Arabia Felix, Sana.


JEMEN, w VI wieku p.n.e. istniało tu legendarne królestwo Saby, Arabia Felix- Arabia Szczęśliwa. Żyzna, bogata kraina, słynąca z kadzidła i mirry, leżąca na skrzyżowaniu szlaków handlowych.
Nadal istnieją ruiny starożytnej tamy w ówczesnej stolicy Marib, dzięki której powstały oazy o powierzchni tysięcy kilometrów. 
Znaną ze Starego Testamentu królową Saby była Bilkis, która złożyła wizytę królowi Izraela Salomonowi, słynącego z mądrości i bogactw. Ich syn Menelik jest uważany za pierwszego władcę Etiopii i jest powiązany z tajemniczym zaginięciem Arki Przymierza.
To wszystko rozpalało wyobraźnię, ale rzeczywistość ją przerosła.  Średniowieczny Manhattan na pustyni, zameczki i fortece na szczytach gór i niepowtarzalna architektura, sprawia, że zabrakło mi przymiotników. 



Z przerażeniem słucham co się dzieje i nie mogę się z tym pogodzić.
Od kilku lat panuje wojna między zwolennikami obecnego prezydenta, wspierana przez arabską koalicję na czele z Arabią Saudyjską a rebeliantami Huti, których wspiera Iran. W wyniku konfliktu zginęło tysiące ludzi, a miliony musiało opuścić swoje domy. 
Jemen przymiera głodem, sieć zalewają zdjęcia skrajnie wychudzonych dzieci.  6 listopada Arabia Saudyjska założyła blokadę, na wszystkie trasy lotnicze, morskie i lądowe, którymi mogłaby dotrzeć pomoc humanitarna. Za to, że Huti, wspierane przez Iran wystrzeliło rakietę z terytorium Jemenu w stronę Arabii Saudyjskiej. Po trzech tygodniach blokadę zdjęto po naciskach całego świata. Według ONZ Jemen przechodzi największy kryzys humanitarny na świecie. Czerwony Krzyż donosi, że liczba przypadków cholery doszła do miliona, 11 milionów dzieci bez pomocy nie przeżyje. Kiedy dzieci cierpią, głodują i umierają, a w kraju panuje cholera, to widzę tylko cierpiących ludzi, potrzebujących pomocy, a nie zagrożenie. Oni są za biedni i za słabi, żeby próbować się wydostać z kraju.
Życzliwością, szczerym zainteresowaniem "białasami"  zjednali nas na zawsze i bardzo cierpię obserwując ich tragiczny los. 

 W 2009 roku było tak.

 SANA, stolica Jemenu, jest położona w górskiej dolinie, na wysokości 2200 metrów n.p.m. Miasto zamieszkałe nieprzerwanie przez 2500 lat. Legenda głosi, że została założona przez syna Noego -Sema.
Stare Miasto jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO od 1986 r. To ponad 6 000 wieżowców, z których wiele ma po 400 lat. Skojarzenie z domkami z piernika ozdobionych lukrem jest nieodparte.
 Miejsce unikalne i przepiękne, a wieczorem, kiedy zapalały się światła miało  się silne wrażenie podróży w czasie. 
Dolne kondygnacje zostały zbudowane  z bazaltowej skały, a ściany wzniesiono z wypalonych mułowych  cegieł, suszonych na słońcu. Na zewnątrz upiększono budynki ornamentami z białego gipsu. Okna  błyszczą kolorowym szkłem i alabastrem. Dolne pomieszczenia zajmują zwierzęta, potem jest izba gościnna- diwan, jeszcze wyżej mieszka rodzina.

To typowe pomieszczenie do przyjmowania gości i odbywania biesiad. Dookoła ułożone są kolorowe poduszki. Przez szkiełka wpada przyjazne światło. Zdjęcie zrobione w muzeum.

Bab al-Jemen, brama prowadząca do Starego Miasta. Za nia istne czary, zapach kadzidła, do którego można kupić specjalne kominki i egzotycznych przypraw. Restauracyjki, gdzie ludzie siedzą na ławach po turecku i używają palców jak szufelki do jedzenia ryżu.  Dżalabije, biżuteria, wszystko to, czego nie ma na europejskich targowiskach.

Ludzie przystawali prosząc o zdjęcie, pytając skąd jesteśmy. Mężczyzna ma na sobie futę, tkaninę omotaną wokół bioder oraz jambiję ( dżambiję). 
To rodzaj zakrzywionego sztyletu, noszonego w osłonie i przytwierdzonego do  skórzanego pasa. 
Uchwyt noża wiele mówi  statusie mężczyzny. Może być z rogu nosorożca, kości słoniowej, lub z kości wielbłąda. Albo zwyczajne, z ozdobionego metalu czy skóry. 
Do futy albo dżalabiji wkłada się marynarkę . 

Wielki Meczet, zbudowany w VII wieku, jeszcze za życia Mahometa. To jeden z najstarszych meczetów na świecie.  Pierwsze powstały w Medynie i Mekkce. Podczas remontu znaleziono najstarszą pisemną kopię Koranu.









Cała grupka pozowała a potem długo oglądała zdjęcia na wyświetlaczu.
Po prawej na stoisku widać pasy do jambiji.
Rzemieślnicy na suku mają swoje sekcje, tu widać pracujących stolarzy, pamiętam piękny zapach świeżego drewna.


Ja w dżalabiji, było bardzo wygodnie. 

i budziło sympatię kobiet. Dzieci wołały z uśmiechem- sura, sura, sura. ( zdjęcie)



Posiłki zapiekano w metalowych menażkach, albo glinianych garnkach i w nich podawano. Fasulia (gęste danie z fasoli w pomidorach) serwowane było od śniadania, bo pożywne i dostarcza białka. Podobnie jak w wielu innych, biednych krajach. Kurczak pieczony nad ogniem był najlepszy na świecie, do tego jakieś niezwykłe sałatki.  Pyszną rybę z hummusem zjedliśmy w restauracji z produktów kupionych na targu przez naszego kierowcę . Była grillowana i tak pyszna, że do tej pory uwielbiam połączenie z hummusem.
Przynosili wielką belę folii w paseczki, czy kwiatki i odrywali ile trzeba na przykrycie stołu. Zawsze stała woda do mycia rąk, serwetki, tylko sztućców nie było. Do tego służą ręce, konkretnie prawa.
Wprawiliśmy kucharza w  osłupieniem graniczące z zakłopotaniem, prosząc o łyżkę do zupy o nazwie salt. Mieli jedną, więc jedliśmy na zmianę z jednej miski. Z Jemeńczykami też jadaliśmy. Przechodząc, widywaliśmy posilających się ludzi, bo tam życie toczy się na zewnątrz, w grupie. Bardzo często zapraszali nas niewiernych do wspólnego posiłku, odłamywaliśmy chociaż kawałek chleba i wymienialiśmy usmiechy. Chlebek bardzo podobny w smaku do naan, był zawsze podawany gorący, prosto z pieca.
To był świat, w którym nieznajomych przyjmuje się z wielką ciekawością i życzliwością.
Jednak osoby, które nigdy nie były w żadnym arabskim kraju, ani żadnego Araba nie poznały boją się ich panicznie. A tak naprawdę, to prędzej w Polsce można oberwać za kolor skóry, niż wtedy w Jemenie, czy obecnie w Indiach. Sytuacja kobiet była i jest tragiczna w całym islamskim świecie. duża przemoc,  dziewczynki są  wydawane za mąż, bo nie ma limitów wiekowych. Ludzie kierują się przestarzałymi plemiennymi prawami i dlatego kto się tam nie urodził, nie potrafiłby tak żyć. Ale jakoś im się wiodło.

Prawidłowo ubrany mężczyzna.
Stoisko z jambijami.
Mały chłopiec  z jambiją, chociaż oficjalnie, prawdziwe  nosi się po skończeniu 14 lat.


Na tym zdjęciu widać modne  chusty noszone na ramionach.






Wybieranie fatałaszków, ja też tam coś sobie znalazłam.

Po policzku widać, że zbliża się popołudnie, chłopak zaczyna żuć qat.

Qat ( czuwaliczka jadalna) , to łagodny narkotyk, podobno nie uzależniający.   Jednak mętny wzrok i dziwna wierność temu drogiemu nawykowi, wskazuje na cos innego. Za cenę paczuszki z qatem, można nakarmić całą rodzinę, to poniekąd jedna z przyczyn strasznej biedy. 
 Wpychanie do policzków trwa kilka popołudniowych godzin, wyglądało to komicznie, zbierali się w grupy i razem żuli, wyglądając, jakby razem puchli. Nie można alkoholu? Mężczyzni są pomysłowi. 

Niektórzy przynosili sobie zmielony.


Wspaniały, pachnący na całą ulicę chleb, pieczony w specjalnym, głębokim piecu.


Krążyliśmy godzinami po urokliwych uliczkach..


Prawidłowo wyglądający mężczyzna w fucie.

Przycupnięci, żeby odpocząć. Śmiali się z Krzysia, że nie nosi się jambiji na spodnie i tłumaczyli dokładnie zawiłości męskiej mody.

Po naradzeniu się, odważyli się podejść i poprosić o zdjęcie. Jeden w dżalabiji, drugi w fucie.

Zdaje się, że telefony komórkowe w tamtym czasie mieli proste, bez aparatów fotograficznych, dlatego taką radość sprawiało im pozowanie a potem oglądanie siebie w wyświetlaczu.

Rozczulały mnie maluchy wołające- sadik mumkin sura! Przyjacielu, mogę zdjęcie? Do mnie też się zwracali per sadik. Tak wszyscy zaczynali zdanie. Nikt nie prosił o pieniądze.



Bajkowe widoki były wieczorem, wchodziliśmy się na dach hotelu i obserwowaliśmy zachód słońca nad Saną i słuchaliśmy rozlegającego się nad miastem śpiewu muezinów z meczetów.
Pewnego razu miły pan nas zaczepił wypytał skąd jesteśmy i uradowany zawołał, zapraszam do mojego sklepu, tam siedzi kilku Polaków. To byli studenci arabistyki z Warszawy, którzy przyjechali na pół roku uczyć się języka.




Meczet Saliha widoczny na tle gór i pięknie oświetlony w nocy . Inicjatorem budowy był były prezydent, zamordowany w grudniu 2017 roku, Ali Abd Allah Salih. Najnowocześniejszy meczet w Sanie,  jego powstanie miało na celu promowanie umiarkowanego islamu, dlatego turyści mogli go odwiedzać, jak jeszcze wpuszczano turystów do kraju. Jego wizerunek jest na rewersie banknotu o nominale 250 riali. Koszt budowy meczetu, to 60 milionów dolarów.



Sana widziana ze wzgórza.

Wracaliśmy z wycieczki za Sanę, kiedy na drogę wybiegli jacyś ludzie z karabinami  na ramieniu, zatrzymując nasz samochód. Wielkie zaufanie mieliśmy do naszego kierowcy, bo nie zdążyłam się przestraszyć. Zaprosili nas na wesele. Zauważyłam, że chcą wypaść jak najlepiej i popisywali się przed nami muzyką i tańcami. To była niezwykła przygoda. Kilka takich wesel widzieliśmy potem na ulicach stolicy, ale nikt nas nie zapraszał.

Kapela weselna przygrywała.

Pan młody, ma elegancki pas i chustę, tylko wybranki nieobecna. Świętuje gdzieś w towarzystwie samych kobiet, boję się myśleć ile miała lat. Ludzie, których poznałam bliżej mieli aranżowane małżeństwa, ale nie z dziećmi.

Rozdzielili nas i każda grupka zagarnęła dla siebie, każdy chciał mieć surę i ją dokładnie obejrzeć.

Taniec z jambijami.

Tu był nasz hotel, to widok z okna.


Gotowali dla nas i podawali, chłopcy z hotelu.

Właściciel hotelu, Kais, zaplanował nam atrakcyjne i bezpieczne podróżowanie po swoim kraju. Wystarał się o pozwolenia,  które wszędzie trzeba było pokazywać i polecił zaufanego kierowcę. Nie wszędzie mogliśmy pojechać, Marib był już zbyt niebezpieczny. Bukował hotele i czuwał nad nami z daleka, bo polecieliśmy samolotem do Sayun, zobaczyć Manhattan pustyni, wpisany na listę UNESCO. Przez wiele lat utrzymuje z nami kontakt. Jest muzułmaninem, ale wysyła nam życzenia na każde Boże Narodzenie.  Niedawno napisał, że musi opuścić swój dom i ratować rodzinę, wywieżć żonę i trzy córeczki do rodziny na wieś. Poprosił o pomoc. Mam nadzieje, że ma więcej takich osób, do których może się zwrócić, przecież zatrzymywały się u niego wycieczki organizowane przez biura podróży, mieszkał całe miesiące włoski student. Nasz sadik stracił swój hotel.

Kiedy zaczęła się "Arabska Wiosna", Kais został bohaterem filmu dokumentalnego "Rewolucjonista mimo woli", zaprezentowanego  na Berlinale, (w linku informacje). Film można  obejrzeć na you tube.


Reżyser, Sean McAllister i Kais, który bez dżalabiji i jambiji  wygląda jakoś niewłaściwie i mniej godnie. . 

21 komentarzy:

  1. Mam w moim dosc bliskim sasiedztwie dwie rodziny pochodzace z Jemenu. Jedni z nich ciagle maja tam rodziny wiec zawsze pytamy czy sa bezpieczni. Narazie tak, ale tak jak piszesz wyjechali na wsie bo tam bezpieczniej niz w miastach.
    To straszne co sie tam dzieje i boli, ze ludzie ludziom gotuja taki los... jeszcze bardziej boli jak patrze na udzial Ameryki w tym wszystkim...
    Mieliscie szczescie, ze udalo Wam sie odwiedzic Jemen jeszcze przed wojna.
    I bardzo mi sie podoba, ze oboje z mezem w czasie Waszych wedrowek nosicie regionalne stroje, albo chociaz ich akcenty.
    To bardzo pozytywnie swiadczy o Was i ciesze sie, ze mialam okazje Cie poznac chocby tylko wirtualnie :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Byliśmy tam 4 tygodnie, mam materiałów na cały cykl i wielką ochotę, żeby to zrobić. Widoki spektakularne i najpiękniejsze jakie widziałam w życiu. Największy żal czuję patrząc na dzieci, takie ufne wtedy i szczęśliwe. Nie pojmuję jak można być nieczułym na krzywdę kogoś tak bezbronnego i bronić wstępu do kraju, skoro sami jeszcze tkwimy we wspomnieniach podobnej wojny. Podróże zmieniają życie i percepcje, banał, ale jakże prawdziwy. Już mamy czapki rastafariańskie, jaka szkoda, że się miniemy o włos. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana wejdz do mnie i w mojej linkowni kliknij nie na tytul bloga, ale tytul notki, zobaczysz co sie otworzy. Mam wrazenie, ze cos pomieszalas w procesie udoskonalenia i byc moze Ty tego nie widzisz, ale jest widoczne w linkach i jak ktos wchodzi z linkow to moze byc zupelnie zdezorientowany. A potem mozesz usunac ten komentarz:)) bo nic on nie wnosi w temacie notki, ale wydaje mi sie tak szybciej niz email.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szablon się rozjechał, walczę z tym własnie, dziękuję, juz idę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka szablonu mi podpowiedziała jak naprawić, ciągle się uczę czegos nowego.

      Usuń
  5. Dzień dobry, Eulampio!Jestem absolutnie zachwycona Twym reportażem z Jemenu - rewelacyjnymi zdjęciami, ciekawym opisem tego Manhattanu pustyni, serdecznoscia i wrażliwością, z jaka piszesz o tych pięknych, egzotycznych ludziach. Jaka szkoda, że ta baśniowa rzeczywistosc już nei istnieje, jaka szkoda, że ci niezwykli, fascynujący ludzie nie mogą już zyc po staremu w znanej sobie, bezpiecznej rzeczywistości. Straszne rzeczy dzieja sie na świecie, tyle jest bezzasadnej wrogości i niezrozumienia. Zamiast cieszyć sie tą kulturową róznorodnością, zamiast czerpać z niej natchnienie - niszczymy ją, szkalujemy, wyszydzamy i obrzydzamy...
    Dziękuję za Twoje cudowne opowieści. Jestem nimi poruszona i zachwycona!:-)***

    I jeszcze a propos zamieszania z postami. Ode mnie widać, jakbyś opublikowała kilka postów jeden po drugim w tym samym czasie.Dopiero jak siewejdzie do Ciebie, widać, że jest wszystko ok, tylko układ strony znowu sie troche zmienił...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś kochana Olu, dlatego choćbym miała pisać tylko dla dwóch osób: Ciebie i Matki Chrzestnej bloga- Star, to warto. Człowiek wtedy naprawdę się czymś cieszy, jeżeli może się tym podzielić z zyczliwym odbiorcą. Dziękuję za wsparcie i zachęty. Bez Waszych ciepłych komentarzy dawno bym zwątpiła w sens tego co robię. Pisanie sprawia mi wiele przyjemności a powrót do tamtych miejsc uaktywnia mocno pamięć. Manhattan pustyni dopiero będzie, średniowieczne miasto złozone z wiezowców do 16 pięter! Dzikie wielbłądy i ludzie, którzy nigdy nie widzieli Europejczyków, stawali i bez słowa patrzyli. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslę, że na tym polega idea i przyjemność blogowania, że pisze się dla siebie i dla innych. Dla siebie, bo to coś w rodzaju pamiętnika albo "przypomnika", uaktywniajacego pamięć, nie pozwalajacego by nasze najważniejsze chwile minęły, jakby ich nigdy nie było. A dla innych, bo cieszy człowieka, gdy znajduje oddźwiek w czyims sercu, gdy odnajduje sie w ludziach podobną wrażliwość, gdy reagują żywo na to, co piszemy, czyli na nas samych. Bo to przecież my jesteśmy w tym pisaniu. Bardzo ważny kawałęk nas.
      Wkładasz mnóstwo czasu i pracy w to pisanie. Twoje posty są świetnymi, obszernymi reportażami podrózniczymi.I osobistym spojrzeniem na inne strony świata, ludzi tam mieszkajacych i ich sprawy. Dobra robota, Eulampio!:-)***

      Usuń
  7. Dziękuję Olu. W tamtym świecie poznałam jak to jest być inną, taką, na którą wszyscy patrzą, dziwia się i zastygają.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wróciłaś więc do Jemenu, opisałaś tym razem. Z przyjemnością i przerażeniem patrzę na piernikowe budowle. Z przyjemnością jaką daje obcowanie z pięknem i przerażeniem, bo to wszystko dzisiaj wygląda zupełnie inaczej. A dzieci? Dzieci ze zdjęć, widać, że niektóre biedne, w niedopasowanych ubraniach, te pewnie pierwsze umierały z głodu. Musi Cię to strasznie boleć i poruszać, przecież osobiście poznałaś tych ludzi. Dobrze, że chciałaś i mogłaś pomóc. Dziękuję za piękny reportaż.

    OdpowiedzUsuń
  9. Łucjo, dziękuję, że tu zajrzałaś, liczyłam na to. To Ty mnie zainspirowałaś, żeby zrobić to porządnie. Ucieszyłam się, że jest ktoś, kto chętnie posłucha. Mam nadzieję, że wielu ludzi wyjechało z miasta. Te dobrze ubrane dzieci były ze stolicy, te biedne spotkałam za miastem, dlatego mam gorąca nadzieję, że jakoś przezyły. Biedne, pracowite dzieci, wpatrujące się w nas jak w przybyszy z kosmosu. Mieliśmy jakieś długopisy, gumy do zucia, cukierki. Ludzie tam są bardzo pracowici, na zboczach gór tworzą tarasy i uprawiają ziemię. Na wsi zawsze da się jakoś przetrwać. Najgorsze jest to, że w Jemenie teraz od kilku miesięcy szaleje cholera. Mam zamiar napisać jeszcze kilka postów o Jemenie, bo największe cuda czekają. Oman jest dostępny turystycznie, nawet jambije tam nosza, ale ani w połowie nie jest tak piekny. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Eulampio, to ja Ci dziękuję. Uważam że bardzo mądrze robisz, pisząc teraz o świecie arabskim. W tych czasach klaustrofobii i strachu, wynikającego z totalnej niewiedzy, jest to ważne.
    W Hiszpanii, Grecji, na południu Francji też można zobaczyć kamienne tarasy na zboczach gór, układane przez pokolenia pod oliwki i winnice. Ale to czasy zamierzchłe, teraz w naszej pseudo cywilizowanej Europie pracowitych ludzi można szukać z przysłowiową świecą. Wiem coś o tym prowadząc gospodarstwo. Właściwie niezły temat na osobny post.
    Mam nadzieję, że te dzielne dzieci przeżyły, mówisz, że miały szansę, paradoksalnie biedna wieś dała taką możliwość. Słyszałam o epidemii cholery. Ale zauważyłam też, że w mediach (nie mam telewizora ale chodzi mi o gazety i internet) to co dzieje się w Jemenie nie istnieje, dużo mówi się o Syrii, może jest bardziej medialna. To wszystko jest dość przerażające.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i pisz koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ubolewam nad tym, że niewielki zasięg ma to moje pisanie i nie poruszę sumień tych, którzy walczą o nie wpuszczanie uchodzców do Polski. Ale może ktoś przeczyta, zobaczy te biedne, zawstydzone dzieci, sumienie drgnie i jak nie zechcą pomóc, to chociaż zamilkną. Ludzie słuchają łatwych wyjaśnień, rozdmuchanych opowieści o zagrożeniach. Są podatni na manipulacje, zapominając co Kościół zrobił z kulturą Majów, Azteków, Inków.
    Zastanawiałam się jak sobie radzisz, czekam na ten specjalny post. O Jemenie wiem tyle, co wyszukam, też nie mam telewizora, wiadomości oglądam w komputerze. Również pozdrawiam serdecznie Łucjo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny post. Otwiera oczy. Złapałem się na tym, że oglądam blogi podróżnicze i czytam o miejscach, gdzie jest tak pięknie i wspaniale, ale dopiero teraz, gdy trafiłem na tego posta widzę jak ważne jest pamiętanie o tych mniej turystycznych miejscach. Dzięki i powodzenia w dalszym pisaniu!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja również zycze powodzenia w dalszym pisaniu. Jemen obecnie nie jest dostępny dla turystów, ale mam nadzieję, że znowu będzie, bo jest niezwykle piekny. Własnie układam zdjęcia do nowego wpisu.

    OdpowiedzUsuń
  14. ależ piękna ta Sana! Te białe zdobienia sprawiają, że budynki wyglądają jak domki z piernika ;) dzięki Twojemu opisowi czułam klimat miasta, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Z przyjemnością:) Ciesze się, że Tobie też się podobało.

    OdpowiedzUsuń
  16. Strasznie smutne jest to, że wojny wyniszczają takie ciekawe miejsca. Niewyobrażalne cierpienia ludziom fundują ich rodacy tak naprawdę, a obce państwa wspierają jednych, a niszczą drugich.
    Kultura z tamtych rejonów bardzo mnie ciekawi, jednak zal tych młodych dziewczynek, żal kobiet...
    Pięknie opisałaś tę wyprawę. Naprawdę czytałam z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję Ci i bardzo się cieszę. Zawsze obrywają kobiety, okrutny świat. Ale też chciałam pokazać, że to normalni ludzie, sympatyczni i niekoniecznie wszyscy musza być przemocowcami. Tak jak nie każdy Polak jest barankiem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Strasznie szkoda tego pięknego kraju. Niestety, nie zdążyłem go zobaczyć. Teraz wiem, że te cuda przyrody będą długo ukryte przed naszymi oczami, a wspaniali ludzie naznaczeni piętnem wojny nie będą nigdy tacy sami. Dziękuję za serię wpisów przybliżających to, co na naszych oczach odchodzi w przeszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja Tobie dziękuję za Syrię, jaka szkoda, aż boli, że ktoś te cuda zbeszcześcił. Oboje opisaliśmy te miejsca po długim czasie, całe szczęście, że zdjęcia przypominają jak było. Pozdrawiam:)

      Usuń

Polecam

Copyright © 2016 PAKUJĘ WALIZKI , Blogger