic straconego, są loty na St. Lucię, przy okazji warto popłynąć na Martynikę, bo to tylko 1.5 godziny, a widoki cudowne i jesteś w UE, jesz francuski pasztet i zagryzasz croissantem. To dla Ciebie robiłam masę fotek ze statkami wycieczkowymi, uwierz mi, zapragnęłam takiej przygody.
    Dziękuję Ci za uznanie, jednak to naturalne dowiadywać się dlaczego mówią po francusku i angielsku i dlaczego mają taką walutę oraz wcinają curry:))
    Roślinkom chyba nikt by się nie oparł, tym bardziej, że większośc odkryłam maszerując sobie poboczem drogi, rozmawiając z kozami, że mają szczęście urodzić się na Karaibach a nie np. w Indiach. Chyba tez piszę przez pryzmat mnie, bo interesują mnie ludzie, smaki, kuchnia, przyroda. W blogu otwartym nie mozna pozwolic sobie na większą otwartośc. Dziękuję, Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna, przecież to dzięki Tobie zaczęłam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale tam cudownie 😍 Marze o takiej podróży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zdjęciach jest statek wycieczkowy TUI, może fajnie popłynąć z Niemiec?

      Usuń
    2. Te statki nie pływają z Europy. Trzeba samolotem doleciec i plywac po karaibskich wyspach.

      Usuń
    3. "Mallorca bis Dominikanische Republik, ab 1.619 € p.P"

      https://www.tuicruises.com/kreuzfahrten/karibik

      Sprawdziam, "Mein Schiff" jednak pynie z Europy.

      Usuń
  6. Zdecydowanie za ciepło, tyle, że od rana gęba się uśmiechała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Och, siedzę i oglądam, oglądam i zachwycam się i nie ma mnie tu w ciągle na poły zimowej wioseczce podkarpackiej. Całym jetestwem przenoszę się tam, gdzie klimat jest taki, że kwitną najwspanialsze kwiaty i rosną najpyszniejsze owoce. Mowę mi odjęło, bo co tu mówić, gdy widzi sie raj, gdy każde słowo wydaje sie małe i nieadekwatne do tego ,co sie czuje.
    Wszystko mi się podoba - ludzie - dziewczynki z warkoczykami i rastafarianin upinający koka (ależ on jest sexy!:-) i ci w wełnianych czapeczkach z dredami i ci sprzedajacy kokosy, żeby pragnienie ich cudownym sokiem zaspokoić.I bardzo mi sie też podoba jedna zgrabna pani w letniej sukience, co przemierza uliczki St.Lucii!:-)
    Rośliny - najurodziwszy jest ten wielokolorowy ananas! Nadawałby się jako inspiracja twórcza dla ekspresjonistów! Ale kakaowiec wiele mu nie ustępuje - to są kwiaty kakaowca czy owoce? Prawdę mówiąc na wszystko, co widzę mam ogromny apetyt (pewnie też dlatego, że sie odchudzam a z owoców posiadam tylko jabłka i zbyt kwaśne pomarańcze!:-). Ta rozkrojona papaja wywołuje wręcz u mnie ślinotok!:-)
    Podzielę mój komentarz na części, bo ten juz sie robi przydługi! Muszę jeszcze raz pooglądać wszystko i poczytać, bo aż mi sie w głowie kręci od tych cudów (capnę sobie w międzyczasie z kuchni jabłko, bo padnę)!:-)))

    OdpowiedzUsuń
  8. To znowu ja!:-) Bardzo dobrze, że dołączyłaś taka wyraźną mapkę tych okolic, dzieki temu mogę sobie te wysepki jakos umiejscowić (kiepska byłam z geografii). Takie niby to maluśkie punkciki na mapie ale z bliska to wspaniałe, fascynujące krainy!
    Bardzo dobrze ,że dajesz dużo zdjęc! Dla mnie im więcej, tym lepiej! Że są zdjęcia z bliska i z daleka (widok na te piramidalne górki Pitony z daleka albo widok na rosliny porastajace jej zbocza - z bliska).
    Świetnie, że dałaś filmiki. Obejrzałam wszystkie trzy, ale najbardziej podobał mi sie ten ze śpiewami w kosciele. Jakbym tam stała za tymi dziewczyneczkami i ich słuchała!Bardzo to urealnia całą opowieść.
    Podoba mi sie pogoda ducha z jaką to wszystko relacjonujesz, Twój zachwyt, nienarzekanie na pająki albo za ostre słonce. No bo popatrz - o takiej podrózy większosc z nas marzy całę zycie, wiec jak sie juz tam jedzie to nei po to by marudzić, ale po to by chłonąc pełną piersią, nieprawdaż?!
    Podobaja mi sie pogodni, zrelaksowani ludzie, których fotografowałaś i sam fakt, że pozwolili Ci sie fotografować (bo jak ja byłam w AU nie wolno mi było robic zdjec Aborygenom, to wbrew ich religii). A ludzie są przecież bardzo ważni w każdej podrózy.
    Podoba mi sieto, że siegasz do historii tej krainy i tłumaczysz, skad język, skąd nazwa, co sie tam uprawiało kiedyś, do kogo wyspa należała. Dobrze, że po wielu perypetiach odzyskała niepodległosc. Niesamowite, że stało sie to prawie pod koniec ubiegłego wieku. Tak niedawno!
    No dobra Eulampio, konczę te swoje przydługie wywody pozostajac w podziwie i dziękując Ci za cudowną podróz!:-))))
    P.S. Ale to nie znaczy, że jeszcze czegos nie napiszę potem!:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam pająków, tylko małe jaszczurki:) Ponarzekać dobra rzecz, od razu się robi lżej, np. narzekałam mocno płynąc z Gwadelupy na Martynikę, miotało nami przez 4 godz. tak mocno, rozdawali torebki w wiadomym celu.
      Bo mnie zaciekawiło dlaczego mówia sobie po francusku, skoro oficjalnie po angielsku i co ma do tego curry. Prawdziwe zdziwienie przyszło na Gwadelupie i Martynice, które sa częścią UE i gdzie walutą jest euro! Wiedziałam, ale naprawdę trudno było w to uwierzyc. Ale nie uprzedzajmy faktów. Pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  9. Olu, biegałam od krzaczka do krzaczka od kwiatka do listka, a na drugi dzień nie mogłam chodzić. Dawno mi się coś takiego nie zdarzyło. Papaja była tak dojrzała i soczysta, że jadłam ją łyżeczką. Zapomniałam o bananach, jest tyle odmian i smaków rozpływających się w ustach, że to wciąż jeden z moich ulubionych owoców. Uwierzysz, że tu w USA kupujemy wiele owoców taniej niż na St. Lucia? Na odchudzanie miksuj sobie jabłuszko z marchewką i pomarańczą, banan do tego doda aksamitności. Pyszne będzie. Kakaowiec kwitnie prosto z konara małymi kwiatkami a potem zmienia się w wielkie, ciężkie owoce. Nie chcę uprzedzać faktów, ale na innych wyspach jest jeszcze więcej Rastów, owoców i przypraw. Małe czarne dziewczynki mnie zauroczyły, tyle sposobów na warkoczyki w zyciu nie widziałam. Tak to ładnie wygląda gdy idą do szkoły w mundurkach. Najbardziej mnie ciesza zdjęcia ludzi, jak pozwalaja na to z uśmiechem. Ale i tak robię bezczelnie. Natomiast kuchnia kreolska z ktora mialam do czynienia nie przypadła mi do smaku. Misz-masz, za dużo w jednym daniu i curry i rozgotowany ziemniak owiniete tortillą. Ale mam swoje ulubione przepisy, ktore znałam wczesniej i pewnie je zamieszczę, bo aż się proszą. Miałam tak ciężki orzech do zgryzienia, bo jak wybrac z tysięcy zdjęć te właściwe.
    Tylko w cienkiej, hawajskiej sukience dało się wytrzymać, pot spływał swobodnie, szorty miałabym mokre. Dziękuję, z daleka wszystko wygląda dobrze:)
    Ja tam ciągle jestem jeszcze, śni mi się niebo i palmy, jestem wyciszona i zrelaksowana. Dziękuję kochana, Ty zawsze jesteś łaskawa dla moich prób pokazania tego, czego pokazać się nie da, było o wiele, wiele piekniej niż na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że wciaz tam jeszcze jesteś. Tym bardziej, że wysp było więcej a więc i wrażen jeszcze więcej. Ciekawam przepisów, o których napiszesz, no i smaków nieznanych.I kolejnych Twych tekstów wraz z ilustrującymi je fotografiami. Piszesz ciekawie, zagłębiasz sie w temat, dosypujesz do dania szczyptę swoich emocji i łyzeczke uczuć, dzięki temu nabierają smakowitosci i czuje się je mocniej, niz gdybyś podawała np. jakieś linki do opisów z netu. Rozwijasz skrzydła, Eulampio. I bardzo dobrze!:-))
      Codziennie wypijam około litra świezo wyciśniętego soku owocowo-warzywnego, dobre to o zdrowe, ale tym niemniej troche w smaku monotonne. A ja lubie eksperymenty i wariacje smakowe. Muszę sobie na świeta zrobic jakąś dobrą sałatkę i przyprawic ją ostro i wyraziscie!:-)
      Od rana napawam oczy tymi barwami, ktore widać na Twych zdjeciach. I usmiecham się do nich i do Ciebie!:-))

      Usuń
    2. http://caribbeanpot.com/ to strona z fantastycznymi karaibskimi przepisami. Szczególnie ten sobie upodobałam i wprowadziłam na stałe do kuchnihttp://caribbeanpot.com/oven-roasted-curry-chicken-recipe/.
      Na wyspach niczego oryginalnego nie jadłam niestety. Albo paćki z jadłodalni wykonane przez średnia kucharkę, albo masówka dla turystów. Na francuskich wyspach było pysznie, ale po europejsku.
      Dziękuję za wsparcie Olu, to wciąż początki i nie byłam pewna w jaką strone poszybuję. Problem polega na tym, że jest tyle ciekawych rzeczy jak np. ruch Rastafarian Czytać o nich, zobaczyć na zywo to powód, żeby stworzyć osobny post, więc tylko link, gdyby ktos się zainteresował.
      Ja nie pijam samych soków, mielę całe warzywa z owocami. Do mikstury bananowo-buraczanej dodałam zakwas z buraków, samkuje wspaniale. I to mój całkowicie autorski pomysł. Na Gwadelupie handlarki z Haiti sprzedają punch, czyli poncz. Coś smakowitego! W buteleczkach są kawałki passion fruit, ananasa, guawy i to zalane rumem z dodatkiem syropu z trzciny cukrowej. Ale nie uprzedzajmy faktów:)

      Usuń
    3. Ponczem owym objadałabym sie czy opijała wręcz nieprzyzwoicie!Owoce z rumem - mniam, kocham takie rzeczy! Dobrze, że Gwadelupa i jej pokusy daleko ode mnie!:-)))

      Usuń
    4. Pinia colada, pyszny karaibski koktajl, znasz? Ananasy mogą być z puszki.

      30 ml białego rumu
      30 ml słodkiej śmietanki kokosowej
      90 ml soku ananasowego
      kruszony lód.

      Usuń
    5. Nie znam, ale chętnie się z tym smakołykiem zapoznam, jak schudnę (alkohol niestety bardzo u mnie pobudza apetyt)!:-)) Mam jeszcze sporo własnej produkcji wina bzowego, ale odstawiłam, żeby nie kusiło mnie zaglądanie do lodówki!:-))

      Usuń
    6. Ależ winko bzowe na pewno jest szalenie lecznicze, grzech odstawiać:) Mam nadzieję, że wkrótce będziesz mogła do diety dołączyć nieco przyjemności. Dlatego zyczę dalszego samozaparcia, zdrowo będzie i wkrótce będziesz jak rusałka migać po lesie:)

      Usuń
  10. Wzięłaś mnie w podróż po wyspie o której nawet nie wiedziałam istnieniu. Piękne kolory, widoki i krajobrazy, fajnie czytane opowieści o mieszkańcach (i warkoczykach) oraz o owocach. Piękna podróż <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mi przyjemnie, ze dałas się zabrać:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne zdjęcia <3 cudowna podróż

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak ja tęsknie do słońca! A na Twoich zdjęcia, na każdym z nich jest słońce. I owoce, wspaniałe, pachnące, nagrzane, dojrzałe. Może jako staruszka zamieszkam na Luci, powinnam z marszu dostać obywatelstwo : ). Dziękuję za tą oszałamiającą kolorami, smakami i zapachami relację! Tak czuję zapach nagrzanych od słońca owoców. Pozdrawiam pa pa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnaś dostać obywatelstwo! Tylko czy wytrzymałabyś całoroczny tropik? Człowiek znający pory roku zawsze będzie tęsknil za wiosnami i jesieniami. Chyba lepsze południe Europy do zamieszkania i wygrzewania kości na starość. Życzę Ci, żeby w końcu zaświeciło w Polsce słońce, to nie do wytrzymania. Pozdrawiam również i zaglądam do Ciebie, podziwiam rozmach.

      Usuń
  14. O Świętej Łucji usłyszałam dopiero jakiś rok temu i od tamtej pory ogromnie mi się marzy ta wyspa. Mam wrażenie, że jeszcze nie jest aż tak turystyczna i żyje się tu spokojniej, prawda? Ciekawa jestem jak duża jest ta wyspa i ile czasu potrzeba by ją całą zjechać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczą 2-3 godzny, żeby przejechać ze stolicy na południe, gdzie jest lotnisko. Ale najlepiej zatrzymać się przy Pitonach na jakiś czas, bo jest bardzo pieknie. Stolica nie jest zbyt atrakcyjna, ale trzeba tam dotrzec, jak sę chce poplynąć na inne wyspy. Jest niesamowicie pieknie i egzotycznie.

      Usuń

Nie odchodź bez słowa.

Wyjątkowe miejsca

Copyright © 2016 PAKUJ WALIZKI , Blogger