Panama cz. III. Leniwce i Park Metropolitano.


Wspaniały park, byliśmy dwa razy, bo to namiastka dżungli, wspaniałe rośliny i zwierzęta w naturalnym środowisku. Tak bardzo chciałam zobaczyć tukany i papugi, ale to prawie niemożliwe. Bardzo wcześnie robi się gorąco, a wtedy one chowają się w gałęziach i dziuplach aż do wieczora.

neque- można je spotkać w Ameryce Środkowej i Południowej.




Spłoszyłam ją, zerwała się i pobiegła po wodzie!
Domyśliłam się, że miałam szczęście zobaczyć jaszczurkę Jezusa Chrystusa czy też bazyliszka płatkogłowego. Niesamowite doświadczenie, większe sztuki  siedziały zbyt daleko.



Jest tak szybka, że na zdjęciu widać tylko kręgi na wodzie.


Mango, ulubione drzewo leniwców.


Leniwiec,  po hiszpańsku- perezoso. Pracownik parku pokazał nam, gdzie mogą być. Wcale nie tak łatwo je znaleźć.





Zachęciłam go do pozowania, smyrając lekko bambusem.  Krzyś do dzisiaj mi wypomina, że dałam po grzbiecie biednemu perezoso i on nigdy nie widział tak szybko poruszającego leniwca. Tylko, że on żadnego wcześniej nie widział.



Marzyłam, żeby je zobaczyć. Cieszyłam się jak dziecko. Tu są dwa, popatrzyły na nas z ciekawością.



Takie żółwie są u nas, ale i tak je lubię.






Storczyk.



W nagrodę za przejście szlaku w nieprawdopodobnym upale, dwa punkty widokowe. Cudowne miejsce, trochę dżungli bez zasadzek.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecam

Copyright © 2016 PAKUJĘ WALIZKI , Blogger